- Europejscy przywódcy spotkali się w Londynie z prezydentem Ukrainy;
- „Liderzy mocarstw europejskich, ale też Wołodymyr Zełenski, nie mają tego komfortu, by pozwolić sobie na jednoznaczne odrzucenie pomysłów amerykańskich” – skomentował w TOK FM Michał Kacewicz z Biełsatu.
- Co w tym procesie jest kluczowe z punktu widzenia Europy?
W Londynie odbyło się w poniedziałek spotkanie przywódców Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Pałac Elizejski oświadczył po rozmowach, że pozwoliły one „na kontynuację wspólnej pracy nad amerykańskim planem pokojowym dla Ukrainy”.
– Liderzy mocarstw europejskich – ale też Wołodymyr Zełenski – nie mają tego komfortu, by pozwolić sobie na jednoznaczne odrzucenie pomysłów amerykańskich. Choć negocjacje trwają, to jednak cały czas są prowadzone z pełną świadomością, że wprowadzenie tego planu w życie jest nierealne. A to głównie dlatego, że Rosja nie chce rozmawiać – komentował w TOK FM Michał Kacewicz z Biełsatu.
Jak dodał, teraz z pola dyplomatycznego wszystko znowu przenosi się do okopów w Donbasie. – To tam teraz będą się odbywały negocjacje; to znaczy będzie trwała rosyjska ofensywa i dramatyczne próby jej powstrzymania ze strony ukraińskiej. Wszystko przezimuje pewnie do wiosny, kiedy pojawi się być może kolejne okienko negocjacyjne. Teraz chodzi o to, żeby pole startowe do negocjacji było maksymalnie korzystne dla Ukrainy i dla Europy – mówił w „TOK 360”.
„Zełenski kupił sobie trochę czasu”
W ocenie rozmówcy Adama Ozgi Zełenski poprzez spotkanie w Londynie próbuje teraz opracować plan ratunkowy, by mieć lepsze pozycje do przyszłych negocjacji. – Niestety, ale kończąca się runda negocjacji była bardzo mocno emocjonalna i zarysowała bardzo niekorzystne pozycje wyjściowe – tak dla Europy, jak i dla Ukrainy. Teraz chodzi o to, żeby spróbować to naprawić. Jest jeszcze czas. Zełenski trochę go sobie kupił, to niewątpliwie mu się udało – uważa Kacewicz.
– Co w tym procesie jest kluczowe z punktu widzenia Europy? – pytał dziennikarz TOK FM.
– Chodzi o to, żeby nie przeforsowano rosyjskich warunków, które pozwolą Putinowi nie tylko na wpływanie na wewnętrzną sytuację Ukrainy, ale też na stosowanie dyktatu. Krótko mówiąc: nie pozwolą na traktowanie Ukrainy jako rosyjskiej strefy wpływów – odpowiedział gość TOK FM.
Jak dodał, większość w rosyjskich warunków sprowadza się tymczasem do tego, że Ukraina znalazłaby się w zawieszeniu między Rosją a Europą. A de facto to Rosja uzyskałaby instrumenty, by wpływać na sytuację wewnętrzną w Ukrainie, osłabiać ten kraj także poprzez – być może – kolejną odsłonę wojny, co z kolei mogłoby doprowadzić do podporządkowania Rosji dużej części Ukrainy, a może i całego kraju.
– Ale możemy też zakładać, że rozpędzony rosyjski imperializm – napędzany wojenną gospodarką – nie zatrzyma się na Ukrainie. Będzie szedł dalej po to, by wypchnąć wpływy zachodnie z całego regionu Europy Środkowej i Wschodniej – ostrzegał ekspert z Biełsatu.
Źródło: TOK FM, PAP