Maciej Kaliszuk: Analizował już pan, na kogo możecie wpaść w eliminacjach Ligi Mistrzów? W niektórych ligach mistrzowie zostali już wyłonieni.

Piotr Sadczuk (prezes Wisły Płock): Jesteśmy liderem, mamy 30 punktów. Nawet w najbardziej optymistycznym planie nie zakładaliśmy, że będziemy na tej pozycji z tyloma punktami, ale nikt nie osiągnął pucharów czy czegoś innego jesienią. Skupiamy się na bieżącej pracy. Patrzymy na okienko transferowe, na okres przygotowawczy. Nikt w Płocku nie będzie głośno mówił o większych rzeczach. Mamy krótkoterminowe cele i dużo pracy, by udało się zrobić to, co w rundzie jesiennej. Cieszę się, że w spokoju i przy takiej sytuacji w tabeli będziemy mogli to robić.

Z dalszej części tekstu dowiesz się, ilu zawodników chciałby ściągnąć zimą prezes Wisły Płock, kto z drużyny otrzymuje najwięcej ofert i jak ma się zmienić struktura całego klubu m.in. po otrzymaniu dużo mniejszej dotacji z miasta.

Ale w marzeniach widzi pan eliminacje Ligi Mistrzów w Płocku? Przypomnijmy, że da je też wicemistrzostwo.

Moim marzeniem, o czym mówiłem głośno w klubie, było 30 punktów po jesieni i to zrobiliśmy, ale czujemy lekki niedosyt, bo mogło być jeszcze więcej. To niedosyt wynikający z ambicji sportowych. W tabeli jest ciasno, drużyny są bardzo blisko siebie. Legia jest na miejscu spadkowym, ma 19 punktów, a my 30. 11 punktów różnicy to nie jest przepaść, da się odrobić ten dystans w czterech — pięciu meczach. Marzenia i aspiracje każdy ma, ale poczekajmy. Jeśli sytuacja w okienku sprawi, że wzmocnimy zespół, to może powalczymy o jak najwyższe cele.

Czyli nie boi się pan powiedzieć, że walczycie może nie o mistrzostwo, ale przynajmniej o europejskie puchary?

Nie chodzi o bojaźń. Po prostu twardo stąpam po ziemi, Wisła Płock ma jeden z najniższych budżetów w stawce. Dopiero uczymy się Ekstraklasy. Mamy bardzo dobrego trenera [Mariusza Misiurę], ale dopiero pół roku pracuje w Ekstraklasie. Tutaj potrzeba dużo spokoju, bardzo się cieszymy z tego, co osiągnęliśmy dotychczas, ale nie ma hurraoptymizmu. Nie pompujemy balonika. Ten wynik jest ponad stan, mieliśmy też dużo szczęścia i zrobimy wszystko, by szczęście było dalej przy nas.

Prowadzenie w tabeli zawdzięczacie też problemom konkurencji, zwłaszcza tych teoretycznie najmocniejszych klubów, fatalnej rundzie Legii, przeciętnej Lecha, Raków też nie do końca imponował.

Słyszałem, że w polskiej Ekstraklasie są najmniejsze różnice między klubami w tabeli, to liga bardzo wyrównana. Dzięki prywatnym właścicielom wiele drużyn doszło do takiego poziomu. Nie będzie już hegemonii trzech-czterech klubów ani tym bardziej jednego. Trudno wytypować mistrza i spadkowiczów, wiele klubów zanotowało progres — Wisła, Cracovia, Górnik, Korona, Widzew, można tak długo wymieniać. Stawka jest bardzo wyrównana. I po rundzie wiosennej tabela może wywrócić się do góry nogami.

Wisła Płock się o tym przekonała, gdy poprzednio grała w Ekstraklasie w sezonie 2022/23. Też była w pewnym momencie rewelacją sezonu, oczywiście wtedy nie prowadziła po zakończeniu rundy, ale po ósmej kolejce, a jednak spadła. Pana wtedy nie było jeszcze w klubie, ale czy pamięć o tamtym sezonie nie budzi pewnych obaw?

Tego tematu w Płocku w ogóle nie ma. Wisła to dziś zupełnie inny klub. Inny jest zarząd, dyrektor sportowy czy trener. Pamiętam, co się wydarzyło, ale dla mnie to tylko fakt historyczny i nic ponadto. Wisła 2025 a Wisła 2023 to dwa różne kluby. Musimy szanować, to co mamy. Pamiętam, jak przychodziłem w lipcu 2023 r. i wiem, jaka była atmosfera, sytuacja, wizerunek po spadku i widzę, co jest dziś. Będziemy szli w jednym kierunku, by zająć jak najwyższe miejsce. Jestem przekonany, że zatrudniamy właściwe osoby na kluczowych stanowiskach. Mam do nich pełne zaufanie i nie żyjemy złą przeszłością.

Obrońca Wisły Płock Andrias Edmundsson w meczu z KoronąObrońca Wisły Płock Andrias Edmundsson w meczu z Koroną (Foto: Igor Jakubowski / newspix.pl)

Paradoksalnie zostaliście liderem po pięciu remisach z rzędu. Z jednej strony możecie pochwalić się świetną serią 10 spotkań bez porażki, a drugiej nie wygraliście w pięciu kolejnych meczach. Pan jak na to patrzy?

Patrzę na całokształt. Jestem zbudowany tym, co udało się osiągnąć, ale na pewno myślę, co by było gdyby, choć jeden z tych meczów zakończył się naszym zwycięstwem, a nie remisem, ale mogło potoczyć się też w drugą stroną, gdy mogliśmy przegrać. Na starcie sezonu wiele osób, w tym ekspertów skazywało nas na spadek. Nasza postawa to bardzo pozytywna niespodzianka, zwłaszcza dla kibiców w Płocku i okolicach. Bardzo się cieszymy z punktów, ale i frekwencji.

Tu bywa różnie. Na niedawnym meczu z Cracovią mimo tak dobrej postawy drużyny zjawiło się niewiele ponad sześć tysięcy kibiców.

To był mecz zaległy w grudniu, rozgrywany o 17 w czwartek, wiele osób wybiera transmisję w telewizji i ciężko kogoś przyciągnąć na stadion, ale wiem, ile osób było na innych spotkaniach. Przekraczaliśmy 10 tys. widzów.

Średnia to 9,5 tys.

Ta frekwencja jest o sto procent wyższa w stosunku do zeszłego sezonu, ale dalej mamy wiele do zrobienia.

Jaki ma pan plan na przerwę zimową? Czy planuje pan wzmocnić zespół?

Mamy takie plany, ale też musimy zobaczyć, jak będzie z ewentualnymi odejściami, to nieuniknione. Chciałbym, by dołączyło dwóch, może trzech, ale takich, którzy wniosą jeszcze większą jakość, bo liczbę piłkarzy mamy odpowiednią.

Na jakie pozycje szukacie wzmocnień?

To uzależnione od tego, od tego, kto odejdzie. Mamy swój plan, wiemy, które pozycje wymagają wzmocnienia, ale nie mamy takiej sytuacji, byśmy musieli koniecznie wzmocnić zespół, bo gdzieś jest pięta achillesowa. Naszą siłą był zespół i zrobić wszystko, by szedł do góry. Latem doszło do licznych zmian. Wielu zawodników doszło, w tym dwóch ostatniego dnia okna. Trener i piłkarze potrzebują czasu. Dużym wzmocnieniem będzie powrót wszystkich zawodników do zdrowia. Powraca Jime po długiej przerwie spowodowanej kontuzją, od pierwszego treningu w styczniu będzie na sto procent zdolny do pracy. Tak samo Deni Jurić. Pojechał na zgrupowanie reprezentacji Australii, doznał drobnego urazu, ale on też będzie gotowy na sto procent. Jeśli dołożylibyśmy — jak się uda — jednego, dwóch czy trzech nowych piłkarzy, to zmienilibyśmy połowę pierwszej jedenastki, a to za duże ruchy ja na przerwę zimową. Spokojnie do tego podchodzimy. Chciałbym dać trenerowi możliwości, by wzmocnić drużynę.

Czy będą to transfery gotówkowe, czy poszukacie okazji?

Zobaczymy, co się wydarzy. Wiem, że będzie bardzo trudno zatrzymać Andriasa Edmundssona. Są zapytania, pewnie pojawią się propozycje. Jak zostanie, będzie inaczej. Jeśli odejdzie, podejmiemy inne decyzje. Robię wszystko, by pozostał do lata, ale widzę i słyszę, co się dzieje na rynku.

Czy faktycznie latem Wisła zbudowała zespół może nie za darmo, bo nikt nie przychodzi za darmo, ale bez kwot odstępnego? Na Transfermarkcie przy trzech piłkarzach — Juriciu, Giannisie Niarchosie i Leszczyńskim są znaki zapytania.

Płaciliśmy za nich, ale nie powiem ile. To dane, których kluby nie udostępniają. Był to dla nas duży wysiłek. Zrobiliśmy wszystko, by wzmocnić drużynę, też przez transfery gotówkowe, choć w Wiśle dawno ich nie było. Mam nadzieję, że będą się nam spłacały, Rafał jest naszym bohaterem i jedną z głównych postaci. Mam nadzieję, że po przeprowadzaniu zimy Niarchios i Jurić też wejdą na wyższy poziom i ich transfery będą uznawane za udane.

