Eldorado polskich firm. “Klient i tak kupi, bo uważa, że ceny muszą rosnąć”

3 comments
  1. >historii wszystko odbyło się tak szybko, mieliśmy do czynienia z
    potężnym odłożonym popytem, który zalał rynek i nie mógł znaleźć ujścia.
    To doprowadziło do destabilizacji i globalnych nierównowag.

    ​

    >Nie chodziłeś do kina, do restauracji, nie
    pojechałeś w lockdownie na urlop. Konsumenci nie wydawali pieniędzy,
    odkładali, a po otwarciu gospodarki ta odłożona fala wydatków
    natychmiast trafiła na rynek. Ten wielki popyt musiały zaspokoić firmy,
    które przed chwilą zmniejszyły produkcję albo całkiem stanęły, zamówiły
    mniej komponentów, bo nie wiedziały, ile to wszystko potrwa, zwolniły
    część ludzi. To nie jest hop-siup wrócić do pełnych mocy, a konsumenci
    chcieli wszystkiego na raz – już, teraz, natychmiast. I tak się stało
    niemal na całym świecie. Ta wielka nierównowaga musiała się przełożyć na
    podwyższoną inflację, która została dopalona cenami energii.

    ​

    >W 2022 roku za niemal połowę inflacji będzie odpowiadać szaleństwo cen
    gazu, ropy, prądu. Bez zawieruchy na rynkach energetycznych mielibyśmy w
    Polsce wzrost cen w okolicach 4 procent.

    ​

    >Nie. Europejski Bank Centralny trzyma stopy na niezmienionym niskim
    poziomie i Christine Lagarde zapowiada, że w najbliższych kwartałach nie
    zmieni polityki.
    >
    >Podstawowa: zero procent.

    ​

    >Nie jest. Ona po prostu znalazła się w piekielnie trudnej sytuacji. W
    strefie euro, za którą odpowiada EBC, z jednej strony mamy taki kraj jak
    Niemcy, który doświadcza najwyższej inflacji od 30 lat, mamy Litwę z
    najwyższą w UE inflacją przekraczającą 10 procent, ale mamy
    też Portugalię, gdzie inflacja jest na poziomie 2 procent i mieści się w
    celu. Strefa euro jest bardzo zróżnicowana. Kraje południa tkwią w
    słabej kondycji gospodarczej, odbicie po lockdownach jest tam słabsze, a
    z drugiej strony mamy dobrze rozpędzone gospodarki, takie jak
    niemiecka, gdzie jednocześnie pojawiła się inflacja. EBC nie ma na to
    jednej dobrej metody.

    ​

    >Tak mogłoby się to skończyć. Więc przyjęła strategię znaną z filmu
    “Don’t look up”: poczekamy i zobaczymy, co z tego wyniknie. EBC w swoich
    komunikatach wciąż utrzymuje, że inflacja w strefie euro wynika z
    czynników zewnętrznych, skoku cen energii, zakłóceń w światowych
    łańcuchach dostaw, a poza tym sytuacja jest przejściowa i powinna
    ustabilizować się w 2022 roku.

    ​

    >Bo można. Firmy korzystają z otoczenia makroekonomicznego. Zobaczyły, że
    nasze oczekiwania inflacyjne się odkotwiczyły, wszyscy klienci uważają,
    że ceny mogą rosnąć, bo to siła wyższa, no to jest przestrzeń, żeby
    zarobić. Konsument i tak kupi, kiedy słyszy, że wszystko drożeje. Nie
    przejdzie całego bazarku w poszukiwaniu tańszych jabłek, tylko pokiwa
    głową: “No tak, inflacja”. A sprzedawca, owszem, ma wyższe koszty pracy,
    dostaw, chłodni, paliwa, prądu i czego tam jeszcze, uwzględnia to w
    cenie, a na koniec dnia jego marża i tak jest wyższa, wyższy też jest
    zysk.

  2. >I mimo to mają lepsze zyski?

    >Owszem. W ankietach firmy nie mówią całej prawdy. Koszty produkcji solidnie im rosną, firmy uwzględniają to w cenach, podnoszą je, a jednocześnie podnoszą też marże. W handlu na koniec września marże były wyższe o połowę w porównaniu do wyników sprzed kryzysu pandemicznego.

    >W sklepach marże są wyższe o 50 procent?!

    >Bo można. Firmy korzystają z otoczenia makroekonomicznego. Zobaczyły, że nasze oczekiwania inflacyjne się odkotwiczyły, wszyscy klienci uważają, że ceny mogą rosnąć, bo to siła wyższa, no to jest przestrzeń, żeby zarobić. Konsument i tak kupi, kiedy słyszy, że wszystko drożeje. Nie przejdzie całego bazarku w poszukiwaniu tańszych jabłek, tylko pokiwa głową: “No tak, inflacja”. A sprzedawca, owszem, ma wyższe koszty pracy, dostaw, chłodni, paliwa, prądu i czego tam jeszcze, uwzględnia to w cenie, a na koniec dnia jego marża i tak jest wyższa, wyższy też jest zysk.

    W sumie mogłem przekleić cały wywiad, bo to jest mega fajny głos rozsądku w tym całym krzyku “kto jest winny – szatan Tusk czy komunizm i rozdawnictwo PiS”. Jeszcze bardziej mnie dziwi, że taką wyważoną analizę czytam po raz drugi w tym tygodniu w medium Agory, po którym spodziewałbym się raczej lobbowania za interesem politycznym PO.

  3. No i zgadza się. Ja tak robie w jeden z firm. Nie ustalam sobie marzy 5% i dziękuje tylko testuje ile klient zapłaci. Jak zaczyna kręcić głowa to ustalam lekko cenę niższa i sie sprzedaje. Na niektórych towarach mam 140% marzy w ten sposób. Uwielbiam te zasade kapitalizmu – towar kosztuje tyle ile jest w stanie za niego zapłacić klient. Dlatego np kupuje dziewczynie szpilki Casadei za 700 euro, bo jestem w stanie tyle zapłacić.

Leave a Reply