Potężny problem województwa świętokrzyskiego dostrzega prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego. Gdy demograf — po publikacji swojego badania („Skąd i dokąd uciekają młodzi Polacy?”) — rozmawiał z Onetem o powiatach, zauważał takie, z których „ucieczka młodych” dotyczy niemal 40 proc. badanej populacji (np. hrubieszowski). A teraz prof. Szukalski wyjaśnia, dlaczego na poziomie województw w szczególne kłopoty wpadło akurat Świętokrzyskie — tracące aż jedną czwartą młodych kobiet.

— Najpierw chciałam studiować kosmetologię — opowiada 26-letnia Dominika z Włoszczowy w Świętokrzyskiem. Jednak, jak tłumaczy, zależało jej, aby robić to na uniwersytecie typowo medycznym. Tymczasem w województwie Dominiki takiego brakuje (choć przy Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach działa Collegium Medicum).

— Z mojego rodzinnego miasta jest niedaleko na Śląsk, dlatego myślałam o studiach w Katowicach, ale ostatecznie wybrałam Uniwersytet Medyczny w Łodzi. Tam udało mi się przenieść na jego kierunek lekarski. Jeszcze nie wiem, czy po studiach wrócę do Świętokrzyskiego, czas pokaże — sumuje rozmówczyni Onetu.

Dominika pochodzi z rocznika młodszego niż objęte badaniem prof. Szukalskiego. Demograf odnotował w nim liczbę dzieci w wieku 10-14 lat zameldowanych w każdym z powiatów oraz województw na koniec 2004 r. I zestawił ją z liczbą zameldowanych w wieku 30-34 lat na koniec 2024 r. Prof. Szukalski przyjął bowiem, że w starszych klasach podstawówki dzieci zazwyczaj dorastają w domu rodzinnym — a potem zaczynają się wyjazdy za lepszą edukacją oraz pracą albo za partnerem — i po trzydziestce można ocenić, czy te wydarzenia zamieniły się w „ucieczkę młodych” (dodatkowo, dla powiatów, demograf skorygował dane pozyskane z GUS o ogólnokrajowe wyliczenia, które uwzględniają migracje z Polski oraz zgony).

Wyliczona przed demografa „ucieczka młodych”, na poziomie powiatów, najgłębsza okazała się w hrubieszowskim (-37,9 proc.) i bartoszyckim (-37 proc.). To powiaty odpowiednio: przy granicy z Ukrainą oraz przylegający do obwodu królewieckiego. Na poziomie województw aż tak potężnych wskaźników „ucieczek młodych” nie znajdziemy, bo część z nich to przeprowadzki wewnątrz tych regionów — zwykle do stolicy województwa.

A co jeśli stolicy województwa brakuje choćby lokalnej siły przyciągania? To właśnie przypadek woj. świętokrzyskiego z najgłębszym poziomem „ucieczki młodych” (-21,7 proc.). W dodatku ten bilans rozkłada się nierównomiernie między płciami. Świętokrzyskie częściej od młodych mężczyzn (-19 proc.) opuszczają młode kobiety (-24,6 proc.). Prof. Szukalski tłumaczy tę różnicę wyższą skłonnością kobiet do kształcenia z dala od miejsca pochodzenia oraz niższą gotowość do powrotu do rodzinnych pieleszy po zakończeniu edukacji.

Ulica Mała w Kielcach

Ulica Mała w KielcachAdam Burakowski / East News

Zbliżony do świętokrzyskiego poziom „ucieczki młodych” demograf wyliczył dla woj. warmińsko-mazurskiego (-20,1 proc.) i dla woj. lubelskiego (-19,9 proc.) — czyli dla województw „granicznych” — przylegających odpowiednio do obwodu królewieckiego oraz do Białorusi i Ukrainy. Skąd na tym tle rekordowy odpływ młodych ze Świętokrzyskiego, jednego z województw położonych w centralnej Polsce?

— Ale, niestety dla niego, pomiędzy Warszawą a Krakowem. Z Kielcami, czyli słabą stolicą województwa, która nie potrafi sama z siebie skanalizować odpływu z pozostałych terenów Świętokrzyskiego — wyjaśnia prof. Szukalski.

Do czego odnosi się demograf? Kielce w badaniach prof. Szukalskiego mają bilans dodatni, ale mało imponujący (+3,9 proc.). A „zyski” województw, które ogółem nie odnotowały „ucieczki młodych”, biorą się przede wszystkim z przyciągania ich stolic.

