
Wróciłem jakiś czas temu z krótkiej wycieczki do Aten i wciąż się nie mogę pogodzić, że już z powrotem w domu i w pracy 🙁 Kupiłem sobie bilety, kiedy u nas wciąż mróz trzymał i wszystko było w śniegu: poleciałem akurat kiedy u nas się bardzo ociepliło, więc pogoda była nawet dość podobna, ale to greckie słonko jednak bardziej praży, nawet w przy szesnastu, siedemnastu stopniach się można nieźle spocić przy wspinaniu się na ich pagórki, no i marmury wszędzie odbijają to słońce bardzo. Na pewno bym się nie zdecydował na lot do Aten w upalne wakacje, ale teraz jest fenomenalny czas na wizytę. No i faktycznie też pełno Polaków na każdym kroku 😉
Szalenie mnie interesują starożytności, no i uczyłem się trochę greki, więc dla mnie to trochę taka pielgrzymka była bardziej niż wakacje 😉 No ale starałem się też zobaczyć, jak się żyje w mniej turystycznych ateńskich dzielnicach. Podrzucam jakieś mini-recenzje i porady, może kogoś zainteresuje – naprawdę absolutnie warto.
(Miał być post średniej długości, wyszła mi książka o Atenach, pardon xD TL;DR, walcie do Aten ziomki i ziomkinie).
Leciałem z Chopina greckimi liniami Sky Express, bardzo spoko i na chillu (wracałem ze strasznie ciężką marmurową grecką głową – kupiona, niekradziona 😉 – i pewnie przekroczyłem limit bagażowy, ale nie ważyli, wszystko na oko). Znacznie taniej wychodziło z Modlina, ale akurat mieszkam w okolicy Okęcia, więc nie było sensu dla mnie aż tam dymać. W Atenach z lotniska do centrum miasta bierze się metro M3 za 9 euro, jeździ co pół godziny, jedzie się ok. 40 minut.
Gdzie szukać hotelu? Nie lubię polecać hotelów, bo każdy ma inne wymagania standardowe, no ale jeśli chodzi o lokalizację. W Atenach zarówno starożytności, jak i większość dobrych knajp jest ulokowana w jednym miejscu: oryginalna oraz rzymska Agora, Akropol z Partenonem, wzgórze Areopag oraz wzgórze Filopappos – to wszystko jest jedna ścieżka spacerowa właściwie. Więc im bliżej, tym lepiej.
Najbardziej popularna wśród turystów jest dzielnica Plaka, ma pełno takiej typowo greckiej, uroczej architektury i milijony sklepików z pamiątkami, trochę droższych knajp i butików. Jeśli cena nie gra roli, to najlepiej tam. Sam mieszkałem 5 minut spacerem dalej, w dzielnicy Monastiraki/Psyrri. Tańsze hotele, ale dalej bardzo blisko wszędzie. Na pewno mniej "instagramowo", wszędzie graffiti, brak koszy na śmieci – ale też pełno restauracji czy street foodu na każdej ulicy, większe place i transport, ratio cena/lokalizacja moim zdaniem najlepsze. Minus obu dzielnic – absolutnie żadnych zwykłych sklepów. Narzekamy w Polsce na Żabki i Biedronki, ale jednak nie mieć ani jednego sklepu typu Żabka w całej dzielnicy było dość niepraktyczne. Kioski natomiast są bardzo dobrze zaopatrzone, można kupić zimną wodę za 50 centów (ustawowo) albo ouzo ;), a nawet kable do ładowarki.
Najtańsze hotele są w dzielnicy Omonia, ale mieszkać powyżej ulicy Evripidou nie polecam. O ile na YT można zobaczyć wiele filmików straszących, jak tam niebezpiecznie i jak to wszędzie leżą strzykawki i bezdomni, to spora przesada, no ale faktycznie tamtejszy vibe znacznie mniej przyjemny. To dzielnica, w której najbardziej uderzył grecki kryzys finansowy, pełno ludzi straciło środki do życia, biznesy się pozamykały, to też takie dość imigranckie miejsce. Lepiej dopłacić trochę za lepszą lokalizację moim zdaniem i całkiem omijać. – Natomiast we wszystkich tych miejscach, oprócz metra z lotniska, w ogóle nie trzeba korzystać z komunikacji miejskiej; wszystko dostępne na piechotę.
