Na trzy dni przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. Władimir Putin stwierdził, że współczesna Ukraina została „w całości i w pełni stworzona przez bolszewicką, komunistyczną Rosję Lenina”. Jak twierdził, Ukraina zajmuje „historycznie rosyjskie ziemie”, które rzekomo należą do Moskwy.

W ostatnich tygodniach Putin ponownie powtarza te wojownicze brednie — kierując je zarówno do własnego, zdyscyplinowanego społeczeństwa, jak i do łatwowiernych lub nieświadomych odbiorców na Zachodzie.

Te twierdzenia stały się ideologicznym fundamentem wojny, która pochłonęła już setki tysięcy ofiar.

Rodzą one jednak proste pytanie: kto tak naprawdę wyznaczył granice Ukrainy i dlaczego Putin nie chce ich uznać?

Odpowiedź nie odsłania żadnej realnej krzywdy, lecz imperialne urojenia i odwieczną rosyjską manię ekspansji — zjawiska, które zagrażają powojennemu porządkowi międzynarodowemu oraz pokojowi i bezpieczeństwu nie tylko w Europie, ale i na świecie.

Warto więc przypomnieć kilka podstawowych faktów.

Obecne, prawnie uznane granice Ukrainy nie są wymysłem nacjonalistów ani narzuconym przez Zachód tworem. Wyłoniły się one wraz z rozpadem Związku Radzieckiego w 1991 r. Zgodnie z zasadami prawa międzynarodowego nowe państwa dziedziczą istniejące granice administracyjne. Ukraina przejęła więc granice Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej w ich kształcie z 1991 r. — włącznie z Krymem, który w 1954 r. został przekazany z Rosyjskiej SRR do Ukraińskiej SRR decyzją władz sowieckich.

Rosja te granice wielokrotnie i jednoznacznie uznała. W 1994 r., w ramach Memorandum Budapeszteńskiego, Rosja — wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią — zobowiązała się do poszanowania integralności terytorialnej Ukrainy w zamian za oddanie przez Kijów trzeciego co do wielkości arsenału nuklearnego na świecie. W 2003 r. sam Putin podpisał traktat uznający granicę, w tym status Cieśniny Kerczeńskiej i Morza Azowskiego. Nikt Rosji do tych umów nie zmuszał.

Prawo międzynarodowe jest w tej kwestii jednoznaczne: podboje terytorialne są zakazane. Zasada ta, zapisana w Karcie Narodów Zjednoczonych, narodziła się w ruinach II wojny światowej. Rosja — jako stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ — jest nią związana w sposób szczególny. Zakazane są również zbrodnie wojenne, czystki etniczne i ludobójstwo.

Perspektywa Ukrainy

Z punktu widzenia Ukrainy jej granice są legalne, potwierdzone międzynarodowymi traktatami i dobrowolnie uznane przez Rosję.

Potwierdziła je także demokracja. W referendum z 1 grudnia 1991 r. aż 91 proc. obywateli Ukrainy opowiedziało się za niepodległością w istniejących granicach.

Dotyczyło to również regionów w większości rosyjskojęzycznych — takich, które stały się nimi na skutek masowych przesiedleń Rosjan, przymusowej rusyfikacji i represji. Na Krymie „za” głosowało 54 proc. wyborców, w obwodach donieckim i ługańskim odpowiednio 84 proc. i 83 proc.

Putin ignoruje te fakty, bo są dla niego niewygodne. Woli odwoływać się do mglistej przeszłości Rusi Kijowskiej (która istniała na długo przed pojawieniem się Moskowii — protoplastki dzisiejszej Rosji) oraz do carskich podbojów.

Ukraińska tożsamość narodowa istniała na długo przed Leninem i ZSRR. Już w 1648 r. francuski kartograf Guillaume Le Vasseur de Beauplan opublikował szczegółowe mapy oznaczone jako „Ukraina” lub „Ziemia Kozaków”, które przez ponad stulecie były rozpowszechniane w całej Europie.

