-
Gwiazda Betlejemska mogła być kometą. Co mówią astronomowie?
-
Trzech króli to potrójna koniunkcja planet?
-
A może to tylko mit i metafora astrologiczna?
Gwiazda Betlejemska mogła być kometą. Co mówią astronomowie?
Naukowcy od dawna zachodzą w głowę, co było ową Gwiazdą Betlejemską, o której w Ewangelii wspomina św. Mateusz. Zgodnie z tradycją chrześcijańską opisaną w Nowym Testamencie była to „gwiazda na Wschodzie”, która poruszając się, prowadziła „Mędrców ze Wschodu” aż do miejsca narodzin Chrystusa w Betlejem. Nie wiadomo, na ile te opisy są realistyczne, a na ile alegoryczne. Współczesne interpretacje naukowe mają na ten temat wiele teorii. Astronomowie potrafią przykładowo odtworzyć widok nieba nad Jerozolimą w okolicach 5-7 r. p.n.e., czyli wtedy, kiedy najprawdopodobniej narodził się Jezus.
Jedną z popularnych teorii przedstawił w 1991 roku brytyjski fizyk i badacz Biblii, Colin Humphreys. „Astronomiczne i historyczne dowody sugerują, iż Gwiazda Betlejemska była kometą, która była widoczna w 5 r. p.n.e. i opisana w starożytnych chińskich zapiskach. Kometa unikalnie pasuje do opisanej przez Mateusza gwiazdy, która dopiero się pojawiła, podróżowała powoli przez niebo na tle gwiazd i 'stanęła’ nad Betlejem” – wyjaśnia profesor w swoim artykule naukowym.
Jaką kometą mogła być Gwiazda Betlejemska? Jak obliczyli astronomowie, Kometa Halleya była widoczna z Ziemi w 12 roku p.n.e., zaś jeszcze inna kometa, której nie zidentyfikowano, była widziana przez chińskich i koreańskich astronomów ok. 5 roku p.n.e., w sumie przez ponad 70 dni. Mogła ona wydawać się nieruchoma, co jest zgodne z biblijnym przekazem. Inne możliwe przeloty komet miały miejsce w 6 lub 4 roku p.n.e.
A może to wcale nie była kometa? Amerykański fizyk i matematyk Frank J. Tipler zaproponował wyjaśnienie, że owym jaśniejącym punktem na niebie była supernowa lub nawet hipernowa w Galaktyce Andromedy. Ta hipoteza budzi jednak zastrzeżenia, jako że nie istnieją przekonujące dowody astronomiczne ani zapisy historyczne, które potwierdzałyby obserwacje tak potężnej kosmicznej eksplozji – a jak wiemy, starożytni patrzyli w niebo i notowali.
Zdaniem prof. Humphreysa przelot owej komety stanowił trzecie duże zjawisko astronomiczne, których sekwencja miała skłonić legendarnych Mędrców ze Wschodu, nazywanych tradycyjnie „Trzema Królami” do rozpoczęcia podróży. Warto bowiem pamiętać, że w czasach starożytnych dużą wagę przykładano do astrologii i znaków na niebie jako zwiastunów ważnych wydarzeń. Według ekspertów archeoastronomii nauka i wierzenia duchowe były często nierozerwalną jednością, a ich badaniem zajmowali się współcześni mędrcy, blisko związani z dworem królewskim. Trzej królowie nazywani są w Biblii „magi”, co z greckiego oznacza zarówno mędrców, jak i astronomów i astrologów.
Trzech króli to potrójna koniunkcja planet?
O jakich wydarzeniach więc jeszcze mowa? Profesor Humphreys wspomina „potrójną koniunkcję Saturna i Jowisza w 7 r. p.n.e. oraz zgromadzenie się trzech planet: Saturna, Jowisza i Marsa w 6 r. p.n.e”. Przelot komety, początkowo w Koziorożcu, miał być ostatecznym sygnałem do podjęcia wyprawy. Wspomnianą koniunkcję obliczył już w 1614 roku niemiecki astronom Johannes Kepler. Współczesne wyliczenia ją potwierdziły, ale ustaliły też, że między planetami był blisko stopień odstępu (wielkości dwóch średnic Księżyca), co sprawiało, że spektakl na niebie nie był wcale tak efektowny. W odkrytych później starożytnych zapiskach babilońskich natknięto się na odnotowane wydarzenia astronomiczne, ale koniunkcja planet nie była dla kronikarzy specjalnie interesująca.
Inni eksperci – profesor astronomii Karlis Kaufmanis oraz archeolog i asyriolog Simo Parpola – przedstawili możliwe wyjaśnienie, że owym zdarzeniem była potrójna koniunkcja Jowisza i Saturna w gwiazdozbiorze Ryb. Ponadto astronomowie zarejestrowali jeszcze inne liczne koniunkcje, w tym aż siedem w latach 3-2 p.n.e (wliczając w to koniunkcję Jowisza i Wenus w pobliżu „królewskiej” gwiazdy Regulus, opisywaną jako jasny sygnał świetlny). To one mogły poprzedzać przelot komety, choć brak przekonujących dowodów przemawiających za którąś konkretnie.
