– Zgrupowania na kolejny sezon znów rezerwujemy za granicą. To na pewno będzie miało wpływ na wyniki. Zawodnicy spędzają 280 dni z dala od domu – przyznaje zrezygnowanym głosem prezes PZŁS Rafał Tataruch.

Sytuacja obiektu w Zakopanem to jedna z najbardziej absurdalnych sytuacji w polskim sporcie. Budowa hali rozpoczęła się wiosną 2022 roku, a optymistyczne założenia zakładały oddanie jej do użytku pod koniec 2023 roku. Ale najpierw problemem okazał się gigantyczny wzrost kosztów budowy, potem w kłopoty finansowe popadł wykonawca, a niedawno na jaw wyszły poważne wady wentylacji. Obiekt jest przygotowany w 80 procentach, ale wykończenie go może ciągnąć się jeszcze przez wiele miesięcy.

ZOBACZ WIDEO: Polak zaszokował świat. O tej walce jest głośno

„Tracimy nadzieję”

– Cały czas oczekuję na informację, kiedy możemy spodziewać się oddania obiektu do użytku, bo na razie nie dostałem takiej wiadomości. Choć byłem na spotkaniu z nową dyrektor COS-u, a także wykonawcami i podwykonawcami, to nie wiem nawet, kiedy orientacyjnie mogłoby nastąpić oddanie toru do użytku – mówi nam prezes związku łyżwiarskiego. – Tracimy nadzieję i już teraz rezerwujemy zgrupowania na przyszły rok poza granicami kraju. Zawodnicy znów będą skazani na jazdę po całej Europie. Nie możemy sobie pozwolić na ryzyko czekania na Zakopane, bo zostalibyśmy z niczym. Nasze wyniki z pewnością mogłyby być lepsze, gdyby nie fakt, że zawodnicy przez 280 dni muszą przebywać z dala od domu. Obecnie nasza kadra jeździ na niemal wszystkie zgrupowania za granicę i to na pewno ma wpływ na rezultaty – dodaje Tataruch.

Powagi sytuacji dodaje fakt, że mowa o dyscyplinie, która w tym momencie jest najważniejsza w kontekście zdobywania medali dla Polski w sezonie zimowym. Nasi panczeniści są w czołówce klasyfikacji Pucharu Świata, a podczas zbliżających się igrzysk olimpijskich w Mediolanie-Cortinie będziemy mieli przynajmniej trzy duże nadzieje na podium. Tym bardziej dziwią aż tak duże opóźnienia przy budowie strategicznego obiektu.

Kiedy otwarcie?

– Naprawiamy bałagan po poprzednikach – twierdzi minister sportu Jakub Rutnicki. – Pamiętam ministra Guta-Mostowego, który zapowiadał otwarcie obiektu w 2023 roku. Tor musi zostać przygotowany idealnie, bo to jeden z najwyżej położonych obiektów tego typu na świecie. Chcemy, żeby był to szybki tor, na którym będzie chciał trenować cały świat. Wydaje mi się, że otwarcie toru w sezonie 2026/2027 będzie trudne. Nie chcę jednak przesadzać, bo wiele wyjaśni się dopiero po audycie dotyczącym kwestii wentylacji. To właśnie tego dotyczył największy problem realizacyjny. Dopiero potem stworzymy mapę drogową kolejnych posunięć i będziemy wiedzieli, kiedy obiekt realnie będzie mógł zostać oddany do użytkowania – informuje Rutnicki.

Podczas najbliższych igrzysk reprezentacja łyżwiarzy będzie zdecydowanie najliczniejszą spośród wszystkich polskich dyscyplin sportowych. W short-tracku będziemy mieli czterech reprezentantów, a na długim torze dziewięciu.

– Nasza sytuacja jest nieporównywalnie lepsza niż cztery lata temu. Zawodnicy są w dobrej formie i liczymy na wiele punktowanych miejsc. Trzy medale brałbym w ciemno, ale nie chcę typować i rozdawać krążków przed zawodami. Na pewno liczyliśmy na większą reprezentację, bo w short-tracku chcieliśmy wysłać osiem osób, a na długi tor 12. Najważniejsze jednak, że mamy naprawdę solidną kadrę – dodaje Tataruch.

Mateusz Puka, WP SportoweFakty