Po pierwszych czterech konkursach tegorocznego sezonu Pucharu Świata w części środowiska polskich skoków zapanowało zadowolenie. Kamil Stoch ma najlepszy początek sezonu od lat, z kolei 18-letni Kacper Tomasiak dał nadzieję, że polskie skoki mają jakąś przyszłość. To jednak tylko mydlenie oczu. Żaden z tych skoczków nie trenuje pod okiem nowego szkoleniowca Macieja Maciusiaka. Wyniki pozostałych Polaków są po prostu słabe.
Po nadziejach ani śladu
W poprzednich latach w obliczu słabszych występów legendarnej trójki Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Kamil Stoch kibice Biało-Czerwonych szukali pocieszenia w wynikach ich młodszych kolegów. W sezonie 2023/24 wystrzelił Aleksander Zniszczoł, który tuż przed trzydziestką osiągnął wysoką formę i dwukrotnie stanął na podium zawodów Pucharu Świata.
ZOBACZ WIDEO: Była Miss Polski nadal zachwyca. Właśnie odniosła sukces
W poprzednim sezonie nie było już tak dobrze, choć był w stanie czasem zajmować miejsca w czołowej dziesiątce. Regularnie jednak punktował. Ta zima? Kompletna katastrofa. Dwa razy odpadł w kwalifikacjach, raz zajął ostatnie miejsce w konkursie, a raz był 31. Jego słabsza dyspozycja może kosztować Polskę miejsce na igrzyskach i do Mediolanu być może pojedzie tylko trzech naszych rodaków.
O formie Pawła Wąska także trudno mówić w superlatywach. 26-latek w ubiegłym sezonie potrafił stawać na podium i była nadzieja, że na stale zagości w światowej czołówce. To on publicznie chwalił metody trenera Thomasa Thurnbichlera, który nie mógł dojść do porozumienia ze starszyzną kadry. Można było się obawiać czy zmiana szkoleniowca nie zaburzy jego progresu i nie cofnie postępu, który zrobił pod okiem Austriaka.
Niestety, jak na razie potwierdza się najgorsze. Tylko dwa z czterech konkursów Wąsek skończył w czołowej trzydziestce, w środę zabrakło mu kilka dziesiątych punktu do awansu do drugiej serii. O miejscach w TOP 10 trudno marzyć.
Weterani bez błysku. Zmiana nie miała sensu?
Optymizmu nie przynoszą także wyniki odnoszone przez naszych dwóch pozostałych weteranów. Piotr Żyła po całkiem niezłym, 19. miejscu na inaugurację sezonu dwa razy przepadł w pierwszej serii. W środę ledwo zakwalifikował się do czołowej trzydziestki. Z kolei Dawid Kubacki prezentuje się trochę lepiej, ale w żadnym z dotychczasowych konkursów nie zachwycił (jego najlepszym wynikiem pozostaje 20. miejsce w Lillehammer).
Trzeba sobie powiedzieć jasno: pierwsze konkursy sezony nie są dobre w wykonaniu podopiecznych Macieja Maciusiaka. Z taką formą trudno myśleć, by którykolwiek z czwórki Kubacki, Żyła, Wąsek, Zniszczoł mógł marzyć o medalu igrzysk czy nawet znalezieniu się w składzie na konkurs duetów (w Mediolanie nie odbędzie się bowiem rywalizacja drużynowa).
Czy może nie należało słuchać weteranów i zwalniać Thurnbichlera po nieudanym ubiegłym sezonie? Może Zniszczoł i Wąsek nie zaliczyliby takiego zjazdu, gdyby szkoleniowcem dalej był Austriak?
Jeszcze za wcześnie by wydawać jakiś ostateczny werdykt w tej sprawie, przesadnie grillować Maciusiaka, a tym bardziej nawoływać do jego zwolnienia. Trzeba jednak przyznać, że polska kadra na początku sezonu zaliczyła spory falstart. Jego podopieczni musza jednak jak najszybciej się poprawić i zacząć regularnie punktować. W sezonie olimpijskim nie ma czasu do stracenia.
Arkadiusz Dudziak, dziennikarz WP SportoweFakty