Autorka rozpoczyna wędrówkę po Japonii od jej topografii i architektury – złożoności kraju, brzydoty Tokio i przede wszystkim zmienności, jaka tam panuje. Nie tylko ze względu na warunki naturalne – dużą rolę odgrywa również przeludnienie głównych miast. Jurczak wspomina także o ocalałych przed nalotami zamkach, klasztorze, w którym turyści mogą się zatrzymać, a nawet o tym, jak kiedyś wyglądała hodowla jedwabników. Szczególnie fascynujący jest rozdział poświęcony wyspom – zarówno tym znanym z nietypowych cech (np. wyspa kotów), jak i tym głęboko wpisanym w historię Japonii (np. wyspa Hashima).

Nie zabrakło również tematów niezwykle istotnych z perspektywy tego kraju, takich jak wybuchy bomb atomowych czy podejście Japończyków do nagości i erotyki. Dowiadujemy się także sporo o japońskim jedzeniu, które – jak się okazuje – nie zawsze jest tak „japońskie”, jak by się mogło wydawać. Nie spodziewałam się na przykład, że nasze polskie pączki mogą być tam popularne! Prawdziwym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że w Japonii istnieje około trzystu smaków wafelka KitKat – niektóre prefektury mają swój własny, regionalny wariant, traktowany jako pamiątka z wakacji. KitKat o smaku pastylek na kaszel zaskoczył mnie jeszcze bardziej. Doceniłam też, że autorka pochyliła się nad fenomenem obchodów świąt Bożego Narodzenia w tym niekatolickim kraju.

Na koniec Jurczak opowiada o imponującym rozwoju transportu kolejowego – nie tylko o tym, jak wiele już osiągnięto, ale również o tym, że Japończycy mają ambicję, by pociągi osiągały prędkość ponad 600 km/h (rekord magleva to 603 km/h). Rozprawia się także z mitem o legendarnej punktualności japońskich pociągów.

Książkę zamyka rozdział poświęcony japońskim… toaletom. Coś w tych ubikacjach rzeczywiście fascynuje świat. Japończycy dążą w tym temacie do perfekcji – obecnie pracują nad rozwiązaniami, które pozwolą toalecie badać próbki pod kątem nieprawidłowości zdrowotnych.

Publikacja Jurczak przypadła mi do gustu głównie dlatego, że nie jest to typowy przewodnik turystyczny, skupiający się wyłącznie na topowych atrakcjach dla „gaijina”. Owszem, autorka porusza tematy nieco sztampowe (kolej, toalety, jedzenie), ale robi to w sposób ciekawy, uzupełniając narrację o mniej znane fakty i konteksty. Skupia się raczej na opowieściach z życia mieszkańców i historii Japonii, niż na promowaniu folderowej wersji kraju. I za to należy jej się duży plus.

Co mi nie do końca odpowiadało, to duża liczba cytatów. Momentami miałam wrażenie, jakbym czytała nie książkę Jurczak, ale zlepek fragmentów z różnych publikacji. Rozumiem, że czasami cytaty – szczególnie ze starszych źródeł – mogą być przydatne w pogłębieniu tematu. Jednak nie do końca rozumiem, po co cytować Joannę Bator.

Podsumowując: uważam, że to pozycja warta przeczytania. Być może i Was Japonia jeszcze czymś zaskoczy…

Agata Mroczko