Wszystko się przeciągnęło, trochę sytuacja była przypudrowana zwycięstwem nad Szachtarem Donieck (2:1) i dwoma golami Rafała Augustyniaka. Nie może to jednak aż tak usprawiedliwiać obecnej katastrofy.
Kamil Kosowski: Inaki Astiz potrzebuje więcej czasu, którego nie dostanie
Widać jak na dłoni, że Astiz potrzebuje więcej czasu, którego nie dostanie. Pewnie odejdzie, bo nie sądzę, żeby został przy nowym trenerze, jeśli będzie nim Marek Papszun. Sam jestem ciekawy, jak to się rozwinie. To była szansa dla Astiza, by pokazać się z dobrej strony, nawet w tak trudnym momencie. Przypominam sobie sytuację sprzed czterech lat, gdy będący nadal na kontrakcie w klubie, ale odsunięty od prowadzenia zespołu Aleksandar Vuković został poproszony o ponowne objęcie będącej w strefie spadkowej drużyny i wyprowadził Legię z kryzysu, potrafił ją podnieść.
To dobre porównanie, możemy obserwować dwa różne sposoby zarządzania zespołem, ale też dwa różne charaktery zawodników, których widziałem na boisku jeszcze jako piłkarz. Inaki był dobrym piłkarzem, eleganckim i stroniącym od konfliktów. Natomiast „Vuko” prezentował zadziorność, charakter, niekiedy konfliktowość na murawie, ale w środku pola takich piłkarzy również potrzeba. Ten charakter z boiska zauważyliśmy także u niego na ławce trenerskiej.
Vuković się sprawdził, Astiz jako pierwszy trener na razie nie. Kibicowałem mu, myślałem, że da radę, bo Legia to jednak Legia, i sądziłem, że zespół w końcu się podniesie, a dzieje się coś odwrotnego. Jeszcze raz musiałbym wrócić do wcześniejszych felietonów, gdy pisałem, że na Łazienkowskiej praktycznie nie ma liderów, którzy z tym klubem się po prostu identyfikują — tak jak Artur Jędrzejczyk, który jest w zasadzie jedną nogą na piłkarskiej emeryturze. Nowi tego nie mają, część zagranicznych zawodników pewnie nawet tego nie rozumie.
Wojciech Dobrzyński / newspix.pl
Inaki Astiz
Legia znajduje się w miejscu, w którym nigdy nie powinna się znaleźć
Legia w tym momencie znajduje się w miejscu, w którym nigdy nie powinna się znaleźć. Chyba nikt przed sezonem nie wyobrażał sobie takiego scenariusza. Trzeba pokazać jaja, charakter, wypluć flaki i zacząć działać. Łatwo się mówi, ale trzeba wszystko pokazać na boisku, bo jak na razie jest zupełnie inaczej. To żaden aspekt fizyczny, tylko mentalny, bo kiedy jest zwycięstwo lub remis, to jest w porządku, ale kiedy Legia traci bramkę, zaczyna się kosmos. W tak uznanym klubie to niedopuszczalne.
Wszystko przestaje działać, nie widać hartu ducha, który pozwoliłby, żeby wrócić do meczu i go wygrać. W ekstraklasowej tabeli też jest szaleństwo, mocno namieszały Wisła Płock i Górnik Zabrze, inne zespoły wykorzystują błędy większych rywali. W czwartek na wyjeździe przeciwko Noah Erywań (1:2) Legia przecież musiała widzieć, jakie błędy popełnia linia defensywna gospodarzy, ile jest przestrzeni, zresztą obserwowaliśmy, w jakich okolicznościach gola strzelił Mileta Rajović. Co się stało później? Szkoda nawet do tego wracać. Legia jest bardzo przewidywalna, zbyt czytelna i cały czas gubi się w defensywie.
Jak spoglądaliśmy na niektórych piłkarzy warszawskiej drużyny przed sezonem, wydawało się, że wszystko jest na odpowiednim miejscu, by porządnie przygotować się do rozgrywek i grać na trzech frontach. Pamiętamy końcówkę okna transferowego, pokaźne wzmocnienia. Trener Papszun przejmie Legię w bardzo głębokim kryzysie, a ten urlop, który lada chwila się zacznie, przyda się wszystkim na Łazienkowskiej. Nie tylko piłkarzom, ale też prezesom, dyrektorom sportowym. Oni wprawdzie klasycznego urlopu mieć nie będą, ale niech przewietrzą głowy. Niech spojrzą na to z innej perspektywy i poczynią ruchy, żeby naprawić cały proces. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że na wiosnę Legia będzie grała tak fatalnie jak obecnie.