Fakt, że wynik sportowy Biało-Czerwonych opieramy na 18-letnim Kacprze Tomasiaku, bynajmniej nie świadczy o tym, że Polska jest kuźnią talentów. Niestety, jego koledzy z reprezentacji nie dali dotąd żadnych powodów, by gdzie indziej upatrywać jakichkolwiek szans na dobry wynik. Kolejne konkursy sygnalizują, że sezon należy spisać na straty i potrzebujemy cudu, by wskórać w nim cokolwiek dobrego.

Nie chodzi o to, by pastwić się nad reprezentacją Polski. Z drugiej strony, jak rzetelnie podsumować dorobek podopiecznych Macieja Maciusiaka? To jeszcze nie czas, by rozliczać aktualnego trenera kadry. Sprawuje nad nią pieczę za krótko, przez co w tej chwili mamy do czynienia bardziej ze spuścizną Thomasa Thurnbichlera. Tylko czy aby na pewno?

ZOBACZ WIDEO: Aleksandra Król rywalizuje nie tylko na snowboardzie. Nietypowa walka o numery startowe

W Polsce od wielu lat patrzy się bardzo krytycznie na postawę sztabów szkoleniowych, upatrując winy w ich poczynaniach, jednocześnie wybielając zawodników. Warto się nad tym zastanowić. Maciusiak nie jest cudotwórcą, rzeźbi w materiale, który ma do dyspozycji. Choć poszczególni skoczkowie naszej kadry mają w dorobku wielkie sukcesy, na pewno są wybitni, ich najlepsze lata minęły.
Biologii nie da się oszukać. Ciało się starzeje, a mięśnie i ścięgna tracą wydolność. Choć Kamil Stoch oddał kilka dobrych prób na początku sezonu, teraz wygląda, jakby był w rozsypce. Z kryzysu nie potrafi wyjść Dawid Kubacki. Z kolei Piotr Żyła zaczął bazować na pojedynczych przebłyskach, co było często spotykane u niego na wcześniejszym etapie kariery.

Pozostali? Młody Kacper Tomasiak to wciąż prędzej zagadka niż pewny punkt. Ma prawo do wpadek, pokroju tej w Klingenthal. Budować kadry jeszcze przez dłuższy czas na nim nie możemy. Paweł Wąsek? Niby najlepszy wynik w tym sezonie, ale do ubiegłego mu daleko, jeśli w ogóle będzie w stanie się do niego zbliżyć.

Nie zazdroszczę Maciusiakowi. Choć jest Bogu ducha winny, zaraz znajdzie się w ogniu krytyki. Polacy potrzebują zmiany pokoleniowej. Ona z kolei wymaga czasu i odważnych ruchów. Do nich zaś muszą być następcy. Znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia. Trzeba czekać, a recepty na sukces nie widać.

Za chwilę Turniej Czterech Skoczni, który albo rozwieje wszelkie wątpliwości i udowodni, że należy przyzwyczaić się do takich konkursów w wykonaniu Polaków, jak w Klingenthal albo przyniesie cudowne odrodzenie. Bardziej prawdopodobnych scenariuszy wskazywać nie sposób.

Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty