- Jak dyrektor ośrodka w Puławach odpowiada na zarzuty;
- Jaka jest linia obrony oskarżonego mężczyzny;
Historię dyrektora Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego (MOW) w Puławach opisywaliśmy kilka dni temu. Mężczyzna usłyszał zarzuty karne związane z użyciem siły wobec jednego z wychowanków (art. 207 Kodeksu karnego), w tym z umieszczeniem go w izolacji i z przekroczeniem uprawnień (art. 231 kk). Mimo to wciąż jest dyrektorem i pracuje. Do starostwa powiatowego, które jest dla MOW organem prowadzącym, na razie nie dotarły żadne oficjalne informacje z prokuratury.
Śledztwo jest w toku – prokuratura nie ujawnia, co Dawid G. zeznał w czasie przesłuchania. Natomiast sam dyrektor ośrodka – w przesłanym nam stanowisku – napisał, że w chwili obecnej, razem ze swoim pełnomocnikiem czekają „na sporządzenie uzasadnienia na piśmie przedstawionych mu zarzutów”. „Następnie nie wykluczam złożenia wniosków dowodowych w sprawie. Na tym etapie nie został jeszcze złożony akt oskarżenia do sądu. Będę chciał zapoznać się również z aktami sprawy, ponieważ decyzja prokuratury jest dla mnie niezrozumiała” – napisał w mailu przesłanym dziennikarce TOK FM.
Jak dodał, sprawę ewentualnego przekroczenia uprawnień badała wcześniej komisja dyscyplinarna dla nauczycieli przy wojewodzie lubelskim i nie postawiła mu zarzutu. „Wniosek z kontroli Kuratorium Oświaty jednoznacznie wskazuje, że umieszczenie nieletniego w izbie chorych było zasadne” – napisał nam dyrektor, apelując by „nie formułować wobec niego wyroków przed prawomocnym rozstrzygnięciem sprawy”.
Wcześniej nastolatek, wobec którego miała być użyta siła (potwierdził to w rozmowie z nami; dziś jest już pełnoletni), przy wsparciu dziadka i adwokata złożył w sądzie rodzinnym zażalenie na działanie dyrektora. Sąd przyznał mu rację i w prawomocnym już rozstrzygnięciu uznał, że użycie środka przymusu bezpośredniego było „niezasadne, nielegalne oraz nieprawidłowe”.
„Nieznane są mi motywy rozstrzygnięcia sądu rodzinnego” – napisał nam dyrektor MOW w Puławach. „Nie zostałem zapoznany z rozstrzygnięciem sprawy oraz jego motywami. Proszę wierzyć, że naprawdę wobec pijanego, agresywnego, nieprzewidywalnego (takiego określenia użyto w epikryzie po pobycie w szpitalu chłopca) wobec nieskuteczności środków oddziaływania psychologiczno-pedagogicznego byłem zmuszony do użycia środka przymusu bezpośredniego. Wychowanek może dochodzić zadośćuczynienia na drodze postępowania cywilnego. Nigdy nie uderzyłem żadnego wychowanka (…) jestem szczególnie wyczulony na bezpieczeństwo chłopców. Oni są najważniejsi w ośrodku” – wskazał w przesłanej nam odpowiedzi.
Dyrektor a stworzona przez niego rodzina zastępcza
Jak pisaliśmy, zastrzeżenia wielu urzędników – w tym etyczne – wzbudził fakt, że dyrektor mniej więcej trzy miesiące po objęciu funkcji w MOW złożył w sądzie wnioski o zostanie rodziną zastępczą dla kilku chłopców – jego podopiecznych z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego. Dziś przekonuje, że miał wyłącznie dobre intencje, że chciał chłopcom pomóc (mówił to także wcześniej w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Lublinie – przyp. red.). „Jeszcze przed podjęciem pracy w ośrodku wychowawczym planowaliśmy z żoną założenie rodziny zastępczej. Pomoc innym daje nam satysfakcję i uszlachetnia. Jest to zgodne z naszym systemem wartości, oboje jesteśmy pedagogami i tak zostaliśmy wychowani, żeby pomagać potrzebującym” – napisał w przekazanym nam mailu. Dlaczego stworzył rodzinę zastępczą dla tych, a nie innych chłopców? Bo – jak napisał – „mieli najbardziej skomplikowane sytuacje życiowe” (brak rodziny, zamieszkiwanie w domu dziecka – przyp. red.).
