Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty: Dlaczego z Legią jest tak źle?
Cezary Kucharski: Cezary Kucharski: Władza jest w rękach jednej osoby: Dariusza Mioduskiego. On najwidoczniej po prostu ma problem z doborem ludzi na odpowiednie stanowiska. Ilość błędów właściciela Legii skumulowała się w krótkim czasie, to nie przypadek, co dzieje się obecnie z Legią. Cztery lata temu Legia była w podobnej sytuacji, też walczyła o utrzymanie. Nie wiem, kogo słucha Dariusz Mioduski i kto mu doradza, w każdym razie ta osoba, lub osoby, nie robią tego dobrze, albo Mioduski nie rozumie podpowiedzi i podejmuje błędne decyzje.
Wydawało się, że Michał Żewłakow dobrze zna rynek i środowisko wokół Legii, a Fredi Bobić to ktoś z dużej piłki i ten duet wprowadzi drużynę na wyższy poziom.
Zupełnie nie wiem, z jakiego powodu – oprócz typowo PR-owego – zatrudniono w Legii Frediego Bobicia.
Jeżeli chodzi o Michała Żewłakowa to pamiętajmy, że na początku sezonu wybrał innego trenera – Aleksandara Vukovicia. Dariusz Mioduski zatrudnił ludzi od sportu, ale na końcu zablokował ich pomysł i sam jak rozumiem zdecydował na zagraniczną opcję. Jestem przekonany, że gdyby trenerem został Vuković, do takiej katastrofy w klubie by nie doszło. Nikt inny jak „Vuko” nie zna oczekiwania i atmosferę wokół zespołu. Dariusz Mioduski w największym stopniu ponosi teraz konsekwencje wizerunkowe i finansowe.
A sądzę, że swoje konsekwencje poniesie też Michał Żewłakow.
ZOBACZ WIDEO: Nie będzie wielkiego transferu? Słowa Brzęczka dają do myślenia
Zapłaci za wyniki zespołu głową?
Nie wiem, czy głową, czy nogą, ale moim zdaniem odpowie za to właśnie on.
Za dużo jest w Legii ludzi od podejmowania decyzji?
Na to wygląda. Jest dyrektor sportowy Żewłakow, nad dyrektor sportowy Bobić. Każdy ma swoją koncepcję, a finalnie decyduje właściciel. Znam środowisko piłkarskie: to ludzie, którzy nie lubią brać odpowiedzialności, a decyzje podejmowane są bez szerszej perspektywy.
Zakładam, że w Legii najpierw zabezpiecza się swoje interesy. Mało jest ludzi, którzy przewidują konsekwencje decyzji i myślą strategicznie. Przecież ci wszyscy ludzie: Żewłakow, Bobić, Iordanescu, skauci – są nowi. Nikt z nich nie znał obecnej Legii.
Iordanescu już nie ma, ale on nie znał siły ligi,piłkarzy. Wiedział jedynie, że Legia to największy klub w Polsce, ale nie znał przeciwników. Bobić przyszedł z nastawieniem, że u nas będzie łatwiej, bo to jest Polska i poziom będzie niższy niż w Niemczech. To samo „Żewłak”. Przez parę lat pracował w telewizji, był komentatorem, ale nie podejmował decyzji, nie negocjował, nie zarządzał .
Przez kilka lat, gdy w klubie był jeszcze Bogusław Leśnodorski, Żewłakow dobrze radził sobie na podobnym stanowisku.
To była Legia bardziej Bogusława Leśnodorskiego i Maćka Wandzela, inna niż obecna. W tamtej Legii było więcej osób, które znały wartość ligi i samej Legii. Przez brak rozeznania i wiedzy, w tym sezonie przyszły słabe wyniki, nietrafione transfery. W Legii wzięli napastników, jak Rajovicia i Colaka, którzy są słabsi niż Ilja Szkurin, a jego wypchnęli do GKS-u Katowice. Wspomnieć trzeba, że mieli też pecha, bo kontuzji doznał Jean-Pierre Nsame.
Nie docenili tego, co mają, a napastnik jest kluczowym graczem, bo wpływa na resztę drużyny. Jeśli strzela mało goli, jest przewidywalny, to inni piłkarzom też trudno czymś zaskoczyć. Poza tym: po tej grupie piłkarzy nie widać, że są drużyną. Masz wrażenie, że organizacja zespołu nie istnieje zwłaszcza, jeżeli porównamy Legię do Lecha, Rakowa czy Jagiellonii. Oni wiedzą, co chcą grać, nawet jeśli mają trochę gorszych wykonawców. W Legii tego nie widzę. To nie przypadek, to wybory ludzi.
Przyjście Marka Papszuna to zmieni?