Gdzie chodzić? Przyleciałem dość późno, więc chciałem sobie zrobić chillowy wieczór, ale jak tylko się rozchodziłem trochę, to jednak z rozpędu za pierwszym spacerem odhaczyłem prawie wszystko 😀 Zrobiłem sobie trasę: plac Monastiraki -> ulica Areos i Dioskuron -> wejście na górę przez Theorias -> skała Areopagu -> wejście na Akropol i teatr Dionizosa -> powrót z samej góry ulicą Apostolu Pavlou z powrotem do miasta.
(Na samym początku wycieczki poszedłem kawałek dalej do sklepu Anavasi Maps, żeby kupić mapę Aten. Za dyszkę są dwie mapy – Ateny Starożytne i Ateny Nowoczesne – w pakiecie, ładnie wykonane, ale raczej praktyczne do korzystania na co dzień niż jako pamiątka. Planowałem pod koniec wyjazdu przejść się do nich jeszcze raz i kupić jakąś porządniejszą mapkę, żeby trzymać na półkę, ale zupełnie wypadło mi z głowy).
Z początku przechodzi się koło Rzymskiej Agory obok Bramy Ateny Archegetis. Nieduża przestrzeń, kilka zabytków i kamyczki, jeszcze właściwie nie odkopali całej, utworzona przez Rzymian już pod sam koniec epoki klasycznej. Jedyny główny zabytek, do którego nie wszedłem, chociaż chyba trochę szkoda, bo Wieża Wiatrów jest świetnie zachowana, niestety chyba nie można wejść. Doskonale natomiast wszystko widać za darmoszkę, kiedy się chodzi wokół 🙂 Też zabytek najbliżej mojego hotelu, więc chodziłem na murku sobie tam jeść śniadania i patrzeć na koty. Mają dobrą kawę w Grecji, herbaty piją niewiele, natomiast upiornie polecam spinakopitę – po naszemu szpinakopita 🙂 – delikatne ciasto ze szpinakiem i fetą, mega na śniadanie.
Potem bardzo strome wejście na samą górę ku Akropolowi, patrząc z góry na ateńską Agorę. Pierwszego dnia nie wszedłem na sam Akropol, zamyka się niestety dość wcześnie. 30 euro wejście (niestety połączony bilet na wszystkie zabytki, o którym mówi większość serwisów, już nie działa…), a poza tym olbrzymie tłumy turystów. Pobiegłem tam z samego rana kolejnego dnia, żeby zdążyć jako jeden z pierwszych i być bez wycieczek w dużych grupkach (bardzo irytujące…), tak mi zależało, że nawet włosów nie umyłem ;), i bardzo żałowałem, bo dwie minuty na Akropolu to bycie na dwóch tysiącach zdjęć, czułem się jak modelka na wybiegu xD
Natomiast niesamowite doświadczenie absolutnie. Partenon to centrum Akropolu i najważniejszy budynek tam, opowiadać nie będę, bo wiadomo. Warto natomiast zwrócić uwagę na trzy inne konstrukcje. Po pierwsze, Propyleje, dosłownie przed-bramy, monumentalne wejście, które od razu miało budzić respekt. Fragmenty naprawdę doskonale zachowane, czułem olbrzymią zazdrość wobec ochroniarzy, którzy sobie tam mogli na chillu wchodzić do środka ech. Po prawiej stronie Propylejów od wejścia jest malutka i urocza Świątynia Ateny Nike (Ateny Zwycięskiej). Po lewej stronie stał dziesięciometrowy pomnik Ateny, dawniej symbol Aten równy Partenonowi, niestety nic się nie zachowało. Ale jeszcze kawałek dalej jest świątynia, która zwykle hellenistów interesuje nawet bardziej od Partenonu – Erechtejon. Jako jedyna mi znana ateńska świątynia, jest o całkiem nieregularnym kształcie. Z dwóch powodów: po pierwsze, teren jest jaki jest; po drugie, część tej świątyni jest bardzo archaiczna, należało ją z powodów religijnych zachować, więc rozbudowywać musieli na boki. Według legendy znajduje się tam grup Erechteusa, mitycznego króla ateńskiego, drzewko oliwne zasadzone przez Atenę i miejsce, gdzie Zeus jebnął piorunem, więc należało to wszystko wziąć pod uwagę i zachować podczas konstrukcji. Mega rzecz w ogóle. Kariatydy widoczne są nieoryginalne, jak spora część najważniejszych drobiazgów – są w Muzeum Akropolu zaraz obok (inny bilet, inne wejście).
