• *Prezentowana treść nie jest stanowiskiem Onetu, ale opinią autora. Tekst ukazał się w portalu Deon.pl. Materiał pokazujemy w ramach Programu Partnerskiego Onetu.
  • Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

Wacław Oszajca SJ — jezuita, poeta i publicysta, absolwent KUL, wykładowca homiletyki w Collegium Bobolanum Papieskiego Wydziału Teologicznego. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Autor wielu książek, w tym kilku tomów poetyckich.

Partnerstwo nie polega na wykorzystywaniu trudnego położenia, w jakim aktualnie znajduje się nasz partner — czy rzeczywiście tylko partner? — do podnoszenia spraw nawet ważnych, które jednak mogą poczekać i to z oczywistego powodu. Nasz partner, czy po prostu naród ukraiński, od wielu lat zmaga się ze śmiertelnym zagrożeniem, i jeśli coś dobrego możemy zrobić, to chwilowo odłożyć na bok historyczne zaszłości, i na wszelkie sposoby wspierać ten naród w jego walce o godne warunki, życie dla siebie, ale i dla nas.

  • Jakie problemy akcentowane przez polskie społeczeństwo są ważne dla partnerstwa?
  • Co według autora oznacza partnerstwo w kontekście tej sytuacji?
  • Jakie są konsekwencje domagania się ekshumacji od Ukrainy?
  • Dlaczego autor uważa, że nie powinniśmy porównywać siebie z Ukraińcami?

Aby tak się stało, partnerstwo nie wystarczy, trzeba znacznie mocniejszych więzów, których daleko szukać nie musimy — więzów solidarności. Czy pamiętamy jeszcze kazanie Jana Pawła II do ludzi morza wygłoszone w 1986?: „W imię przyszłości człowieka i ludzkości trzeba było wypowiedzieć to słowo «solidarność». Dziś płynie ono szeroką falą poprzez świat, który rozumie, że nie możemy żyć wedle zasady «wszyscy przeciw wszystkim», ale tylko wedle zasady «wszyscy z wszystkimi», «wszyscy dla wszystkich»”.

Wacław Oszajca SJDeon.pl

Wacław Oszajca SJ

„Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. Oszajca SJ: „Druga prawda wiary” to herezja

Ukraińcy dla nas to nie partnerzy, ale siostry i bracia, jak wszyscy ludzie w człowieczeństwie, w pokrewieństwie etnicznym i kulturowym, przez wieki współobywatele i współwyznawcy w wierze chrześcijańskiej, żydowskiej i muzułmańskiej. Dlatego w obecnym czasie, bez względu na powody, zmuszanie ich do ekshumacji, rozkopywania starych grobów, gdy oni muszą kopać nowe dla swoich synów i córek, rodziców, przyjaciół, jest nieludzkie. Tak samo, jak wypominanie i domaganie się wdzięczności. To Ukraińcy giną, a nie my, oni nas osłaniają za cenę tysięcy zabitych — nie próbujmy więc za ich plecami, i na ich koszt, kręcić swoje interesy i interesiki pod pretekstem wsłuchiwania się w „akcentowane przez polskie społeczeństwo problemy”. Kto tu komu powinien być wdzięczny?

A ponieważ zacytowane na wstępie słowa wypowiedział człowiek, mniejsza o urząd, jaki pełni, który nieraz publicznie oświadczał, że jest katolikiem, muszę zapytać, jak ma się ta jego wypowiedź do wypowiedzi Pawła Apostoła?: „Bracia (…) Jedni drugim noście brzemiona, a tak wypełnicie prawo Chrystusa. Jeśli ktoś sądzi, że jest kimś ważnym, podczas gdy nim nie jest, sam siebie oszukuje. Każdy niech osądza swoje czyny i w sobie niech znajduje powód do chluby, a nie w porównywaniu się z innymi. Każdy bowiem poniesie swój własny ciężar” (Gal 6, 1-5).

Oczywiście, jak się ktoś uprze, to i te słowa zamiast do siebie, jak chce Apostoł, odniesie przeciw Ukraińcom.

„Jest czas zabijania i czas gojenia ran, czas burzenia i czas budowania (…) Jest czas wojny i czas pokoju” (por. Koh 3, 1-10), stąd dobrze jest wiedzieć, w jakich czasie żyjemy i pośród jakich ludzi jesteśmy. Czy po stronie tych, którzy zabijają i burzą, czy tych opatrujących rany duchowe, psychiczne i fizyczne, czy jesteśmy po stronie złoczyńcy, czy jego ofiar? Łatwo bowiem owo „akcentowanie spraw” przez polskie społeczeństwo pomylić z wolą Boga. Cyprian Norwid pozostawił nam fraszkę pod tytułem „Dewocja”, której treść odnosi się do naszych zachowań osobistych, ale i społeczno-politycznych:

Dewocja krzyczy: «Michelet wychodzi z kościoła».

Prawda; Dewocja tylko tego nie postrzegła,

Że za kościołem c z ł o w i e k o ratunek woła,

Że kona — że ażeby krew go nie ubiegła,

To ornat drze w pasy i związuje rany

*

A faryzeusz mimo idzie zadumany…