Bramkarz Wisły Płock Rafał Leszczyński w meczu z KoronąBramkarz Wisły Płock Rafał Leszczyński w meczu z Koroną (Foto: Igor Jakubowski / newspix.pl)

W ostatnim meczu z Koroną w pierwszej jedenastce Wisły znalazło się siedmiu zawodników po trzydziestce, czterech z nich skończyło 33 lata i tylko jeden młody piłkarz Wiktor Nowak, w dodatku wypożyczony z Górnika Zabrze. W innych spotkaniach wyglądało to podobnie. Nie niepokoi to pana?

Nie niepokoi mnie, nie zaglądam zawodnikom w metrykę. Proszę spojrzeć w różne podsumowania rundy. Leszczyński jest jednym z najlepszych bramkarzy, Kamiński jednym z najlepszych obrońców, jak nie najlepszym, Sekulski strzelił osiem goli, Dani Pacheco to profesor, mało mówi się mówi o Dominiku Kunie, który wykonuje czarną robotę. Wszyscy są około trzydziestki czy po trzydziestce. Patrzę na jakość. To była pewna strategia w pierwszej lidze. Chcieliśmy oprzeć drużynę na doświadczonych zawodnikach, by przyniosło efekt w postaci awansu. I to się udało. Wiem, jaka jest struktura wiekowa w naszym zespole. Będziemy starali się odmłodzić zespół. Jestem przekonany, że to się uda. Cześć rozmów trzeba przeprowadzić zimą, a potem latem. Trzeba zrobić to mądrze, by znowu nie było 15 czy 20 zmian w kadrze. To była dwuletnia strategia na awans, teraz jest ten sezon w Ekstraklasie, w którym musimy trochę przeorganizować, ale rozsądnie. Wyniki wskazują, że była to dobra strategia. 1 czerwca dowiedzieliśmy się, że budujemy zespół na Ekstraklasę, przez co mieliśmy najkrótsze urlopy i najkrótsze okienko transferowe. Nie jest tak, że to, co zrobiliśmy pół roku temu, jest OK i wystarczy. Cały czas jest dużo bieżących spraw. Też wolałbym i chciałbym, by nasza drużyna była młodsza.

Pan mówi, że nie patrzy piłkarzom w metrykę, ale zagraniczne kluby bardzo mocno patrzą na datę urodzenia i słabszy piłkarz, ale młodszy jest wart znacznie więcej od lepszego, ale starszego. Z waszej kadry poza Edmundssonem nikogo nie da się sprzedać za większą kwotę. Jedyny młody zawodnik, który faktycznie ma znaczącą wartość na rynku to Wiktor Nowak, ale jest tylko wypożyczony z Górnika i nic nie zarobicie na jego transferze.

Robiliśmy wszystko, by Nowak wcześniej trafił do nas ze Znicza. Rozmawialiśmy z zawodnikiem, menedżerem i z rodzicami. Wiktor był zainteresowany grą w Ekstraklasie, a Wisła występowała w pierwszej lidze. Rozmawialiśmy, by zaczekać do lata i wrócimy do tematu po awansie, ale Wiktor i jego otoczenie podjęli decyzję wcześniej. Jak trafiła się okazja na wypożyczenie, to tak zrobiliśmy. Jest wiele czynników, które wpływają na to, że dany zawodnik jest w tym miejscu, a nie gdzie indziej. Jestem przekonany, że nasza pozycja w Ekstraklasie ułatwi nam rozmowy nam z takimi zawodnikami. Spodziewam się, że dzisiaj o wiele więcej piłkarzy będzie chciało trafić do czołowego klubu Ekstraklasy, a nie drużyny w pierwszej lidze. Po perypetiach ze zmianą dyrektora sportowego zrobiliśmy bardzo dobre okno transferowe, ale teraz przed nami kolejna robota do wykonania. Zamierzam się spotkać z kilkoma osoba, które mają wpływ na budżet Wisły i zobaczymy, co z tego wyniknie.

Wiktor Nowak z Wisły Płock w meczu z Koroną KielceWiktor Nowak z Wisły Płock w meczu z Koroną Kielce (Foto: Michał Trzpis / newspix.pl)

Mówi pan o prezydencie Płocka? Bo Wisła należy do miasta.

