Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował w poniedziałek, że zaprosił prezydenta Polski Karola Nawrockiego do Ukrainy. Przywódca dodał również, że jeżeli otrzyma zaproszenie jest gotów odwiedzić Polskę. W odpowiedzi szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz zaznaczył, że dla Polski „również ważne są dobrosąsiedzkie i oparte o wzajemny szacunek relacje z Ukrainą”.

„Nad datą spotkania prezydentów w Warszawie pracujemy w kontaktach dyplomatycznych, które są otwarte i aktywne” — zaznaczył.

Finalnie niczego nie ustalono, data spotkania obu przywódców oraz jego miejsce pozostają nieznane.

— Absolutnie nikogo nie powinno dziwić to, że Zełenski zaprasza do siebie Nawrockiego, robiąc z tego informację publiczną. On szuka sojuszników, zwłaszcza takich, którzy mają dostęp do ucha Trumpa, przynajmniej teoretycznie — mówi Onetowi dr Witold Sokała, ekspert od stosunków międzynarodowych, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej”.

— Prezydent Ukrainy wierzy zapewne, że jak się publicznie z Nawrockim pokaże, to amerykański przywódca może na niego spojrzeć przychylniej. Jest na to cień szansy. Zełenski zresztą musi szukać choćby okruchów szans, dlatego jeździ po Europie i dlatego chce się spotkać z polskim prezydentem — uważa nasz rozmówca.

— Zaś Nawrocki wie, że spotkać się z Zełenskim powinien, bo w przetrwaniu Ukrainy jest wspólny, w tym polski interes. Tu jednak wchodzi nam mocne „ale” — wskazuje.

— Polski prezydent doskonale bowiem wie, że znaczna część tych, którzy wynieśli go do władzy, czyli wyborcy obozu prawicy i skrajnej prawicy, organicznie nie cierpią Zełenskiego, a Ukrainy nie lubią. Dlatego Nawrocki kluczy w sprawie spotkania i odwleka je, jak tylko może. Nam zostaje trzymać kciuki, żeby interes Rzeczpospolitej okazał się dla prezydenta ważniejszy niż interes polityczny jego i jego zaplecza — zaznacza dr Sokała.

„Z Ukrainą jedziemy na jednym wózku”

Ekspert przekonuje, że nie tak to powinno wyglądać: — W idealnym świecie w ogóle nie powinniśmy się zastanawiać, czyj interes, swój czy Polski, wybierze polski prezydent. Zaś Nawrocki już dawno powinien być po spotkaniu z Zełenskim, podczas którego zapewniałby go o nieustannym wsparciu Polski. I już starałby się o okazję, żeby do tego samego przekonywać Trumpa. Zełenski z kolei powinien już podjąć realne kroki dla zabezpieczenia interesów Polski w Ukrainie, tak ekonomicznych, jak historyczno-emocjonalnych — uważa dr Sokała.

— Z Ukrainą jedziemy na jednym wózku, mamy wspólnego wroga. Zdrowy rozsądek i racja stanu powinny więc nakazywać jak najbliższą współpracę. Zamiast tego, mamy jakieś dziwne uniki — podsumowuje.