W czwartek w rządzie mogą zapaść kluczowe decyzje dotyczące tego, czy inspektorzy pracy będą mogli wydaną przez siebie decyzją administracyjną doprowadzić do przekształcenia nieprawidłowo zawartych umów cywilnoprawnych i B2B w etaty. Od początku jednak szykowana rewolucja budzi duże kontrowersje w samym rządzie. A im dłużej ministrowie zajmują się reformą Państwowej Inspekcji Pracy, tym więcej mnoży się wokół niej wątpliwości.

„Miliardowe straty” z KPO

Pomysł, żeby inspektorzy PIP dostali prawo przekształcania natychmiastowo decyzją administracyjną, zaczął budzić coraz większy opór wśród rządowych kolegów Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Szefowa resortu rodziny i pracy chce doprowadzić do przesilenia w tej sprawie. Minister właśnie wniosła, by uwagami do projektu zajął się czwartkowy Stały Komitet Rady Ministrów (SKRM), by projekt mógł jak najszybciej trafić na rząd, a następnie do parlamentu. W piśmie podkreśla, że pilność przyjęcia projektu wynika ze zobowiązania do przeprowadzenia reformy PIP w ramach Krajowego Planu Odbudowy (KPO) w terminie do dnia 1 stycznia 2026 r.

Niewykonanie reformy w wyżej wymienionym terminie może spowodować miliardowe straty środków z Krajowego Planu Odbudowy – przestrzega Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, odnosząc się na piśmie do uwag pozostałych resortów.

Flagowy projekt prorodzinny przepadnie? Ministra mówi jasno

Osoba z jej otoczenia przekonuje, że resorty zgłaszające uwagi do projektu powinny uwzględniać zobowiązania, które jako kraj na siebie wzięliśmy, negocjując treść kamienia milowego KPO odnoszącego się do wzmocnienia roli PIP. – Decyzja Rady UE ustawia granice uwag, które można przyjąć. Nie można uznać tych uwag, które wykraczają poza to, co wcześniej przyjął sam rząd, a potem potwierdziła Rada. Za niezrealizowanie kamienia milowego KPO jest blokada środków, a oprócz tego kary za niezrealizowanie reformy – przypomina rozmówca z resortu pracy.

Zdecyduje premier?

Resort pracy nastawiony jest bojowo, jeśli chodzi o czwartkowe dyskusje. – Co będzie, to będzie, moc prawna i sprawiedliwość są po naszej stronie. Na pewno projekt przejdzie, ale pytanie, w jakiej formie – wskazuje kolejny ze współpracowników minister pracy.

Zupełnie inne wrażenie ma członek rządu reprezentujący inne ministerstwo, jedno z opiniujących projekt.

Nie będzie żadnych rozstrzygnięć na czwartkowym SKRM. Tabela rozbieżności ma kilkanaście stron, jest pełno nieuzgodnionych uwag. Z reguły sytuacje, w których projekty wchodzą pod obrady w takiej formie, zamieniają się w trzygodzinne dyskusje, których nikt nie chce, więc albo to spada z porządku obrad, albo wraca do uzgodnień – twierdzi nasz rozmówca.

Stąd słychać w rządzie głosy, że nie obejdzie się bez rozstrzygnięcia wątpliwości nie na czwartkowym posiedzeniu komitetu stałego, a już na forum Rady Ministrów. To w praktyce oznacza, że będzie o tym miał przesądzić sam premier Donald Tusk.

Co jest w uwagach

Dziemianowicz-Bąk ma adwersarzy, ale także potencjalnych sojuszników, co pokazują uwagi do projektu ustawy. Dalej niż sam resort pracy chciałoby iść Ministerstwo Sprawiedliwości, które proponuje zmiany w Kodeksie Pracy i wprowadzenie domniemania etatu. Tym samym to na pracodawcy spoczywałby obowiązek wykazania, że dana umowa zlecenie czy B2B nie jest faktycznie etatem.

Obecna wersja projektu przewiduje, że na podstawie art. 22 Kodeksu Pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę. Do tej pory Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podkreślała, że tu się nic nie zmienia. Teraz jednak można wyczytać w odniesieniu do tego pomysłu, że resort rodziny i pracy „z aprobatą przyjmuje propozycje wprowadzenia domniemania istnienia stosunku pracy”, choć jest zastrzeżenie, że musi to zaproponować SKRM.

Ministerstwo Dziemianowicz-Bąk pozytywnie odnosi się także do innego pomysłu resortu sprawiedliwości, żeby skrócić drogę odwoławczą od decyzji inspektora pracy. Obecnie projekt przewiduje, że inspektor kontrolujący pracodawcę będzie wydawał decyzję, która będzie zatwierdzana przez Okręgowego Inspektora Pracy. Od jego decyzji będzie przysługiwało odwołanie do Głównego Inspektora Pracy, a w dalszej kolejności do sądu. Resort Waldemara Żurka proponuje wyeliminować z tego łańcuszka Głównego Inspektora Pracy, sprawa trafiałaby od razu do sądu. Resort rodziny popiera taką zmianę, ale zastrzega, że dwuinstancyjny tryb odwoławczy wprowadzono zgodnie z ustaleniami Zespołu Programowania Prac Rządu, dlatego to kolejna sprawa do rozstrzygnięcia przez SKRM.

Co ciekawe, mimo takich uwag zgłoszonych przez Ministerstwo Sprawiedliwości – raczej wspierających kierunek obrany przez Dziemianowicz-Bąk – w samym resorcie Żurka słychać także głosy ostrej krytyki.

Proponowane przez nas domniemanie stosunku pracy podtrzymujemy, ale pytanie, kto ma tego dowodzić. Po wejściu w życie reformy w proponowanym kształcie będziemy mieli dualistyczny system ustalania stosunku pracy – albo przez powództwo, albo w drodze skargi na decyzję organu. Pytanie, czy chcemy mieć dwa postępowania zmierzające do tego samego – ocenia rozmówca z resortu sprawiedliwości.

Skutki wsteczne najwyżej o rok

Ale z innych rządowych ośrodków płynie na ogół krytyka. Rządowe Centrum Legislacji podnosi wątpliwości konstytucyjne wobec przyjętego rozwiązania. Sprawę opisywaliśmy w money.pl. Chodzi w tym przypadku o kłopoty z oceną skutków działania ustawy w różnych wymiarach, a zwłaszcza jej działania wstecz, np. kwestię zaległych składek czy podatków. To spotyka się z zapewnieniami resortu rodziny, że pomysł z Konstytucją jest zgodny, co ma wynikać z opinii ekspertów. Co więcej, jak podkreśla resort pracy, taki kształt przepisów wzmacnia ochronę pracowników. Jednak, by w jakimś stopniu wziąć uwagi RCL na poważnie, ministerstwo rodziny i pracy proponuje, by wsteczne skutki ustawy ograniczyć do roku. Pierwotnie nie było tu żadnych ograniczeń, potem w trakcie prac wprowadzono trzy lata, a teraz ten okres skracany jest do dwunastu miesięcy.

Zachowanie okresu jednego roku jest podyktowane ochroną interesu kobiet w ciąży i młodych matek – argumentuje ministerstwo rodziny.

Pomysły znalazły się na celowniku także innych resortów, m.in. obrony narodowej i infrastruktury, czyli obsadzonych przez polityków PSL, ale także szefów resortów gospodarki i finansów czy funduszy i polityki regionalnej. Oprócz uwag technicznych punktowane są głównie natychmiastowa wykonalność decyzji i jej potencjalne skutki, także wsteczne dla przedsiębiorców. Na te uwagi resort pracy odpowiada krótko: stan prawny nie zmienia się, a skutki wsteczne zmniejszane są do roku. I dlatego uwag dotyczących tych kwestii nie uwzględnia.

Przejrzenie listy uwag resortów i odniesienia się do nich ministerstwa Agnieszki Dziemianowicz-Bąk pokazuje, że i SKRM, i rząd czekają w tej kwestii gorące obrady.

Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze money.pl