Sezon 2017/18 był pierwszym, w którym Monika Kobylińska występowała za granicą. Wówczas podpisała kontrakt z niemieckim TusSies Metzingen. Po dwóch latach przeniosła się do francuskiego Brest Bretagne Handball.

W zespole tym kapitan reprezentacji Polski spędziła łącznie cztery sezony, po czym udała się do Rumunii. Tam najpierw występowała w CSM Bukareszt, a po dwóch latach dołączyła do Glorii Bistrita.

ZOBACZ WIDEO: Wystąpiła w bikini w panterkę. Gwiazda kortu zachwyciła fanów

Teraz jasne stało się, że nasza szczypiornistka nie będzie kontynuowała kariery w Rumunii. Trzeci sezon w barwach klubu z tego kraju będzie jej ostatnim. Wszystko z uwagi na to, że latem przeniesie się na Węgry, gdzie dołączy do DVSC Schaeffler z Debreczyna.

Kobylińska podpisała roczny kontrakt z możliwością przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Jej nowy zespół rywalizuje obecnie w Lidze Mistrzyń, a w swojej kadrze ma już jedną Polkę, a mianowicie bramkarkę Adriannę Płaczek.

– Jestem podekscytowana pobytem w Debreczynie. Uważam, że to dla mnie doskonała okazja. Szczególnie cieszę się, że będę mogła spróbować swoich sił w lidze węgierskiej, po doświadczeniach z Polski, Niemiec, Francji i Rumunii. Przyjrzałam się klubowi i uważam, że to dobry projekt – podkreśliła Polka, cytowana przez oficjalne media klubowe.

– Widać, że klub świadomie i stopniowo buduje swoją pozycję w Debreczynie i staje się coraz bardziej widoczny w Europie. Z roku na rok stara się utrzymać większość składu w całości i wprowadza tylko drobne zmiany, co jest ważne w piłce ręcznej, ponieważ musimy się do siebie przyzwyczaić, aby być skutecznymi. Mam nadzieję, że szybko się zaaklimatyzuję i będę mogła razem z drużyną walczyć w Lidze Mistrzyń w przyszłym roku o jak najlepszy wynik – dodała Kobylińska, której obecny zespół pokonał jej nowy w elitarnych rozgrywkach (34:33).