Rezerwy topnieją, propaganda się rozjeżdża, a system opiera się na iluzji siły. Militarny ekonomista pokazuje, gdzie dziś naprawdę leży słabość Rosji.

BILD: W kwietniu mówił pan, że Rosja przegra wojnę, jeśli wszystko będzie szło w takim tempie. Czy nadal Pan tak uważa?

Marcus Keupp: Jeśli pomoc wojskowa Zachodu będzie kontynuowana, a Rosja nadal będzie traciła tak wielu ludzi i sprzętu, to — tak. Rosja żyje ze swoich rezerw. A te rezerwy się wyczerpują.

Jak realistycznie wyglądają obecne „rozmowy pokojowe”?

To nie są rozmowy pokojowe — to rosyjska operacja informacyjna wymierzona w USA. Celem Moskwy jest wciągnięcie administracji Trumpa w prorosyjskie myślenie. Tę technikę Putin poznał w KGB i dziś znów jej używa.

I robi to skutecznie: USA naciskają na Kijów, by oddał Donbas Moskwie.

To byłby kolejny krok ku samoniszczącemu się rozwiązaniu Ukrainy. Gdyby Ukraina oddała Donbas, Rosja zyskałaby idealną pozycję do ataku. Putin stamtąd znów zaatakowałby militarnie, aż Ukraina albo zniknie z mapy, albo stanie się prorosyjskim państwem-satelitą.

Dlatego Ukraina domaga się realnych gwarancji bezpieczeństwa. Jak mogłyby one wyglądać?

Widzę tylko dwie możliwości: albo NATO stacjonowałoby w Ukrainie — wtedy Putin, ponownym atakiem, musiałby ryzykować konflikt z NATO, które zdecydowanie przewyższa siłą. Albo Zachód przemieniłby Ukrainę w potężnie uzbrojony państwowy bastion dzięki ogromnym inwestycjom w fabryki broni — podobnie jak to było po 1955 r. z Niemcami Zachodnimi.

Ile by to kosztowało?

Nie wiem dokładnie. Jasne jest jednak, że dla europejskiego przemysłu zbrojeniowego byłaby to ogromna szansa. Już teraz firmy takie jak Rheinmetall [produkujące szeroką gamę produktów dla przemysłu obronnego i motoryzacyjnego] inwestują duże sumy w Ukrainę.

Jaki realny scenariusz prowadzi do rozejmu?

Nie widzę takiego obecnie. Putin nie przestanie dobrowolnie.

Rosja zacznie myśleć o rozejmie dopiero wtedy, gdy nie będzie w stanie dalej prowadzić wojny — a dziś tak nie jest. Wojna będzie trwała również w 2026 r.

Małe zdobycze, gigantyczne straty

W 2025 r. Rosja zajęła 0,77 proc. Ukrainy, co kosztowało ją setki tysięcy żołnierzy. W 2026 r. Putin chce powołać rezerwistów. Czy to wystarczy, by zrównoważyć straty?

W biedniejszych regionach Rosji (jak Tuwia) miesięczna pensja to średnio ok. 200 dol. [ok. 718 zł]. Jako żołnierze mogą zarobić 10–20 razy więcej. Dla wielu ubogich Rosjan to finansowo wciąż bardzo atrakcyjne. Putinowi nie brakuje chętnych żołnierzy, tylko pieniędzy, by ich utrzymać. W kilku regionach premie dla żołnierzy zostały obniżone, bo budżety lokalne są puste.

Putin może przecież dać im pieniądze z budżetu centralnego?

Już niedługo nie będzie miał z czego. Narodowy Fundusz Dobrobytu, który miał finansować emerytury i wydatki socjalne, już w 2026 r. będzie pusty. Można temu przeciwdziałać — np. zmusić oligarchów do kupowania obligacji państwowych — ale wyobrażenie, że Rosja to kraina z niekończącymi się zasobami, zaczyna się rozpadać.

Rosyjscy ochotnicy przechodzą szkolenie (zdj. ilustracyjne)

Rosyjscy ochotnicy przechodzą szkolenie (zdj. ilustracyjne)Vladimir Aleksandrov/Anadolu Agency via Getty Images / Contributor / Getty Images

Widać to w praktyce?

Wiele produktów spożywczych jest dziś o 100–200 proc. droższych niż na początku wojny. Poza tym miliony miejsc pracy w gospodarce cywilnej są nieobsadzone, bo brakuje ludzi. Ci, którzy wracają ranni albo wcale nie wracają, nie mogą pracować ani zakładać rodzin.

