Włodzimierz Czarzasty w swoim orędziu, które wygłosił w miniony piątek, zapowiedział m.in., że będzie stosował „marszałkowskie weto” wobec niektórych projektów. — Będę stosował marszałkowskie weto wobec szkodliwych projektów legislacyjnych służących populizmowi i rozregulowaniu zasad funkcjonowania państwa. Będę zawsze zwracał uwagę na to, czy projekty ustaw mają realne źródła finansowania, czy służą tylko grze politycznej i skłóceniu obywateli — zapowiedział. Później jednak w „Gościu Wydarzeń” Polsat News stwierdził, że „nie ma takiej instytucji jak weto marszałkowskie”, a jego słowa to „protest przeciwko populizmowi”.

Marcin Przydacz potwierdził w „Graffiti”, że „marszałkowskie weto” nie istnieje, ale wyraził obawy, że projekty składane przez opozycję mogą trafiać do szuflady zamiast pod obrady Sejmu.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

  • Co to jest marszałkowskie weto?
  • Jakie obawy wyraził Marcin Przydacz?
  • Co zapowiedział Włodzimierz Czarzasty w swoim orędziu?
  • Jakie działania może podjąć marszałek Czarzasty według Przydacza?

Przydacz: Czarzasty może „stosować zamrażarkę”

Przydacz podkreślił, że „marszałek tylko kieruje pracami Sejmu, także i tym procesem legislacyjnym w ramach izby polskiego parlamentu”. Na sugestię prowadzącego program, że Czarzasty może odwlekać w czasie procedowanie niektórych projektów, oburzył się, że marszałek zamierza „stosować zamrażarkę”. — Teraz pan marszałek Czarzasty jest dumny i będzie się tym szczycił, że mrozi projekty, czy to opozycji, czy pana prezydenta, a być może także obywatelskie — powiedział polityk w programie Polsat News.

Marcin Przydacz podkreślił, że decydowanie o projektach to rola Sejmu, Senatu i prezydenta, a nie marszałka. Dodał, że Czarzasty „próbuje nadużywać swoich kompetencji”. Szef biura polityki międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta zasugerował też, że marszałek być może będzie kierował pod obrady Sejmu projekty osób ze swojego najbliższego otoczenia, a blokował, jeśli „kogoś nie będzie lubił”.

— Ludzie będą po nocach w deszczu stali zbierać podpisy, a pan marszałek ze swoim uroczym postkomunistycznym uśmiechem powie, że on tej ustawy nie będzie poddawał pod głosowanie — dodał Przydacz w „Graffiti”.