Z pomocą przyszła… sąsiadka!
Aktualizacja: Jakiś czas temu opowiedziałem Wam historię jak administracja budynku chciała wyłudzić ode mnie grube pieniądze za zabrudzenie podłogi śladami opon (drogowcy nie zabezpieczyli świeżego asfaltu i wjechałem kołami we fragment nowej nawierzchni).
Mam dla Was dalsze wieści:
Postanowiłem posprzątać te ślady, choć nie było łatwo. Smoła asfaltowa nie schodzi od ręki, dlatego poświęciłem wiele godzin na dobranie specyfiku do usuwania tych zabrudzeń.
Próbowałem wielu łagodnych środków, żeby nie naruszyć nawierzchni. Gdy udało mi się dobrać odpowiednie proporcje składników, z pomocą przyszła mi sąsiadka, która przechodziła akurat obok wychodząc ze swojego auta.
Zaczęliśmy rozmowę, wytłumaczyłem jej jak wygląda sprawa i jak chamsko zachowała się wobec mnie administracja.
Sąsiadka powiedziała, że ma wolny wieczór i z chęcią pomoże mi w posprzątaniu tych śladów! Pracowaliśmy razem przy tej podłodze przez 3-4 godziny, szło to bardzo mozolnie ale coraz bardziej widać było efekt finalny!
Przy okazji dowiedziałem się, że mogę skierować sprawę do sądu za to w jaki sposób administracja się do mnie zwracała i jak bezpodstawnie próbowała naciągnąć mnie na nieuzasadnione koszty wymiany całej posadzki na poziomie -1.
Oczywiście nie zrobię tego, ponieważ wolałem święty spokój i nie chciałem ciągnąć sprawy dalej. Nie zależy mi na zemście, nie chcę też pociągać do odpowiedzialności drogowców – zapewne zrobili to nieumyślnie i cała ta sytuacja wyniknęła z drobnej przypadkowej pomyłki.
Szkoda tylko, że administracja nie podeszła do tej sprawy z taką wyrozumiałością jak ja – ale to również nauczka na przyszłość dla mnie. Kto wie, być może to wszystko miało się stać tylko po to, żebym poznał nową sąsiadkę … kto wie!
Niestety to nie koniec historii, bo podłogi garażu nie udało się domyć – musiałem wezwać ciężki sprzęt, ale o tym napiszę za kilka godzin.