Po tym, jak nowy marszałek Sejmu zapowiedział swoje pierwsze decyzje (wchodzący dziś w życie zakaz sprzedaży alkoholu na terenie Sejmu czy zmiany w zakresie rozliczania poselskich kilometrówek), przyszła pora na dalsze działania.

Nowe porządki i audyt

Jeśli chodzi o sprawy stricte sejmowe, to właśnie trwa wewnętrzny „audyt”, który ma na celu m.in. zorientować się, ile ustaw aktualnie zalega w szufladach i które z nich należy pilnie przeprocedować. Zaprowadzane są także porządki w prezydium Sejmu, w związku z przejściem Szymona Hołowni na stanowisko wicemarszałka. – Musimy dać Hołowni większe uprawnienia w zakresie polityki zagranicznej. Zgorzelski z PSL dalej będzie I zastępcą marszałka Sejmu – słyszymy od rozmówcy z Lewicy.

Jak słyszymy, Czarzasty już zobowiązał nowego szefa Kancelarii Sejmu Marka Siwca do wystosowania zaproszeń do klubów sejmowych, by uzgodnić zmiany w kilometrówkach. Na stole jest co najmniej kilka rozwiązań – rozmówcy wskazują na propozycje zostawione (i nie wdrożone) jeszcze przez byłego marszałka Szymona Hołownię, a także na propozycje nowego kierownictwa – przy czym jeszcze w zeszłym tygodniu mówiło się o trzech, a teraz mówi się nawet o pięciu.

Sam marszałek, jak słyszymy, nie ma swoich preferencji. – On przez sześć lat w ramach kilometrówek wydał ok. 1000 zł, więc jemu jest to obojętne – słyszymy od polityka Lewicy. Na razie pewne jest tylko to, że zmiany mają wejść w życie od 1 stycznia.

Posłowie o zakazie alkoholu w sejmowej restauracji

Budżetowe przyspieszenie

Jak słyszymy, ambicją marszałka Czarzastego jest sprawne przeprocedowanie ustawy budżetowej na kolejny rok. Wstępnie mówi się nawet o przegłosowaniu ustawy na przyszłotygodniowym posiedzeniu Sejmu. To już zresztą widać po tym, jak przyszłotygodniowe obrady podzielono na dwa odrębne posiedzenia – to formalna sztuczka wynikająca z faktu, że trzy czytania ustawy budżetowej nie mogą się odbyć na jednym posiedzeniu. To by oznaczało tempo prac podobne do zeszłorocznego (wtedy ustawa wyszła z Sejmu 6 grudnia) – a więc przesłanie ustawy na biurko prezydenta Nawrockiego odbyłoby się z dużym zapasem czasowym, jeśli chodzi o terminy konstytucyjne, dające Sejmowi cztery miesiące na prace nad ustawą (w tym wypadku do końca stycznia).

W KO słyszymy, że pierwotnie plan zakładał przyjęcie budżetu nieco później, np. na posiedzeniu 17-19 grudnia, ale zrobienie tego szybciej jest realne. Szef sejmowej komisji finansów publicznych Janusz Cichoń komentuje ostrożnie.

Jeszcze trwają analizy, powinniśmy je skończyć przed drugim czytaniem ustawy. Do zakończenia drugiego czytania możliwe jest składanie poprawek – mówi.

W tym czasie koalicja musi rozstrzygnąć m.in. to, czy niektórym tzw. świętym krowom (zwłaszcza Kancelarii Prezydenta) przyciąć przyszłoroczne budżety jeszcze bardziej niż to, co rekomenduje komisja sejmowa, a także rozstrzygnąć dylemat, czy zabezpieczyć w budżecie środki na wynagrodzenia w Trybunale Konstytucyjnym i Krajowej Radzie Sądownictwa (na razie tych pieniędzy się nie planuje), wiedząc, że w przyszłym roku pojawią się tam osoby wybrane przez obecną większość. Z naszych rozmów wynika, że w obu tych sprawach decyzji ciągle nie ma.

Co dalej z TK

Włodzimierz Czarzasty zamierza także dążyć do zwołania rady koalicji, złożonej z partyjnych liderów: Tuska, Kosiniaka-Kamysza, Hołowni i samego Czarzastego. Pretekstem ma być ustalenie dalszego planu działania w sprawie obsadzania wakatów w Trybunale Konstytucyjnym. Obecnie w 15-osobowym TK są cztery nieobsadzone miejsca, w grudniu dojdą kolejna dwa, a w przyszłym roku – jeszcze dwa (łącznie osiem wakatów). Koalicja nie zdecydowała się, póki co, na wystawienie swoich kandydatów, mimo że marszałek Hołownia wyznaczał na to terminy. Teraz to samo musi zrobić Czarzasty i dlatego chce ustalić z koalicjantami taktykę.

Na dziś prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym koalicja czeka do przyszłego roku, aż do momentu, gdy w TK powstanie osiem wakatów, a więc za jednym zamachem będzie można wprowadzić tam nową większość, przeciwną prezesowi TK Bogdanowi Święczkowskiemu. Przy czym nie chodzi już tylko o nazwiska potencjalnych kandydatów.

Jak już nawet tych ludzi zgłosimy, to pozostaje problem zawodowy tych ludzi. Może być tak, że ci ludzie nie będą mogli nigdzie indziej pracować i zarabiać pieniądze, a przecież w TK na razie tych pieniędzy zarabiać nie będą – wskazuje rozmówca z koalicji.

Lewicowa agenda

Nie jest tajemnicą, że z faktu posiadania swojego marszałka Sejmu Lewica liczy na traktowanie jej projektów z większą przychylnością. – Zakładamy, że sprawniej pójdzie np. wnioskowanie o pilne procedowanie rządowych ustaw. Przy czym nie chodzi o jakieś nocne przepychanie ich kolanem – zastrzega rozmówca z tej partii.