Będzie miał ciężką orkę – i na boisku i w gabinetach. Będą duże oczekiwania od początku, a czasu brak. Pytanie, jak Papszun poradzi sobie w gabinetach. Tam odbywa się polityka, każdy odpowiada za swój ogródek, najwygodniej jest rozmywać odpowiedzialność i nie ponosić jej w trudnych sytuacjach, by w czasie kryzysu przetrwać. Tak jak teraz.
Da się ten sezon jeszcze uratować?
Moim zdaniem nie. Musiałoby dojść do wielkiej katastrofy całej ligi, innych klubów, a Legia musiałaby grać świetnie, by powalczyć o europejskie puchary.
Legia ma dziesięć punktów straty do europejskich pucharów.
A to efekt kolejnej głupiej, irracjonalnej decyzji powierzenia funkcji pierwszego trenera Inakiemu Astizowi. Przecież Legia straciła przez to miliony jak nie dziesiątki. W dziewięciu meczach zdobyli trzy punkty, odpadli z Pucharu Polski i Ligi Konferencji. Gdyby zostawiono Iordanescu, to przy jego średniej punktowej mieliby dziewięć punktów więcej. I byliby w czubie tabeli. To czysta matematyka. Zwolnienie Iordanescu było absurdalną decyzją w sytuacji, gdy klub nie miał gotowego nowego szkoleniowca. Nie wiem, czym Legia się kierowała. Zostawili zespół na pastwę losu, bez steru. To obłęd. Legia zagrała w totka. Może myśleli, że będą mieli szczęście.
Pewnie widząc w terminarzu między innymi dwa mecze z Piastem i Termalicą sądzili, że pójdzie łatwiej.
Jeżeli tak faktycznie było, to znaczy, że nie znają siły tej ligi, nie mają pokory i nie wiedzą czym jest Legia. Wygląda na to, że Darek Mioduski nadal nie rozumie Legii.
Te wszystkie zarzuty, krytykę i żale trzeba kierować tylko w stronę prezesa?
Kibice słusznie kierunkują pretensje do Darka Mioduskiego. To za jego rządów Legia ponownie jest w strefie spadkowej, trend nie jest dobry. Tylko on ostał się z grona ludzi, którzy doprowadzili do tego cztery lata temu.
Mioduski powinien zrezygnować?
Nie wierzę, że Dariusz Mioduski sprzeda Legię. Kwestia jego stanu portfela i satysfakcji z tego, co dzieje się wokół klubu na pewno przemawia za sprzedażą. Pewnie inaczej wyobrażał sobie rzeczywistość kupując Legię. Nie chcę wchodzić w ten wątek, to pytanie bardziej do prezesa. Stojąc lekko w obronie Mioduskiego powiem tylko, że kibice na całym świecie mają pretensje właśnie do właściciela, gdy ich klub nie ma wyników. Rzadko kiedy fani doceniają właścicieli, raczej ich krytykują.
Zbigniew Boniek ma rację mówiąc, że Mioduski powinien wybrać prezesa i pozostać tylko właścicielem?
Historia pokazuje, że Mioduskiemu idzie coraz gorzej. Lepiej dla niego, dla jego portfela, by może coś zmienił? On nie ma nawet szczęścia. Generalnie nie wierzę w szczęście w piłce, ale raczej prezes Legii wchodzi głównie pod górkę. Obserwuję Legię od dawna i jestem zdumiony jego decyzjami. Zrobić tyle zmian w tak krótkim czasie na kierowniczych stanowiskach? Bardzo ryzykownie, dlatego mamy taki finał.
Pan obawia się spadku Legii?
Z Markiem Papszunem nie. Jeśli Legia postawiłaby na kolejny trenerski, zagraniczny wynalazek, to zakładałbym, że to może się wydarzyć. Dalsze eksperymenty mogłyby do tego doprowadzić.
Co pan czuje, oglądając Legię na boisku?
Wyzbyłem się kibicowskich emocji, miałem je w młodym wieku, gdy marzyłem o grze w piłkę i gdy zawodowo grałem w piłkę. Jako menadżer piłkarzy patrzę dziś na sport pod kątem rozrywki i analizy związków przyczynowo-skutkowych. W tym sezonie w Legii skumulowało się wiele irracjonalnych decyzji. W Legii i tak mają jednak szczęście.
Dlaczego?
Bo właściciel Rakowa pozwolił Markowi Papszunowi odejść. Gdybym to ja był właścicielem Rakowa, nigdy bym nie oddał trenera w trakcie sezonu. Dariusz Mioduski powinien wysłać Michałowi Świerczewskiemu szampana z podziękowaniami.
rozmawiał Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty