Okazuje się, że Jake Paul i Anthony Joshua nie byli jedynymi znanymi osobistościami, którzy starli się w miniony piątek w Kaseya Center w Miami. Kontrowersyjny youtuber Jack Doherty, znany z m.in. wpadania na nieznajomych i ukrywania się później za ochroniarzami, trafił tym razem na… byłego mistrza UFC wagi ciężkiej – Andreia Arlovskiego.
Na nagraniach ze zdarzenia widać, jak Doherty miał na koszulce mikrofon bezprzewodowy i nagrywał przejście za kulisami. Nagle wszedł w Białorusina po czym wywiązała się potężna szarpanina, w której Arlovski dosłownie bił się z współpracownikami Doherty’ego (zobacz na samym dole).
ZOBACZ WIDEO: Zaskakujące słowa Szpilki. „Miałem tego nie mówić, ale teraz mogę”
Były zawodnik UFC twierdzi, że to ekipa influencera zaczepiła go podczas nagrywania swojego materiału. – Przede wszystkim nikogo nie pobiłem, tylko zatrzymałem zagrożenie. Grozili mnie, mojej żonie, mojemu dziecku i koledze. Zrobiłem to, co powinien zrobić każdy mężczyzna – stwierdził.
Arlovski nie ma wątpliwości, dlaczego doszło do szarpaniny. – Chcieli treści na swoją stronę, pewnie łatwego materiału na YouTube. Może dlatego, że jestem starszy. Trzech idiotów i duży ochroniarz – stwierdził Arlovski.
46-latek przyznał, że otrzymał jeden cios. Uspokoiła go żona, gdy – jak mówi – był „o krok od wybuchu”. Po mniej niż minucie ochroniarze rozdzielili strony. Zawodnik odjechał windą, a influencer oddalił się z miejsca zdarzenia.
– Ten gość był podstępny. Uderzył z zaskoczenia, skutecznie chował się za plecami ochroniarza i uciekł – relacjonował Arłowski.