Jeszcze inny astronom, Michael R. Molnar, jest zdania, że „gwiazda na Wschodzie” odnosi się do wydarzenia o dużym znaczeniu dla ówczesnych astrologów, a polegającym na podwójnej okultacji Jowisza przez Księżyc w 6 r. p.n.e. Mimo że okultacje były powszechne, to według nadwornego astrologa cesarza Konstantyna I Wielkiego zasłonięcie Jowisza w znaku Barana (symbolizującego Judeę) miało być znakiem narodzin boskiego króla.
Część badaczy zwraca także uwagę na rozumienia pojęcia „na Wschodzie”, co mogło wskazywać na wschód heliakalny, czyli moment, w którym obiekt astronomiczny staje się widoczny po raz pierwszy o świcie. Gwiazda Betlejemska mogła zatem stać się widoczna na wschodnim horyzoncie tuż przed wschodem Słońca. Z tą interpretacją – podobnie zresztą jak ze wszystkimi pozostałymi – nie zgadzają się wszyscy badacze.
A może to tylko mit i metafora astrologiczna?
Istnieją także teorie, które odczytują biblijny przekaz zupełnie odwrotnie. To nie opisane później wydarzenia na niebie miały zwiastować narodziny Chrystusa, lecz to tekst ewangelii stanowił upersonifikowane przedstawienie wydarzeń astronomicznych o znaczeniu astrologicznym i mitologicznym. Użycie takiej metafory jest typowe dla tekstów ezoterycznych. Odczytane dosłownie przez laika, będą łatwą do zrozumienia historią. Dla wtajemniczonych, którzy znają klucz, stanowią opisy czegoś zupełnie innego. Na te dwa sposoby można odczytywać całe Pismo Święte, ale to już temat na inny artykuł.
Wspomniana teoria została omówiona w filmie Zeitgeist: The Movie (2007). W skrócie mówi ona, że historia narodzin Jezusa wraz z Gwiazdą Betlejemską i Trzema Mędrcami jest astronomicznym mitem i synkretyczną kompilacją wcześniejszych wierzeń. Chrystus figuruje w nim jako bóstwo solarne, reprezentacja Słońca, zaś święto jego narodzin (25 grudnia) było dniem przesilenia zimowego. O „niebiańskim” charakterze Jezusa miało świadczyć też m.in. 12 uczniów – jak 12 miesięcy i znaków zodiaku – oraz symbol krzyża, który jest prastarym, ponadkulturowym symbolem Słońca.
Boże Narodzenie zaczęło być świętowane tego samego dnia, co m.in. narodziny Mitry (także bóstwa Słońca) jako Noc Yalda w Persji, Jul w krajach germańskich, Saturnalia w Rzymie oraz Szczodre Gody u Słowian. To symboliczne zwycięstwo światła nad ciemnością oraz początek nowego roku solarnego.
Według interpretacji twórców tego filmu Gwiazda Betlejemska była w rzeczywistości koniunkcją trzech gwiazd tworzących pas Oriona (Alnitak, Alnilam i Mintaka), a „Trzej Królowie” – ich personifikacją. Gwiazdy te miały ustawić się w jednej linii z Syriuszem i wchodzącym Słońcem interpretowanym właśnie jako rodzący się Jezus. Słowem – da się to odczytać tak jak mit. Choć zgodnie z tym Jezus nie jest traktowany jako postać historyczna, to nie znaczy to, że cała historia jest fałszywa. Wszak takim „mitem” jest np. dla elektryczności to, że „prąd płynie”. W mowie potocznej na co dzień używa się metafory płynącej rzeki do opisu ruchu ładunków elektrycznych – i tak mogło być właśnie tutaj.
Jak było w rzeczywistości i czy istnieje jedna prawdziwa odpowiedź? Tego się najlepiej nie dowiemy. Dysponujemy wyliczeniami astronomów, które dają pewną dozę pewności – przy założeniu, że Ewangelia była opisem rzeczywistych wydarzeń, jednak pisana językiem, w którym brakowało pojęć z zakresu astronomii. A może i celowo pisano tak, by dało się to odczytać dwojako. Mamy też spekulacje licznych badaczy, a także próby odczytania tekstu biblijnego w sposób alegoryczny. Nie ma więc dziś jednoznacznego, ostatecznego wyjaśnienia.
Rewolucyjny implant. Przywraca zdolność czytania niewidomym© 2025 Associated Press
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
Zapisz się na geekweekowy newsletter i łap najświeższe newsy ze świata tech, lifehacki, porady i ciekawostki.