Miasto na coraz mniejszy wpływ na finansowaniu klubu, zwiększamy udział sponsorów prywatnych. Jak zobaczycie bilans, który ogłosimy na początku kwietnia, to będzie widać, że sytuacja znacznie się poprawiła. Jesteśmy klubem miejskim i w stu procentach do niego należymy, ale będziemy zmieniać strukturę kapitału, by jak największy był wpływ sponsorów. Poza tym nie ma klubu w Ekstraklasie, który nie korzysta z miejskich pieniędzy.

W dwóch ostatnich latach Wisła kończyła rok ze stratą. W tym będziecie mogli pochwalić się zyskiem?

Jeszcze w tym roku nie uda się wyjść na plus. Potrzebuję czasu, by to zmienić, ale jestem zadowolony, jak wygląda sytuacja sportowa i tak samo jestem zadowolony z finansów. Utrzymujemy płynność, mamy bardzo dużą dyscyplinę budżetową.

Sprawa finansowania klubu przez władze Płocka budzi duże emocje. Jeden z radnych mówił, że daliśmy pieniądze, bo tak chcieliśmy i już. Kilka dni temu rada miasta przyznała wam na kolejny rok 8,5 mln zł, czyli mniej niż przed rokiem.

W zeszłym roku było to 18,5 mln zł, teraz będzie znacznie mniej. Dużymi krokami zmieniam strukturę finansowania. Wiem, jaka jest narracja. Nie mam wpływu, co powie radny, jest wolność słowa. Każdy komentuje w sposób, jaki uważa za stosowny. Ja robię to inaczej. Wiem, jak wygląda sytuacja innych klubów i ich finansowanie. Dążę do zdrowego zarządzania klubem. Mam przekonanie, że wygląda to bardzo dobrze, bo znam rachunek zysków i strat, ale chciałbym, aby wyglądało jeszcze lepiej. Sytuacja finansowa Wisły się zmienia, chciałbym, by narracja też się zmieniała.

Jak wygląda kwestia sprzedaży klubu? Leży to pewnie poza pana kompetencjami, ale zapewne jest pan zorientowany w tym temacie.

Bodajże w październiku rada miasta upoważniła pana prezydenta do rozmów o sprzedaży udziału. Czy tak się stanie, to zależy od właściciela. Nie mam wiedzy, by ktoś był zainteresowany kupnem klubu, to musi być bardzo rozsądny proces, dobrze przygotowany. To długo trwa, chyba że pojawi się firma, która zapewni bezpieczeństwo.

Trener Wisły Płock Mariusz Misiura podczas meczu z KoronąTrener Wisły Płock Mariusz Misiura podczas meczu z Koroną (Foto: Michał Stańczyk / newspix.pl)

Kluczem do sukcesów Wisły jest praca trenera Mariusza Misiury. Ale pod jego wodzą drużyna gra bardzo defensywnie, straciliście najmniej goli, ale zaledwie trzy zespoły zdobyły ich mniej. Pod względem posiadania piłki jesteście na przedostatnim miejscu w Ekstraklasie, gdy chodzi o liczbę strzałów celnych, czy współczynnik goli oczekiwanych xG także znajdujecie się bliżej dołu tabeli. Podoba się panu ten styl?

Patrzymy na zespół całościowo. Tabela posiadanie piłki nie decyduje o tym, kto zagra w pucharach, a kto spada z ligi. Żyjemy w czasach, gdy statystyk i analiz jest coraz więcej, ale to całokształt decyduje, na którym miejscu i ile ma punktów. Chcieliśmy tracić jeszcze mniej goli i strzelać jeszcze więcej, ale Wisła Płock to skromny mały projekt w Ekstraklasie. Mamy jeden z niższych budżetów. Jak ktoś ma wymagania o Lidze Mistrzów, pucharach, to niech tak mówi, ale z moich ust nie padnie taka deklaracja, bo wiem, w którym miejscu jest Wisłą. Z mojej strony pompowania balonika nie będzie. Chcemy grać, na tyle, na ile pozwalają nam różne kwestie, głównie finansowe. Nasz trener i sztab wykrzesali maksimum z tego materiału ludzkiego. To efekt bardzo dobrej pracy dyrektora sportowego i szkoleniowca, całego sztabu, zawodników, zrobili taki wynik, że czapki z głów. To pewien proces. Nie jest tak, że beniaminek wejdzie do Ekstraklasy i będzie grał wspaniałą piłkę, ładną dla oka i wygrywał wszystkie mecze. Zrobiliśmy więcej, niż nas było stać. Wielu ekspertów skazywało nas na pożarcie i spadek, gdzie są teraz te słowa? Pragnąłbym jeszcze wzmocnić zespół, ale wszystko na spokojnie, mamy warunki, jakie mamy. Chciałbym mieć bogatego właściciela jak inne kluby, by móc wspiąć się na wyżyny. Dziś profesjonalna piłka to pieniądze i biznes. Mam pełne przekonanie, że ta drużyna, gdy przepracuje cały okres przygotowawczy, wejdzie na swoje wyżyny. Pierwsza połowa rundy była lepsza, ale 10 meczów bez porażki też zasługuje na słowa uznania, choć oczywiście chciałbym mieć więcej zwycięstw.