Lubelski MOPR, który koordynuje rodziny zastępcze i je kontroluje, o tym, że powstała nowa rodzina zastępcza, dowiedział się wtedy, gdy dyrektor pojawił się w MOPR z wnioskiem o pokrycie kosztów utrzymania dziecka (1517 zł na każde dziecko i 800 plus na każdego z chłopców). – Z uwagi na to, że pan dostarczył nam postanowienie z sądu, został objęty wsparciem koordynatora rodzinnej pieczy zastępczej oraz zostały wyznaczone oceny sytuacji dziecka umieszczonego w rodzinie zastępczej. Najpierw był to jeden chłopiec, potem dwóch kolejnych. Wtedy, na początku, sądy nie prosiły nas o opinię – mówiła w TOK FM Agnieszka Janik, kierownik działu do spraw rodzinnej pieczy zastępczej i asysty rodzinnej Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie.
Jak wyjaśniała, każda rodzina zastępcza jest zobowiązana do ukończenia specjalistycznego szkolenia. Tyle że warunkiem ukończenia szkolenia jest odbycie 10 godzin praktyk w zawodowej rodzinie zastępczej lub w rodzinnym domu dziecka. – Ale jako, że w międzyczasie otrzymaliśmy niepokojące informacje na temat tej rodziny zastępczej, to nie skierowaliśmy pana i jego żony na takie praktyki. Z uwagi na powyższe nie wydaliśmy świadectwa ukończenia szkolenia – powiedziała nam Agnieszka Janik. Rodzina próbowała odwoływać się do sądu – sąd uznał, że MOPR miał prawo takiego świadectwa ukończenia kursu nie wydać.
O jakich niepokojących informacjach mowa? Związanych m.in. z pocałowaniem w usta jednego z wychowanków (co jest odnotowane przez MOPR w oficjalnych dokumentach), ale nie tylko. Agnieszka Janik z uwagi na dobro sprawy i na samych wychowanków nie chciała mówić o szczegółach – przyznała jedynie, że niepokojące sygnały trafiły do niej od jednego z wychowanków i z jednego ze szpitali, dlatego zawiadomiła prokuraturę.
Śledztwo w Prokuraturze Rejonowej w Lublinie – co potwierdziła nam prokurator Agnieszka Kępka – trwa od wielu miesięcy. Obecnie od czerwca 2025 roku jest zawieszone, bo trwa oczekiwanie na opinię biegłego psychologa, a jej wydanie się opóźnia. Prokuratura wysłała już do biegłego monity o przyspieszenie prac. Czego dotyczy to postępowanie? – Doprowadzenia – przez nadużycie stosunku zależności – małoletniego do poddania się czynności seksualnej. Jest to postępowanie, które toczy się w kierunku art. 199 paragraf 2 i 1 Kodeksu karnego. Jest prowadzone w sprawie, nikomu nie przedstawiono zarzutów – powiedziała prokurator Kępka. Sam dyrektor – w przesłanej nam odpowiedzi – do tego wątku się nie odniósł.
Szczegółowo opisał natomiast, w jakiej sytuacji prawnej i rodzinnej byli chłopcy, którzy trafili do jego rodziny zastępczej (wskazał m.in. na próbę samobójczą jednego z nich). Przesłał nam również decyzje sądów i ich uzasadnienia, jak również listy, które chłopcy mieli pisać do niego ze szpitali psychiatrycznych, w których przebywali. Dołączył również link do filmu nakręconego w MOW w Puławach. Jeden z chłopców opowiadał w nim, że chciał trafić do rodziny zastępczej dyrektora. Tyle że zastrzeżenia do filmu zgłaszali pracownicy kilku instytucji, wskazując, że pokazane są na nim wizerunki nastolatków umieszczonych w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Puławach (dlatego nie zamieszczamy linku do tego filmu, który ciągle jest dostępny na YouTube), co – według wielu – nie powinno mieć miejsca.
Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie miał jednak sporo zastrzeżeń wobec tego, jak prowadzona była rodzina zastępcza. – Pan przedstawiał się jako osoba, która ma bardzo bliskie więzi z chłopcami, natomiast trudno było jednoznacznie ocenić, czy po tak krótkim czasie te więzi można nawiązać. Mieliśmy wobec tego wątpliwości. Poza tym informacje przekazywane przez państwa były niepełne, okazywało się również, że nieprawdziwe. Warunki mieszkaniowe również były niepokojące. Problemem było m.in. to, że chłopcy na co dzień przebywali w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym, a następnie w szpitalu, więc nie mogliśmy z nimi porozmawiać. Nasz koordynator rodzinnej pieczy zastępczej na początku do tej konkretnej rodziny chodził sam, ale zgłaszał, że nie ma możliwości zobaczenia warunków, w jakich chłopcy mogą wypoczywać czy mieć warunki do nauki. Pan mówił naszemu koordynatorowi, że w domu trwa cały czas remont. Potem do rodziny chodziło już więcej pracowników, nawet trzech jednocześnie, by zweryfikować podawane przez rodzinę informacje. Nie mogliśmy stwierdzić, że te warunki są odpowiednie dla chłopców. Rodzina przekonywała, że chłopcy przyjeżdżają czasami na weekendy, ale to też były spotkania pojedyncze. Nasze wątpliwości budził też fakt, że mimo, że w rodzinie zastępczej było trzech chłopców, na weekendy przyjeżdżał raz jeden, raz drugi, raz trzeci. To w naszej ocenie mogło rodzić zazdrość wśród nastolatków. Nie mogliśmy też ocenić relacji miedzy państwem a chłopcami, bo nie pozwalano nam zobaczyć, jak funkcjonują na co dzień w tej rodzinie – opowiadała nam Agnieszka Janik.
Dyrektor jednak zaprzecza tym zarzutom. „Wbrew temu, co podaje MOPR w Lublinie, chłopcy byli urlopowani wielokrotnie. Stosowne wpisy były dokonywane w dokumentacji ośrodka (…). Posiadam własnościowe mieszkanie o powierzchni ok. 70 metrów kwadratowych. Chłopcy mieli miejsce do spania, meble na rzeczy, rodzinną atmosferę” – napisał też w udzielonej nam odpowiedzi.
Dawid G. pobierał na chłopców określone środki finansowe. Co z nimi robił? „K. pieniądze z 800plus wydawał na bieżąco (było to ok. 4 tys. zł) na buty, spodnie, telefon, etc. H. przelałem środki na jego konto bankowe. Natomiast w dalszym ciągu jestem w posiadaniu środków K. W styczniu kończy 18. rok życia, ale aktualnie przebywa w areszcie śledczym (…). Poprosiłem prokuraturę w Warszawie o informacje dotyczące możliwości spotkania się i ustalę z nim, w jaki sposób będzie chciał dysponować tymi środkami” – napisał nam dyrektor.
W mailu zaprzeczył też, jakoby to on sam umieścił chłopców w szpitalach psychiatrycznych. „Wszyscy trzej byli/są uzależnieni od środków psychoaktywnych. W przypadku dwóch sąd zlecił biegłym sądowym ich diagnozę (przez dwóch lekarzy psychiatrów i psychologa), następnie w oparciu o przepisy ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich sąd zastosował wobec nich środek leczniczy w postaci umieszczenia w zakładzie leczenia uzależnień (…). W przypadku trzeciego miał on epizod w listopadzie 2023 r. związany z nawrotem uzależnienia i sam prosił (osoby od 16. roku życia muszą wyrazić zgodę), aby pomóc mu w znalezieniu ośrodka terapeutycznego, i tak też się stało” – wyjaśnił dyrektor.
