Przybycie setek tysięcy Polaków do Wielkiej Brytanii głęboko zmieniło oblicze tego kraju. Teraz jednak coraz więcej z nich opuszcza Zjednoczone Królestwo i wraca do Polski — w poszukiwaniu lepszego życia, bezpieczeństwa, a w niektórych przypadkach także mniejszych obciążeń podatkowych.

„Czy istnieje bardziej ponury znak naszego upadku?” — pyta David Jones w artykule opublikowanym na łamach brytyjskiego dziennika „Daily Mail”.

W swoim tekście Jones opisał historię Sylwii i Sławka Frankowskich. Para zdecydowała się opuścić Wielką Brytanię po tym, jak była świadkiem kolejnej policyjnej akcji w mieszkaniu w ich bloku, które służyło jako punkt handlu narkotykami. Aby zapewnić swoim dwóm córkom lepsze życie, rodzina przeniosła się wcześniej do pozornie spokojnego miasta Fareham w hrabstwie Hampshire na południu Anglii. Miejscowość ta uległa radykalnej zmianie, a para zaczęła tęsknić za życiem na polskiej wsi.

Ostateczną decyzję o powrocie do ojczyzny podjęli w 2022 r. tuż przed Bożym Narodzeniem — po tym, jak Sylwia straciła pracę w magazynie, bo pracodawca przeniósł swoją działalność do Belgii. Duży wpływ na ich decyzję miała również seria ataków nożowników, do których dochodziło wówczas w okolicy, w której mieszkali.

— Prawie co tydzień widzieliśmy przez okno policję, straż pożarną lub karetkę pogotowia. To już nie jest ta sama Wielka Brytania, do której przyjechaliśmy 15 lat temu w poszukiwaniu lepszego życia — powiedział 35-letni Sławek, spawacz z Portsmouth, w wywiadzie dla „Daily Mail”.

„Brytyjski sen” w Polsce

27 listopada tego roku, po sprzedaży odremontowanego mieszkania za 200 tys. funtów (958,6 tys. zł), rozczarowana rodzina spakowała swoje rzeczy do Skody Octavii i wyruszyła w 22-godzinną podróż do rodzinnej wsi Sławki, niedaleko Gdańska nad Morzem Bałtyckim. Rodzina powiedziała dziennikarzowi „Daily Mail”, że niemal natychmiast odczuła ulgę.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Sławek pracuje teraz w ich nowym domu, zbudowanym na działce otrzymanej od ojca, i jest przekonany, że szybko znajdzie dobrze płatną pracę. Sylwia jest szczęśliwa, że ma blisko dziadków i teściów. Ich sześcioletnia córka szybko zaaklimatyzowała się w nowej szkole, która — według jej rodziców — ma wyższe wymagania niż ta w Fareham.

„To historia, którą słyszałem w tym tygodniu w Polsce niezliczoną ilość razy” — pisze David Jones. „W czasie, gdy nasza gospodarka stoi w miejscu, standard życia spada, a miasta borykają się z przestępczością, słabymi usługami publicznymi i rosnącymi kosztami, exodus pracowitych i dobrze wykwalifikowanych polskich pracowników z Wielkiej Brytanii przyspiesza”.

Ciepłe powitanie

Artykuł, który ukazał się w brytyjskiej prasie, wywołał reakcje również wśród polskich polityków. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski odniósł się do niego na platformie X. „Jesteśmy dumni, że doganiamy was, ale zapewniam, że kochamy i cenimy Wielką Brytanię” — napisał..

Roman Giertych z kolei opublikował wpis o następującej treści: „Exodus Polaków z Wielkiej Brytanii do Polski. Wracajcie kochani! Mój tata wrócił w 1962 i nigdy tej decyzji nie żałował”.

Według danych brytyjskiego Urzędu Statystycznego w zeszłym roku do Wielkiej Brytanii wyjechało 7 tys. Polaków, a 25 tys. wróciło do ojczystego kraju. Łączna liczba Polaków w Wielkiej Brytanii spadła do ok. 750 tys. i nadal maleje.

Z brytyjskiego punktu widzenia przyczyny tej odwrotnej migracji są niepokojące. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2026 r. PKB na mieszkańca Polski, liczony według parytetu siły nabywczej, może przewyższyć PKB Japonii. Specjaliści podkreślają jednak, że chodzi tu o siłę nabywczą na rynku wewnętrznym, a nie o bogactwo absolutne. W tym tempie w latach 30. XXI w. Polska może dogonić Wielką Brytanię