W czwartek 27 listopada o godz. 21 Jagiellonia Białystok podejmie Kuopion Palloseura w 4. kolejce fazy ligowej Ligi Konferencji. Przed meczem porozmawialiśmy z jej byłym piłkarzem Joelem Perovuo, który w przeszłości wielokrotnie grał przeciwko tej drużynie.
Kuba Cimoszko, dziennikarz WP SportoweFakty: Jaki widzi pan scenariusz dla zbliżającego się meczu Jagiellonii Białystok z Kuopion Palloseura?
Joel Perovuo, były piłkarz Jagiellonii:
Oczywiście Jaga jest faworytem u siebie, ale KuPS to zdolna drużyna z kilkoma dobrymi zawodnikami. Może być to dla niej trudny mecz, jeśli nie zagrają najlepiej jak potrafią. Spodziewam się jednak jej wygranej różnicą 1-2 goli, choć będą musieli na to ciężko zapracować.
ZOBACZ WIDEO: Była 10. sekunda meczu. Niebywałe, co zrobił bramkarz
Jakiej gry możemy się spodziewać po KuPS?
Ta drużyna stawia na kontrolę piłki i stara się rozbić przeciwnika grą kombinacyjną. Mają dobrego bramkarza, który gra nogami i często z nim rozgrywają akcje. Warto zwrócić uwagę również na dobrych skrzydłowych, mocne stałe fragmenty gry i polskiego napastnika Piotra Parzyszka, który już zdobył wiele bramek.
Na razie KuPS jest jedną z rewelacji Ligi Konferencji, w której wciąż pozostaje niepokonany.
Rzeczywiście mieli kilka przyzwoitych wyników. Ostatnie zwycięstwo nad Slovanem Bratysława było naprawdę ważne, bo jako outsider trzeba wygrywać takie mecze u siebie. Myślę, że powinni byli też zrobić komplet punktów na Islandii chociaż tam nigdy nie jest łatwo. Sam grałem tam dwukrotnie, więc wiem o tym doskonale. Nadal mają jednak sporą szansę awansować, więc miło będzie zobaczyć resztę ich meczów.
KuPS niedawno po raz drugi z rzędu zdobył mistrzostwo Finlandii i tym samym przełamał hegemonię HJK Helsinki. Jak to się stało?
Cóż… Nic w tym dziwnego, bo HJK po prostu otworzyło drzwi innym. Popełnili kilka błędów organizacyjnych w ostatnich latach: zawodnicy, trenerzy itd., a inne kluby w międzyczasie się rozwijały. Jednym z nich był właśnie obecny rywal Jagi, który miał solidnego szkoleniowca i udało mu się również pozyskać kilku dobrych zawodników. W tej chwili widzimy tego efekty. Zresztą sam futbol w kraju powoli idzie do przodu, budują się nowe obiekty, zwiększają się możliwości finansowe. Zamierza się również otworzyć rynek zakładów bukmacherskich, a to może oznaczać znaczną poprawę dostępności pieniędzy w tutejszym sporcie. Niemniej musimy poczekać i zobaczyć jak to się potoczy.
Niedawno Polska rywalizowała z Finlandią w eliminacjach MŚ 2026 i przez moment wydawało się, że to pana kraj może wyjść zwycięsko. Druga część kwalifikacji była jednak zastanawiająco tragiczna…
Nasza reprezentacja ma pewne problemy po wprowadzeniu nowego pokolenia zawodników, a nowy selekcjoner Jacob Friis nie był w stanie wprowadzić pozytywnych zmian. Przynajmniej na razie… Drużyna narodowa U-21 jest pod wodzą świetnego trenera Miki Lehkosuo i wydaje się naprawdę silna. Rozegrała kilka dobrych meczów z najsilniejszymi rywalami w Europie, więc jest nadzieja na lepsze.
Do niedawna reprezentację Polski prowadził dobrze panu znany Michał Probierz. Czuł pan dodatkową satysfakcję, gdy przegrana z Finlandią (1:2) kosztowała go utratę posady selekcjonera?
Przede wszystkim to był dla nas dobry wynik po trudnym okresie dla drużyny i z tego się cieszyłem. Aczkolwiek oczywiście czułem się dobrze ze świadomością, że Probierz w końcu dostał coś na co zasługuje. Jego walka z Robertem Lewandowskim wiele mówi o nim jako człowieku, który uważa się za Boga. Problem w tym, że jest daleki od tego. Trochę trudno mi też zrozumieć, że Cezary Kulesza jest prezesem waszego związku piłkarskiego. No ale zauważyłem, że w polskim futbolu zdarzają się różne rzeczy.
Probierza i Kuleszę spotkał pan w Jagiellonii, dla której grał w 2014 roku. Były wtedy spore nadzieje związane z pana transferem, a skończyło się na zaledwie 6 meczach.
Cieszyłem się, że mogłem grać i mieszkać w Polsce. To był mój przełomowy moment w Europie, czułem się dobrze na początku w Jagiellonii i wszystko szło nieźle do momentu przyjścia Probierza. Wcześniej pokonaliśmy jego Lechię Gdańsk w ćwierćfinale Pucharu Polski, a ta go za to zwolniła. Po dwóch tygodniach pojawił się u nas, a ja z podstawowej jedenastki zostałem przerzucony do drużyny rezerw w niższej lidze. Nie tylko mnie to spotkało, bo kilku innych zawodników dostało podobny „awans”. W efekcie przegraliśmy półfinał, a klub od tak zakończył nam sezon przed końcem rozgrywek.
Podano wam konkretny powód takich decyzji?
Myślę, że w Jagiellonii po prostu nie chcieli inwestować w zakończenie sezonu i tyle. Dla mnie był to bardzo mroczny moment, którego nigdy nie zapomnę. Moja sytuacja nie miała nic wspólnego z piłką nożną, a tylko z polityką klubu. Odebrano mi marzenie, a nam wszystkim dużą szansę. Byłoby to może zrozumiałe, gdyby Probierz i Kulesza powiedzieli piłkarzom co się dzieje, ale zabrakło im jaj i wielu z nas ucierpiało. To był zły moment dla klubu.
Obserwował pan losy Jagiellonii po odejściu?
Dużo śledzę piłkę nożną i wyniki, więc jest w tym też trochę Ekstraklasy. Poza tym niektórzy znajomi grali tam po mnie i mogłem zobaczyć wiele przy okazji. W ostatnich latach słyszałem dużo lepsze rzeczy o Jadze, choć już o innym prezesie. No i wcześniej docierały do mnie wieści o sukcesie Probierza w latach 2015-16. Tylko z tamtą drużyną to moja mama mogłaby ich również poprowadzić do sukcesu, bo w klubie dużo zainwestowano w zespół żeby robił takie wyniki.
Czyli nie był pan zaskoczony, gdy ostatnio Jagiellonia stała się czołowym polskim klubem?
Nie jestem tym specjalnie zaskoczony, bo już tam grając widziałem potencjał tego klubu dzięki nowemu stadionowi i inwestycjom. Najwyraźniej działacze podjęli kilka dobrych decyzji dotyczących trenerów i zawodników przez ostatnie lata, a to zaprocentowało. Oby tak dalej!