Putin poświęca zarówno przyszłość gospodarczą, jak i własnych obywateli dla tej wojny. Stawia na to, że wytrzyma dłużej niż Zachód.

Jeśli się to nie uda, Rosja demograficznie i technologicznie cofnie się do XX w.

Czy sankcje w końcu zaczynają działać?

Boli to Rosję, szczególnie sankcje wobec gigantów naftowych jak Rosneft i Lukoil. Do tego dochodzą udane ataki ukraińskie, które dodatkowo osłabiają handel ropą. W 2026 r. ponownie mamy nadpodaż ropy — produkcja w krajach Zatoki Perskiej i USA jest wysoka, a cena ropy spadła poniżej 60 dol. [ok. 215 zł] za baryłkę. Dla Moskwy to ogromne zagrożenie.

Kreml żyje w świecie fikcji

Czy w Rosji jest ktoś, kto stanowiłby dla Putina polityczne zagrożenie?

Od czasu, gdy w 2023 r. zestrzelono samolot szefa grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna — nie ma nikogo. Wokół Putina są tylko potakiwacze. Jednym z nich jest szef Sztabu Generalnego Walerij Gierasimow, który błędnie raportuje o zajęciu kolejnych miast.

Na przykład Kupiańska. Zełenski ujawnił tę kłamliwą informację, przyjeżdżając tam w połowie grudnia i nagrywając wideo.

To było przekonujące. Niedługo potem Ukraińcy po raz pierwszy zatopili rosyjski okręt podwodny za pomocą nowej morskiej drona Sea Baby — i to w porcie Noworosyjsk, największym rosyjskim porcie naftowym, skąd znacząca część eksportu trafia do Chin i Indii. Że ten port nie jest lepiej zabezpieczony, to spore zaskoczenie.

Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy obok dronów Sea Baby podczas pokazu w nieujawnionej lokalizacji w Ukrainie, 17 października 2025 r.

Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy obok dronów Sea Baby podczas pokazu w nieujawnionej lokalizacji w Ukrainie, 17 października 2025 r.Efrem Lukatsky/Associated Press/East News / East News

Widzi Pan inne nowatorskie ukraińskie bronie?

Manewrowy pocisk Flamingo. To nie całkiem nowa broń, ale przykład tego, co można osiągnąć, łącząc stare systemy radzieckie z nowoczesną technologią — swego rodzaju najlepsze ze Wschodu i z Zachodu w jednym.

A po stronie rosyjskiej — są nowe systemy, które Pana przerażają?

Rosja także dużo inwestuje w rozwój dronów. Ale ja nie widzę żadnych przełomów czy cudownej broni. Wręcz przeciwnie — w nagraniach widać rosyjskich żołnierzy jadących motocyklami, a czasem na koniach czy osłach na froncie. Moskiewskie dowództwo wraca do reliktów XX w., bo brakuje mu nowoczesnych środków.

Czy Ukraina może sama wypchnąć Rosjan z okupowanych terenów?

Sama — nie. Jeśli jednak Zachód zwiększy swoją pomoc, a Rosja nadal będzie ponosić wysokie straty ludzi i sprzętu, to Ukraina w najlepszym wypadku może to osiągnąć. Zachód ma środki, brakuje tylko woli.

Rosja już prowadzi wojnę z Europą

Eksperci twierdzą, że w 2028 r. Rosja może zaatakować kolejne europejskie państwo. Kogo to może dotyczyć?

Rosyjska wojna przeciwko nam już trwa.

Trzeba naprawdę spać głęboko, żeby tego nie zauważyć: sabotaż gazociągów i kabli danych na Bałtyku, drony nad europejskimi lotniskami, niezliczone działania propagandowe — to wszystko są środki wojny hybrydowej, którą Moskwa toczy przeciwko nam.

Jedyne, czego jeszcze brakuje, to mechaniczne środki — czołgi i temu podobne.

Pana prognoza: gdzie będzie wojna za rok?

Dla Rosji wojna jest dziś lepsza niż pokój. Wojna jest dziś tym, co trzyma olbrzymie imperium wewnętrznie razem. W putinowskiej Rosji „wojna to pokój”. Nawet gdyby ta wojna przestała być mechaniczna albo gdyby pojawiła się jakaś krucha linia rozejmu, to nie oznaczałoby, że Rosja odpuści choć o milimetr swoich imperialnych ambicji.