Przez lata zapowiadano go jako jednego z najbardziej utalentowanych młodych skoczków w Polsce. Kariera Łukasza Podżorskiego zakończyła się jednak bardzo wcześnie, a on sam wybrał zupełnie inną drogę. Dziś realizuje się poza skocznią i zdobywa uznanie w całym kraju.
Jeszcze jako dziecko wszedł w świat skoków narciarskich w czasie, gdy sukcesy Adam Małysza rozpalały wyobraźnię kibiców. Podżorski od początku uchodził za zawodnika pracowitego i zdolnego, a kolejne sezony potwierdzały, że ma predyspozycje do poważnego uprawiania sportu.
ZOBACZ WIDEO: Oto jakie zdanie o trenerze polskich skoczków mają kibice
Przełomem w jego rozwoju była współpraca z Janem Szturcem. – Trener zobaczył we mnie potencjał. Zresztą widzę, że teraz wciąż wykorzystuję ten talent. Myślę, że po prostu mam predyspozycje do ciężkiej roboty – mówił w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet. Startował w FIS Cup, gdzie stawał na podium, oraz w Pucharze Kontynentalnym, jednak nigdy nie wystąpił w zawodach Pucharu Świata.
Decyzja o zakończeniu kariery zapadła szybko i nie należała do najłatwiejszych. Podżorski rozstał się ze skokami w wieku 20 lat, a pierwsze miesiące po odejściu były dla niego okresem wątpliwości. – Przez pierwszy rok może trochę żałowałem decyzji o zostawieniu skoków, ale im dalej w życie, tym większe było poczucie stabilizacji, nie było już tak, że wszystko jest zależne od formy, więc nabrałem spokoju i dystansu, zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję ich do szczęścia – przyznał.
Z czasem znalazł nową przestrzeń do rywalizacji i rozwoju w kolarstwie górskim. W Wiśle prowadzi własny serwis rowerowy PODZOR_BikeService i współpracuje z czołowymi zawodnikami w kraju. – Współpracuję z dwoma najmocniejszymi kolarzami górskimi w Polsce, zresztą z całym teamem JBG-2. Poza tym dostaję przesyłki z całego kraju z rowerami do serwisu. Nawet z Gdańska, więc to miłe, że ludzi woleli przesłać rower do mnie na drugi koniec Polski niż do lokalnych specjalistów – podkreślał.
Były skoczek nie rezygnuje również z własnych startów, choć stawia sobie realistyczne cele. – Zacząłem mając 20 lat, więc dam radę zbudować formę do pewnego poziomu, raczej nie ma już co marzyć o startach w Pucharze Świata. Stawiam na lokalne zawody, ewentualnie w Czechach. Po głowie cały czas chodzą mi wyścigi etapowe typu Swiss Epic albo 4Islands – mówił. Jak zaznacza, doświadczenie ze skoków bardzo pomogło mu w nowej dyscyplinie, zwłaszcza w technice i oswojeniu z prędkością.