Wspomniał pan o zamieszaniu z dyrektorem sportowym. 3 czerwca ukazał się wywiad w portalu Weszlo, w którym powiedział pan, że nie wyobraża sobie odejście dyrektora Dariusza Sztylki. Dzień później pojawił się komunikat, że dyrektor odchodzi z klubu.

Robiłem wszystko, by został w Wiśle Płock, ale zapadły inne decyzje. Dziś skupiam się na tym, że po raz kolejny postawiłem na bardzo dobrego dyrektora. Decyzje o zatrudnieniu trenera Misiury, Darka Sztylki i Radka Kucharskiego się bronią. Pożary w klubach się zdarzają, cała sztuka, by mądrze wybrać i by wybór się sprawdził. Nie zapomnę, co Darek Sztylka zrobił dla klubu i dla mnie. To fantastyczny człowiek, w dużej mierze był architektem awansu, ale dziś piszemy nową historię.

Podobała się panu wizja dyrektora Kucharskiego? Latem postawiliście głównie na doświadczonych zawodników.

Całe okno to praca dyrektora Kucharskiego, wykonana w trudnych warunkach. Dopiero poznawał drużynę, to nie był dobry czas na zmiany dyrektora sportowego. Trafiam na bardzo dobrych ludzi, jak w Łęcznej z dyrektorem sportowym Veljko Nikitoviciem i trenerem Kamilem Kieresiem zrobiliśmy dwa awanse, a dziś to samo robimy z Wisłą.

Ale nie martwi pan, że macie tak mało młodych polskich piłkarzy, wychowanków klubu?

Stawiam tezę, że mamy najwięcej wychowanków w Ekstraklasie.

Ale ile grali w tym sezonie?

Łukasz Sekulski to wychowanek.

Napastnik Wisły Płock Łukasz Sekulski po meczu z KoronąNapastnik Wisły Płock Łukasz Sekulski po meczu z Koroną (Foto: Michał Stańczyk / newspix.pl)

Ma 35 lat. Chodziło mi o młodych piłkarzy.

Jestem szczęśliwy i dumny, bo za nami chyba najlepszy rok w historii klubu. Ale jest też praca do wykonania. Musimy się rozwijać. Nasza akademia działa i w zespole jest kilku wychowanków, Bartek Borowski doznał kontuzji, a już debiutował w pierwszej lidze. Dominik Kun, Krystian Pomorski, Fabian Hiszpański czy Sekulski to wychowankowie, ale wiem, że nie mają 15-20 lat. Tyle że kto ma więcej wychowanków? Zdarzają się perełki, jak w Jagiellonii czy Zagłębiu, ale my dziś jesteśmy w innym miejscu. Mamy 30 punktów. 2025 r. to ogromny sukces Wisły Płock.

Z jakiego wyniku na koniec sezonu będzie pan zadowolony? Jeśli zakończycie rozgrywki na szóstym czy ósmym miejscu, co przed początkiem rozgrywek byłoby uznane za dobry wynik, to będzie pan rozczarowany?

Nie chcę się wdawać w takie dyskusje. Mamy krótkoterminowe cele. Cieszę się, że dopięliśmy okres zimowy. Drużyna leci na zgrupowanie w Turcji, mamy załatwiony hotel, sparingpartnerów, wchodzimy na wyższy poziom też pod względem organizacji. Mamy już umowę na zgrupowanie letnie, myślimy do przodu i to znacznie. Zobaczymy, co się wydarzy w tym okienku, wtedy będzie można podywagować. Dziś zależy mi, by piłkarze odpoczęli i wrócili 7 stycznia do klubu. Dzień później wylatujemy do Turcji, pierwszy mecz w nowym roku gramy 1 lutego mecz z Rakowem. Zrobimy wszystko, by wynik był jak najlepszy, ale bez pompowania balonika, bez mówienia o pucharach, Lidze Mistrzów i tak dalej. Mamy jednak aspiracje i ambicje. Po to pracujemy, by osiągnąć jak najlepszy wynik sportowy, ale jaki będzie, to pokaże tabela na koniec maja.