Czarna seria w branży piekarniczej. Tym razem kłopoty dopadły dużego gracza z Niemiec, który od czterech dekad dostarczał świeże wyroby piekarnicze mieszkańcom Meklemburgii-Pomorze Przednie. Mecklenburger Backstuben GmbH, sieć zarządzająca ponad 50 lokalizacjami, oficjalnie złożyła wniosek o upadłość.
- Znana sieć piekarni Mecklenburger Backstuben znalazła się w poważnych kłopotach – firma złożyła wniosek o upadłość w ramach postępowania sanacyjnego.
- Zagrożonych jest ponad 400 etatów, choć sklepy pozostają otwarte, a wynagrodzenia zabezpieczono do stycznia z funduszu upadłościowego.
- Wzrost kosztów uderzył w model biznesowy – skok cen energii, surowców i pracy nie mógł zostać przerzucony na klientów, bo ceny pieczywa mają swoją granicę.
- Firma liczy jednak, że restrukturyzacja pozwoli jej wrócić do stabilności.
Kiepski rok dla branży spożywczej?
To nie jest dobry rok dla branży spożywczej. Rosnące koszty energii i surowców zbierają swoje żniwo, nie oszczędzając nawet firm z wieloletnią tradycją. Jak donoszą niemieckie media, zarząd sieci piekarni Mecklenburger Backstuben musiał podjąć drastyczne kroki, by ratować przedsiębiorstwo przed zapaścią.
Spółka złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości w ramach zarządu własnego, tzw. postępowanie sanacyjne, w Sądzie Rejonowym w Neubrandenburgu. To specyficzna forma restrukturyzacji, która jest dostępna tylko dla firm, które – mimo problemów – wciąż mają szansę wyjść na prostą.
Setki miejsc pracy zagrożonych
Trudna sytuacja sieci sprawia, że zagrożonych jest ponad 400 miejsc pracy. Już na początku roku zwolniono 50 osób z działu produkcji mrożonek. Sieć – działająca od 40 lat – posiada 55 placówek w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Brandenburgii.
Portal merkur.de podaje, że sklepy sieci na razie pozostają otwarte. W przypadku tego typu postępowania upadłościowego, zarząd spółki zachowuje zdolność do działania i – pod nadzorem wyznaczonego zarządcy – próbuje wyprowadzić firmę z kryzysu. Jak podaje prasa, do stycznia wynagrodzenia pracowników są zabezpieczone przez państwowy fundusz świadczeń upadłościowych.
– Mam szczerą nadzieję, że sieć pozostanie otwarta. Jako klienci rozpoznajemy już twarze pracowników, zawsze jesteśmy ciepło witani. Byłoby wielką stratą, gdyby to poczucie normalności zniknęło z mojego codziennego życia – mówi jeden ze stałych klientów w rozmowie z lokalną gazetą „Nordkurier”.
Trudna mieszanka kosztów
Dlaczego firma z taką tradycją traci płynność finansową? Prawnik reprezentujący spółkę, Nils Krause, w rozmowie z dziennikiem „Bild” mówi wprost: najtrudniejsze w tym biznesie jest połączenie kilku czynników. Wśród nich wymienia m.in.: drastyczny wzrost kosztów personelu, szalejące ceny energii oraz drogie surowce i towary.
Krause podkreśla, że tych podwyżek „nie można po prostu przerzucić na klientów”. Cena chleba ma swoją granicę po przekroczeniu, której konsumenci po prostu przestają go kupować.
Mimo trudnej sytuacji, zarząd zachowuje ostrożny optymizm. Plan restrukturyzacji zakłada optymalizację kosztów i procesów, a kierownictwo jest przekonane, że w trakcie samego postępowania upadłościowego uda się uniknąć kolejnych, masowych zwolnień.