W 1648 r. kozacki przywódca Bohdan Chmielnicki rozpoczął powstanie przeciwko polskiemu panowaniu, które przerodziło się w wojnę wyzwoleńczą i doprowadziło do powstania państwa nazywanego Ukrainą, postrzeganego jako spadkobierca Rusi Kijowskiej.

Zawarty w 1654 r. sojusz z carem Rosji w Perejasławiu szybko okazał się brzemienny w skutki — kilka lat później Chmielnicki zmarł, żałując tej decyzji, a w 1667 r. Moskwa i Polska dokonały rozbioru Ukrainy wzdłuż Dniepru.

Próba wyrwania się spod rosyjskiej dominacji podjęta w 1709 r. przez Iwana Mazepę, sprzymierzonego ze Szwecją przeciwko Piotrowi Wielkiemu, zakończyła się klęską pod Połtawą, po której Moskwa ogłosiła się Imperium Rosyjskim, a Ukraińców zaczęto określać mianem „Małorosjan”.

Podsumowując te dzieje, Wolter napisał w 1731 r.: „Ukraina zawsze dążyła do wolności.”

Bohdan Chmielnicki składa przysięgę na wierność Rosji. Rosyjska grafika z 1910 r.

Bohdan Chmielnicki składa przysięgę na wierność Rosji. Rosyjska grafika z 1910 r.Wikipedia

Po rewolucji 1917 r. Ukraina na krótko odzyskała niepodległość i została uznana na mocy traktatu brzeskiego z 1918 r. — przez Niemcy, Austro-Węgry, Turcję, Bułgarię, a nawet bolszewicką Rosję.

Siła ukraińskiego ruchu narodowego zmusiła Lenina do formalnego uznania istnienia sowieckiej Ukrainy jako republiki związkowej ZSRR — co dla Ukraińców i innych nierosyjskich narodów oznaczało w istocie odtworzenie imperium rosyjskiego pod nową nazwą i nową ideologią.

W 1945 r. Ukraińska SRR została członkiem-założycielem ONZ, zachowując ten status także po uzyskaniu niepodległości.

Trudno uznać to wszystko za cechy „wymyślonego narodu”.

Fakty, których Kreml nie chce uznać

Putinowskie rewizjonistyczne podejście do granic wpisuje się w wielowiekowy rosyjski schemat negowania ukraińskiej tożsamości. W lipcu 2021 r. Putin opublikował liczący około 5000 słów esej, w którym twierdził, że Rosjanie i Ukraińcy to „jeden naród”, a ukraińska tożsamość jest sztucznym tworem.

To nie jest rzetelna analiza historyczna — to imperialna propaganda oparta na kłamstwie.

Schemat jest dobrze znany: imperium twierdzi, że podbici nie są odrębnym narodem, a jedynie „zbłąkaną” częścią narodu dominującego. Ich język to „dialekt”, kultura — prowincjonalna, a niepodległość — efekt obcych intryg. Tak Brytyjczycy mówili o Irlandczykach, Francuzi o Algierczykach, reżim Franco o Katalończykach. Rosja od wieków mówi tak o Ukraińcach.

W XIX wieku Rosja zakazała używania języka ukraińskiego w druku i edukacji. W latach 30. XX wieku Stalin wywołał ludobójczy głód, który zabił miliony Ukraińców, i zniszczył elitę kulturalną kraju.

W 2014 r. Rosja zaanektowała Krym i rozpętała wojnę w Donbasie. Putin twierdzi, że został do tego zmuszony przez rzekomy, inspirowany przez Zachód zamach stanu w Kijowie.

W rzeczywistości Ukraińcy sami zbuntowali się przeciwko skorumpowanemu prezydentowi, który blokował europejskie aspiracje kraju i coraz bardziej uzależniał go od Moskwy. To, co nastąpiło później, było jawnym pogwałceniem prawa suwerennej Ukrainy do samostanowienia i ingerencją Rosji w sprawy niepodległego sąsiada.