I tak np. jeszcze w grudniu rząd ma skierować projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu, wynegocjowany w ostatnim czasie pomiędzy Lewicą a PSL. I, jak słychać w tej pierwszej partii, mimo wcześniejszych rozważań, czy nie usunąć z projektu możliwości wspólnego rozliczania podatków przez osoby pozostające w związku partnerskim, by zmniejszyć ryzyko weta, przyjęta ma być twarda linia względem prezydenta w tej sprawie.

Ustaliliśmy z PSL, że nie posuniemy się już ani o milimetr. Nie wierzymy Nawrockiemu. Jak to usuniemy, to znajdzie sobie inny problem. A jak tego nie podpisze, trzy miliony par straci np. możliwość wspólnego rozliczenia i wtedy to będzie jego odpowiedzialność – przekonuje rozmówca z Lewicy.

Partia liczy też na wsparcie Czarzastego przy forsowaniu tzw. podatku majątkowego. Jak słyszymy, być może w pierwszym tygodniu grudnia Lewica wyjdzie z projektem ustawy, która de facto będzie proponowała zastąpienie podatku od nieruchomości czymś na kształt katastru. – W Polsce nie ma katastru, więc łatwe jest opowiadanie o 0,5 proc. podatku od wartości nieruchomości, a nie od jej metrażu, tylko że problemem dziś jest to, że nigdzie nie ma spisanej tej wartości w jakiejś centralnej ewidencji. Ale siedzimy nad tym, w ramach reform prowadzonych przez Ministerstwo Finansów i Gospodarki jest możliwość zasilenia pewnego systemu określonymi danymi – mówi rozmówca z Lewicy.

Jak dodaje, Lewica czeka teraz na podpis prezydenta przy jednej z rządowych ustaw, co ma odblokować możliwość wyjścia z podatkiem majątkowym. – Nie chcemy zdradzać, o którą rządową ustawę chodzi, by nie utrudniać podpisu prezydenta pod nią – przyznaje rozmówca.

Zmiany w składce

Lewica za kadencji Czarzastego chce wrócić w Sejmie do dyskusji o zmianach w składce zdrowotnej. Bowiem kolejna ważna dla tego ugrupowania ustawa, z którą zamierza niedługo wyjść, to ustawa likwidująca składkę zdrowotną i wprowadzającą w jej miejsce podatek zdrowotny, pobierany także od płatników CIT. – Do 2030 roku powinniśmy dobić do poziomu 9 proc. PKB na zdrowie, względem dzisiejszych 5,7 proc. – wskazuje osoba z otoczenia marszałka Czarzastego.

Czynimy starania, by na początku roku projekt był w kształcie inicjatywy legislacyjnej – potwierdza Wojciech Konieczny, do czasu ostatniej rekonstrukcji pełniący funkcję wiceministra zdrowia z nadania Lewicy.

Wskazuje też, że Lewica wspólnie z ekspertami przygotowała model ekonomiczny pokazujący skutki zastąpienia składki podatkiem i że „wszystko się bilansuje”. Przy czym, jak dodaje Konieczny, za zmianą w zakresie finansowania potrzebne są głębsze zmiany w obszarze zdrowia.

– Przygotujemy ustawę dotyczącą finansowania, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że to powinien być jeden z dwóch elementów reformy. Obecny system ochrony zdrowia nie jest gotowy na to, by przyjąć pieniądze, jakie idą z naszego rozwiązania. Zwiększenie środków o jedną trzecią spowoduje, że zaczniemy dorównywać innym krajom, z lepiej rozwiniętym systemem zdrowia, ale również niezbędne jest dostosowanie samego systemu, by przyjął te środki z korzyścią dla pacjenta – podkreśla Wojciech Konieczny.

Świeckie państwo

Lewica, za kadencji Czarzastego, zamierza też być bardziej ofensywna, jeśli chodzi o narzucanie własnej agendy światopoglądowej. Tu na pierwszy plan wysunąć się może sprawa reformy Funduszu Kościelnego.

Złożyliśmy wniosek o wpisanie naszego projektu do wykazu prac rządu, ale on wciąż nie został jeszcze rozpatrzony. Z kolei międzyresortowy zespół mający zreformować Fundusz, zebrał się dwa rady. To mówi samo za siebie – irytuje się rozmówca z Lewicy.

– Jeśli nasz projekt nie uzyska wpisu, alternatywą jest ścieżką poselska. Każdego roku to kilkaset milionów złotych, które można byłoby przeznaczyć na inne cele – przekonuje.

Inny działacz tej partii dodaje: – 14 grudnia mamy swój zjazd i znając nastrój partii, w przyszłym roku bardzo mocno ze strony Lewicy będzie podkreślana kwestia państwa świeckiego, włącznie z podsumowaniem efektów działania konkordatu – zapowiada polityk.

Jak pisaliśmy już w money.pl, problem polega na tym, że w publicznej debacie Fundusz Kościelny bywa zmitologizowany. Traktowany jest jako masowe wsparcie dla Kościoła Katolickiego, tymczasem budżet funduszu jest spory – ponad 250 mln zł – ale w kontekście wydatków budżetowych nie jest to suma porażająca.

Pomysły na likwidację Funduszu Kościelnego przewidują zastąpienie go podatkowym odpisem, który ponosiliby wierni. Samo podjęcie prac nad reformą Funduszu Kościelnego nie jest niczym nowym. Takowe prowadzono w latach 2012-2013, gdy premierem także był Donald Tusk. Choć przygotowano wówczas roboczą umowę między rządem a episkopatem, to jednak do jego podpisania nigdy nie doszło.

Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze money.pl