„Uważam, że nietyczne jest patrzenie na krzywdę drugiego człowieka (ZWŁASZCZA DZIECKA) i niereagowanie. Sądy, które umieszczały chłopców w rodzinie zastępczej po wywiadach kuratorów (którzy sprawdzali warunki mieszkaniowe), wysłuchaniu małoletnich, kierując się ich najlepiej rozumianym dobrem umieściły ich w rodzinie zastępczej. Bardzo duże wsparcie w tej działalności otrzymywałem od współpracowników z ośrodka, lekarzy, terapeutów, psychologów, środowiska naukowego. Miałem poczucie, że robimy z żoną i zaangażowanymi osobami wiele dobrego” – podsumował dyrektor w przesłanej nam odpowiedzi.
„Absolutnie nie przekonuje mnie ten argument”
Dyrektor wcześniej miał zarzut dyscyplinarny związany z tym, że przebywał na terenie Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w stanie nietrzeźwości. Potwierdziła to policja, badanie wykonano trzykrotnie. Komisja dyscyplinarna przy Kuratorium Oświaty ukarała go karą nagany z ostrzeżeniem (złożył odwołanie, sprawa jest w toku). W sytuacji oczywistych dowodów (protokoły policji) starosta puławska Teresa Gutowska zawiesiła dyrektora w pełnieniu funkcji do czasu zakończenia sprawy. Mężczyzna odwołał się jednak od tego zawieszenia, a komisja dyscyplinarna przyznała mu rację.
Co więcej, jak pisaliśmy już wcześniej, komisja stwierdziła, że „zarzut postawiony panu dyrektorowi przez rzecznika dyscyplinarnego nie jest tak poważny, aby było celowe odsunięcie nauczyciela od wykonywania obowiązków w ośrodku, tym bardziej, iż incydent taki zdarzył się pierwszy raz”. – Jak odczytuję te słowa? Nie rozumiem tego. Uważam, że dyrektor, przebadany przez policję trzykrotnie – gdzie ta ilość alkoholu w wydychanym powietrzu wzrastała – nie powinien dalej wykonywać tej funkcji. I absolutnie nie przekonuje mnie argument, że zdarzyło mu się to po raz pierwszy – mówiła w TOK FM starosta puławska Teresa Gutowska.
Co na to dyrektor? „W dniu opisywanego zdarzenia (sobota), kiedy nie świadczyłem pracy w ośrodku (z naszych ustaleń wynika, że miał rozpocząć dyżur kilka godzin później – przyp. red.) spożywałem syrop domowej roboty, nie mając świadomości, że jest on na bazie alkoholu. Zażywałem także leki aspirynę i panzol pro. Popełniłem błąd, nie upewniając się, na jakiej bazie jest lekarstwo. W całym swoim życiu byłem chyba tylko 4 dni na zwolnieniu lekarskim, i to kiedy miałem zabieg w związku ze zdiagnozowanym nowotworem” – napisał w przekazanej nam odpowiedzi.
Dyrektor – w trakcie, gdy próbował go kontrolować MOPR w Lublinie i gdy urzędnicy zgłaszali zastrzeżenia do stworzonej przez niego rodziny zastępczej – słał skargi m.in. na kierowniczkę Agnieszkę Janik. Był w tej sprawie m.in. u prezydenta Lublina, gdzie miał sugerować, że kobieta powinna zostać zwolniona. Do niej samej również wysyłał podobne wiadomości. Próbował spotkać się też z wojewodą lubelskim.
W przesłanym nam mailu również wskazał, że Agnieszka Janik została ukarana przez sąd grzywną, gdy nie stawiła się na rozprawie. Z naszych informacji wynika jednak, że grzywny zostały uchylone – kobieta nie mogła się stawić w sądzie z powodu bardzo konkretnej sytuacji rodzinno-życiowej i sąd wziął to ostatecznie pod uwagę.
Źródło: TOK FM
Redakcja poleca
![Rodzina zastępcza na opiekę nad dzieckiem dostaje 1200 zł. A dom dziecka? Nawet 10 razy więcej [Piecza. Odcinek 2]](https://www.europesays.com/pl/wp-content/uploads/2025/12/Rodzina-zastepcza-na-opieke-nad-dzieckiem-dostaje-1200-zl.-A-dom-dziecka-Nawet-10-razy-wiecej-Piecza.jpeg)
Rodzina zastępcza na opiekę nad dzieckiem dostaje 1200 zł. A dom dziecka? Nawet 10 razy więcej [Piecza. Odcinek 2]