Żołnierze z batalionu specjalnego należącego do 59. brygady szturmowej Ukrainy biorą udział w ćwiczeniach szkoleniowych w pobliżu Donbasu, Ukraina, 20 marca 2025 r.

Żołnierze z batalionu specjalnego należącego do 59. brygady szturmowej Ukrainy biorą udział w ćwiczeniach szkoleniowych w pobliżu Donbasu, Ukraina, 20 marca 2025 r.AA/ABACA / PAP

W 2022 r. Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję, rzekomo w obronie rosyjskojęzycznych mieszkańców Donbasu. Tymczasem rosyjskie wojska nie zostały tam powitane jako wyzwoliciele.

Co znamienne, to właśnie Ukraińcy rosyjskojęzyczni — a nawet etniczni Rosjanie lojalni wobec demokratycznych, europejskich wartości Ukrainy — stanowią dziś trzon oporu przeciwko rosyjskiej agresji, zarówno na froncie, jak i w takich miastach jak Charków, Odessa czy Dniepr.

Mamy więc do czynienia z podręcznikowym imperialnym rewizjonizmem. Każde imperium twierdziło, że jego podboje są „zjednoczeniem”, a podporządkowane narody są „wyzwalane” z rzekomo sztucznych podziałów.

Argumenty Putina nie są niczym wyjątkowym — to klasyczna imperialna retoryka, wyróżniająca się jedynie bezczelnością w XXI wieku.

Sedno sprawy jest jasne: Rosja nigdy nie pogodziła się z ukraińską niepodległością, bo jej uznanie oznaczałoby definitywny koniec imperium. Do tego dochodzą dodatkowe motywy — chęć przejęcia ukraińskich ziem, bogactw rolnych i mineralnych oraz potencjalnych złóż energii na wschodzie kraju i na Morzu Czarnym.

Demokracja to zagrożenie

W gruncie rzeczy obsesja Putina na punkcie granic Ukrainy nie dotyczy ani granic, ani nawet zasobów naturalnych. Chodzi o legitymację władzy.

Putin nie boi się rozszerzenia NATO — boi się Ukrainy jako udanego, demokratycznego państwa europejskiego.

Niepodległa i prosperująca Ukraina podważa fundamenty jego reżimu: narrację, że demokracja to zachodni narzut, a naturalnym porządkiem w rosyjskiej strefie wpływów jest despotyzm wspierany przez Cerkiew prawosławną.

Pomarańczowa Rewolucja w 2004 r. [czyli masowe, pokojowe protesty przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim w Ukrainie] i Euromajdan w 2014 r. [czyli protesty, które zakończyły się obaleniem prorosyjskiego prezydenta i wyborem drogi integracji z Europą] pokazały, że Ukraińcy chcą demokracji i integracji z Europą, a nie rosyjskiej dominacji.

Nie były to żadne „spiski CIA”, lecz autentyczne ruchy społeczne. Zagrażały one putinowskiemu modelowi archaicznego despotyzmu, pokazując, że alternatywą dla putinowskiego neofaszyzmu nie jest chaos i moralny upadek, lecz demokracja.

Wybór, przed którym stoi świat

Granice Ukrainy zostały wyznaczone przez prawo międzynarodowe i potwierdzone traktatami podpisanymi przez Rosję.

Wojna rosyjsko-ukraińska nie dotyczy bezpieczeństwa, rozszerzenia NATO ani ochrony rosyjskojęzycznych mniejszości. To wojna o imperializm — o odmowę pogodzenia się z faktem, że epoka imperiów dobiegła końca, że Ukraina jest suwerenna, a Ukraińcy sami decydują o swojej przyszłości.

Mapa, której Putin nie potrafi zaakceptować, to mapa XXI wieku. Jego wojna ma ją cofnąć do XIX stulecia.

Pytanie brzmi: czy świat mu na to pozwoli? Odpowiedź zadecyduje nie tylko o przyszłości Ukrainy, lecz także o losie całego porządku międzynarodowego.