Lepiej moim zdaniem, przed wizytą na Akropolu, najpierw wejść na Agorę, potem do Muzeum Akropolu, i dopiero sobie sam Akropol zostawić na koniec. Co czytać na Akropolu? Widać z góry morze, a w tym Salaminę: w tej małej cieśninie marynarka Aten oraz Sparty rozjebała w drobny mak znacznie większą flotę perską, niestety żeby wykonać ten manewr, musieli całkiem opuścić swoje miasto, które Persowie im rozpieprzyli. Są świetne klasyczne opowieści o tym, zwłaszcza u Tukidydesa. – Ateńczycy z czcią religijną pochowali wszystkie rozwalone przez nich zabytki w dołach na Akropolu, które odkryto dopiero wiele wieków później. To sprawia, że Muzeum Akropolu jest bardzo ciekawe – są tam niesamowite zabytki z tej bardzo archaicznej fazy jeszcze przed budową Partenonu, są tam też ciekawe późniejsze rzeczy (Rzymianie zbudowali tylko jedną małą świątynię na Akropolu ku czci Augusta i się nie wpieprzali więcej, dla nich to wzgórze już i tak było niesamowicie starożytne). Więc, co ciekawe, nie mamy wiele z tej epoki Peryklesa, Sokratesa i Platona, ale mamy na przykład Głowę Gorgony z brązu, na którą mógł patrzeć Homer 2800 lat temu…
Są tam w Muzeum Akropolu też tzw. Korai (liczba pojedyncza: Kore), czyli dosłownie dziewczyny :-), zachowane statuetki religijne, które się poświęcało bogom i ustawiało w odpowiednim miejscu, i one wtedy się "wstawiały" za swoich darczyńców cały czas. Sprytni ci Grecy xD Na niektórych wciąż widać ślady dawnych kolorów, chociaż muszę powiedzieć, że ta biała marmurowa estetyka też jest niesamowita 😉 (Fun fact: na Partenonie zobaczycie fragmenty marmuru, które są znacznie jaśniejsze niż reszta, wygląda trochę jakby coś doszpachlowali, kolor ceramiki trochę, całkiem niepasujący do reszty… No, to jest ten sam marmur, tylko faktycznie nowy, jeszcze się nie utlenił. Trzeba wrócić za 500 lat…). Te Korai są też o tyle ciekawe, że to był etap, kiedy ich sztuka się zmieniała – niektóre wyglądają faktycznie bardzo archaicznie, inne są zupełnie nowoczesne. Wydałem w sklepiku Muzeum Akropolu osiemdziesiąt euro na jedną z nich, 3,5 kg – były jeszcze ciekawsze rzeczy, ale niesamowicie ciężkie – zostawcie sobie miejsce w bagażu. Stoi mi dzielnie na półce i jestem z niej szalenie dumny :-), chociaż nie jestem przekonany, czy mama miała dokładnie to na myśli, kiedy prosiła, żebym jakąś Greczynkę przywiózł.