Dolny Śląsk. „Całe jego południe to szybka ucieczka”. Ale zazwyczaj do Wrocławia

Skrajny przykład to mazowieckie, z najwyższym bilansem dodatnim (+21 proc.), które zyskuje głównie dzięki wynikowi Warszawy (+127,5 proc.). Chociaż i na Mazowszu można znaleźć powiaty z „ucieczką młodych” na katastrofalnym poziomie — jak np. łosicki (-34,5 proc.) czy żuromiński (-34,4 proc.).

Prof. Szukalski zwraca szczególną uwagę na dolnośląskie i Wrocław.

— Całe jego południe to szybka ucieczka i nie tylko ludzi młodych. Od Kotliny Kłodzkiej aż po Kotlinę Jeleniogórską — mówi demograf.

Jednak, jak dodaje prof. Szukalski, „ucieczka młodych” z południa Dolnego Śląska zazwyczaj kończy się na Wrocławiu (+127,4 proc.). Dzięki temu nie jest ona widoczna w skali województwa, które także ma bilans dodatni (+12,1 proc.). I to mimo tak niepokojących wyników powiatów z południa jak w złotoryjskim (-26,4 proc.), czy kamiennogórskim (-23,7 proc.).

Podobnie jest w przypadku pozostałych województw z bilansem dodatnim. Pomorskie (+13,2 proc.) ma Gdańsk (+93,4 proc.), małopolskie (+10,9 proc.) — Kraków (+126,6 proc.), zaś wielkopolskie (+2,7 proc.) — Poznań (+87,9 proc.).

Była „nadzieja Kielc” o Świętokrzyskiem: piękne miejsce do życia, ale na emeryturze

Karol (imię zmienione na jego prośbę), obecnie warszawiak pracujący w marketingu, jest o kilka lat starszy niż roczniki wzięte pod lupę w badaniu prof. Szukalskiego. Maturę zdał w Kielcach. Opuszczał je dla studiów w Warszawie jako jeden z laureatów corocznej nagrody władz rodzinnego miasta, do dziś przyznawanej najlepszym absolwentom szkół średnich — jako „Nadziejom Kielc”.

— Świętokrzyskie to piękne miejsce do życia, ale na emeryturze: krajobrazy, zabytki, świetne usługi medyczne — mówi teraz była już „Nadzieja Kielc”. — Jednak młodzi wyjeżdżają, bo lokalny rynek nie oferuje zbyt wielu prac w nowoczesnych zawodach dla ludzi z wyższym wykształceniem, takich jak marketing, IT czy usługi finansowe. Takie oferty zwykle proponują firmy o zasięgu ogólnokrajowym, a tych w Kielcach działa mało. Pozostają niewielkie firmy rodzinne i praca w administracji oraz w usługach publicznych. Oczywiście bliskość dużych centrów, Warszawy i Krakowa, ale też Łodzi i Wrocławia, też Kielcom nie sprzyja.

Czemu Rzeszów ratuje Podkarpacie bardziej niż Kielce Świętokrzyskie?

Wśród województw tracących młodych jest m.in. podkarpackie (-14,6 proc.). W jego przypadku ucieczka nie jest aż tak głęboka jak ze Świętokrzyskiego, bowiem z funkcją lokalnego centrum — lepiej niż Kielce — radzi sobie Rzeszów (z bilansem +93 proc.), choć akurat to miasto zyskało także za sprawą powiększania jego granic w XXI w.

— Na Podkarpacie proszę spojrzeć z perspektywy młodego mieszkańca np. powiatu leskiego albo innego w Bieszczadach. Do Warszawy ma on 450 km, 250 km do Krakowa. Ale tylko 100 km do Rzeszowa — wylicza prof. Szukalski. Tymczasem, jak dodaje demograf, dla młodzieży ze Świętokrzyskiego podróż do Warszawy i Krakowa to zazwyczaj mniej niż 200 km, co sprzyja decyzjom, żeby nie zatrzymywać się w stolicy swojego województwa, podejmując decyzję o studiach.

W grę wchodzi również ambicja.

— Opowiem to jako anegdotę. Mam koleżankę z Ostrowca Świętokrzyskiego. Wielką świętokrzyską patriotkę. Ale z trojga jej dzieci: jedno w Warszawie, drugie w Krakowie, a trzecie przed maturą i z góry wiadomo, że nie będzie studiować w Kielcach. Bo trzeba dziecku zapewnić jak najlepszy start — mówi prof. Szukalski.

Demograf zwraca także uwagę, że Świętokrzyskie, zwłaszcza jego pogranicze z Mazowszem, bardzo silnie dotknęła transformacja systemowa.

— Do dziś na tym pograniczu mamy jeden z najwyższych poziomów bezrobocia, w związku z czym nie dziwmy się, że młodzi uciekają — kończy prof. Szukalski.