Piątkowe kwalifikacje w Engelbergu pogłębiły niepokój wokół dyspozycji Kamila Stocha. Po słabych treningach, w których zajął 61. i 43. miejsce, w kwalifikacjach był dopiero 38. To wystarczyło do awansu, ale nie pozostawiło złudzeń – forma wciąż daleka od oczekiwanej.

Sobotni konkurs był próbą powrotu do podstaw. Stoch i trener Michal Dolezal postawili na prosty plan. – Normalnie skakać, normalnie. Nie będę wchodził w szczegóły, bo to jest bez sensu. Pozycja najazdowa, pchać do ziemi. Tyle. Taki był plan – zdradził zawodnik w rozmowie ze skijumping.pl.

Efekt? 126,5 metra w pierwszej serii i 125 metrów w drugiej. Dwa solidne skoki wystarczyły na 22. miejsce. Bez błysku, ale też bez dramatów. Co ważniejsze – po konkursie Stoch brzmiał spokojniej. Choć przyznał, że niedawno czuł się całkowicie zagubiony.

– Myślę, że w tym się też zgubiłem, że cały czas chciałem gonić i zbyt wszystko traktowałem tak, że już jest coraz bliżej, że to już, już, już… aż w końcu system mi się zawiesił – opisał.

Jak dodał, stanął przed prostym wyborem: – Miałem dwie drogi: albo wylądować na oddziale zamkniętym, albo wrzucić na luz. I staram się wrzucić na luz.

22. miejsce w Engelbergu nie jest sukcesem, ale dla trzykrotnego mistrza olimpijskiego był to dzień, który – jak sam mówi – dał mu satysfakcję. – Nie wiem, na jak długo to potrwa, ale dzisiaj był dobry dzień – taki normalny – podsumował.

ZOBACZ WIDEO: Oto jakie zdanie o trenerze polskich skoczków mają kibice