Zaraz obok Akropolu jest mniejszy pagórek ze świetnym punktem widokowym, skała Areopagu. Wykładał tam św. Paweł, ale jeszcze wcześniej odbywał się tam sąd ateński. Wejście za darmo, tylko trzeba uważać, bo o ile ta podłoga była wyrównana w czasach starożytnych, dzisiaj to są trochę ostre, trochę wysmyrane przez miliony turystów kamienie. Idealne miejsce żeby posiedzieć z książką, porobić zdjęcia, pochillowć, ale naprawdę po kilku drinkach warto uważać 😀 Dostępne za darmo i Areopag stał się moją ulubioną przestrzenią w Atenach, wracałem każdego wieczora. Co tam porobić, oprócz miliarda foteczek? Dwie sprawy: po pierwsze, przeczytać Eumenidy (Błagalnice) Ajschylosa. Tragedia z wczesnej epoki klasycznej, której akacja dokładnie tam ma miejsce; godzinka czytania w takim miejscu to jakiś odlot po prostu. Dodatkowo, co zjeść? Pójść do większego sklepu typu Bazaar (niestety dość daleko), kupić: oliwki kalamata bez pestek (Grecy mają bzika na punkcie drylowanych, uważają że dzięki pestkom oliwki są smaczniejsze, no ale to przesąd jest ;p) w takiej tubce, ser graviera (lepszy niż feta i bez zalewy; serio to jest najlepszy grecki ser, weźcie więcej), sucharki z oliwą (paksimadia to się nazywa po grecku), a alkohol? Albo żywiczne wino retsina, albo ouzo popijane z wodą (kiedy się miesza z wodą, robi się taka super mgiełka :)). Ale uwaga na mocniejsze alkohole, tam się naprawdę łatwo spierdolić wiele metrów w dół. Jakieś Krakowianki koło mnie zaliczyły niezłą kraksę, na szczęście wyrżnęły na piasek nie kamienie 😉
Trzeci najważniejszy zabytek, Agora – czyli ich plac, gdzie kupowali ryby, gdzie Sokrates się przechadzał i wszystkich wkurwiał, gdzie ogarniali polityczne rozróby. Centrum starożytnego miasta. Absolutnie warte każdej kasy, nawet tych 20 euro. Agora jest duża, było tam wiele budynków, niestety niewiele się zachowało, ale dwie godziny po tym placu spokojnie można pochodzić. Zaraz przy wejściu jest najlepiej zachowana świątynia grecka, Świątynia Hefajstosa, przecudowny budynek. Oprócz tego, po drugiej strony Agory, stoi zrekonstruowana Stoa Attalosa. W środku jest małe muzeum, nakierowane nie tylko na konkretną Agorę, ale całą grecką historię. Bardzo ciekawy wybór eksponatów.
Na Agorze przeczytałem Obronę Sokratesa i fragmenty Uczty Platona, bardzo pasujące 😉 Jest tam też znacznie większy chill niż na Akropolu, więc można sobie po prostu posiedzieć w cieniu.
Inne muzea? Moje ulubione to na pewno Muzeum Akropolu, które opowiada konkretną historię jednego miejsca. Małe muzeum w Stoi Attalosa daje dobry pogląd na całą historię Grecji. Przeszedłem się też do Muzeum Sztuki Cykladzkiej, ale jest ono dość daleko i nie wiem, czy aż tak warte spaceru. Sztuka cykladzka – wyspiarska – to jest ta najbardziej prymitywna, to właściwie ludzy przed-greckie jeszcze były, nawet nie wiemy, jakim językiem mówiły. Znacznie starsze niż reszta zabytków though, więc dla fascynatów historii.
Najważniejsze muzeum to Narodowe Muzeum Archeologiczne, natomiast po wszystkim, co wcześniej widziałem, to było już troszkę too much (lekki kac też nie pomógł…). Jest dość daleko, usytuowane już w takich bardzo miejskich Atenach, i jest tam tyle różnych rzeczy, że warto brać przewodnika; chodzenie samemu, nawet mimo że znam dobrze kulturę i sztukę grecką, trochę było takie rozmemłane, brakowało mi jednej linii narracyjnej (jak w Muzeum Akropolu). Natomiast niektóre eksponaty absolutnie niesamowite. Przy trzydniowym wyjeździe jednak spokojnie można się ograniczyć do Agory, Akropolu i Areopagu.
Byłem też na Keramejkosie, nie było aż tak wiele do zobaczenia, natomiast brak innych turystów był super 🙂 Bardzo mieszkaniowa dzielnica poza tym, więc można sobie trochę podpatrzeć, jak Grecy żyją na co dzień: a kawiarnie z winem za dwa euro otwarte są do późna, nawet w tygodniu Grecy tam siedzą, dyskutują o polityce, grają w szachy czy warcaby 🙂 Szalenie mi brakuje tej części kultury południowej w Polsce, gdzie za butelkę wina w kawiarni się płaci miliardy. Inna rzecz, że o ile narzekamy na polską infrastrukturę, to cóż, w porównaniu z południem Europy jesteśmy lata świetlne przed, to jednak trzeba przyznać. Mam wrażenie, że trochę bardziej też dbamy o miasta na co dzień zamiast rzucać śmieci gdzie popadnie i czekać, aż ktoś inny to sprzątnie.
Co jeść? Wspomniałem już spanakopitę ;). Poza tym absolutnie moussaka jest cudowną sprawą, ale najlepsza moussaka to moussaka najbliżej twojego hotelu. Mam słabszy żołądek, ale to i tak jest takie ciężkie, że może pokonać najtwardszych 😀 Nie jeść przed wspinaniem się. Z lekkich rzeczy: souvlaki faktycznie jest wszędzie i jest spoko. Sałatka grecka w Grecji nazywa się horiatiki, warto bo cudownie świeżutkie produkty. Najlepsza knajpa w mojej okolicy Monastiraki to podobno Thanasis, ale serwują produkty takie same jak w streetfoodowych miejscach, bywają za to upiornie zatłoczeni, więc jakoś się nie skusiłem.
Najbardziej to mi smakował mój własny piknik na Areopagu 🙂 Ale mogę też polecić dwa miejsca, które mi szczególnie przypadły do gustu. Po pierwsze, na ulicy Adrianou, z niesamowitym widokiem na Akropol, więc bardzo turystycznie, jest taki rząd knajpek. Tam drożej i gwarniej, ale na samym końcu Diodos okazał się bardziej chillowy. Żadnego problemu żeby usiąść samemu z książką; dobra szama, jeszcze lepsze wino w naprawdę znośnych cenach jak na lokalizację. Zostawiłem trochę napiwku i kelner już po zapłaceniu mi przyniósł rakomelo on the house, mocny i ciepły drink, idealny na zakończenie wieczoru 🙂 W Psyrri z kolei znalazłem świetną włoską knajpę, Trattoria Pizzeria a Psyrri – trochę z boku bardziej turystycznych miejsc, cudowna pizza i racjonalne ceny. Ciszej a mega smacznie.
– No i to tyle by było. Postaram się jeszcze wrócić do Aten w tym roku, ale celuję raczej w listopad. Szalenie polecam 😉
—
notveryamused_
3 comments
Lecę do Grecji ale gdzie indziej ale z chęcią poczytałam, dzieki
To NIE jest przesąd, z pestkami jest smaczniej. Poza tym bardzo fajny post, dzięki opie
To od siebie dodam protipa na drogie bilety na Akropol, Agorę, świątynie Zeusa Olimpijskiego, czy stadion olimpijski – wszystkie one są za darmo jeśli masz mniej niż 25 lat.
Więc jeśli jesteś młody to zasuwaj do Aten, bo inaczej tylko za wejście do powyższych kilku miejsc zapłacisz 80 euro. A to nie jedyne miejsca, które są drogie i warte zobaczenia.
A w Akropol piorunem chyba walnął Posejdon, a nie Zeus? Źródełko z wodą chciał zrobić, ale mu wyszła słona.