Agnieszka Zakrzewicz: Dla wielu obserwatorów wybór Leona XIV był niespodzianką. Co się działo przed konklawe?

Marco Politi: Konklawe odbyło się po dziesięciu latach wojny domowej w Kościele katolickim, wywołanej przez środowiska ultrakonserwatywne po synodach o rodzinie, kiedy papież Franciszek w swoim posynodalnym dokumencie Amoris laetitia zdecydował się dopuścić do komunii rozwiedzionych żyjących w ponownych związkach. To właśnie podczas dwóch synodów o rodzinie, w latach 2014 i 2015, zaczęli się organizować kardynałowie o poglądach konserwatywnych. W obronie tradycyjnej rodziny zebrano 800 tys. podpisów — inicjatywę inspirował amerykański kardynał Raymond Leo Burke — a setki biskupów przyłączyły się do akcji. Później pojawiły się książki, organizowano kongresy i konferencje na ten temat.

Ostatecznie Kolegium Kardynalskie wystosowało do papieża list, w którym przedstawiono wątpliwości natury teologicznej. Wśród sygnatariuszy były także osobistości pierwszego planu, jak kard. Carlo Caffarra we Włoszech, były arcybiskup Bolonii, postać o dużym znaczeniu, czy też kard. Joachim Meisner w Niemczech, również należący do czołowych hierarchów. A za tymi, którzy występowali publicznie, stało wielu innych myślących podobnie jak konserwatyści.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jakie zmiany w polityce zagranicznej Leona XIV dotyczą Ukrainy?

Jakie decyzje papież Leon XIV podjął w kwestii diakonatu kobiet?

Co postanowił papież Leon XIV w sprawie reform kurii?

Jakie tematy społeczne są kontynuowane przez Leona XIV?

Pisał pan o tym w ostatniej książce „Niedokończone. Dziedzictwo Franciszka i walka o jego sukcesję”. Była to bardzo zaciekła wojna…

Przez te dziesięć lat grupy ultrakonserwatywne dodatkowo wzmacniało wykorzystanie mediów: ataki i polemiki odbijały się echem na całym świecie. Tego nie było jeszcze za czasów Jana Pawła II ani Pawła VI. W kilkutysięcznym umbryjskim miasteczku pewnego dnia sąsiadka przyniosła mi nagranie z nagraniem wideo abp. Viganò, byłego nuncjusza w Stanach Zjednoczonych, niezwykle ostrego wobec Franciszka. Jego zarzuty nie ograniczały się do odejścia od tradycyjnej linii doktrynalnej. Sam abp Viganò, dziś ekskomunikowany, twierdził nawet, że Bergoglio jest sługą Szatana i został wybrany w sposób nieprawidłowy. Tego nie było w czasach Wojtyły, który rządził Kościołem bez sieci mediów społecznościowych — za ich pośrednictwem każda wypowiedź natychmiast dociera na wszystkie kontynenty.

Papież Franciszek (31 grudnia 2024 r.)

Papież Franciszek (31 grudnia 2024 r.)Andreas Solaro / AFP

Dlatego podczas majowego konklawe obawiano się, że skrzydło ultrakonserwatywne będzie bardzo silne, już wtedy było jasne, że dysponuje ono ok. 30 proc. głosów.

Wśród wymienianych kandydatów nie było Prevosta, a faworytami byli Włosi, nie Amerykanie. Co się stało za zamkniętymi drzwiami kaplicy sykstyńskiej?

Na konklawe ultrakonserwatyści nie zdołali przeciągnąć na swoją stronę umiarkowanego centrum, także tych umiarkowanych, którzy mieli zastrzeżenia do niektórych decyzji papieża Franciszka. Ultrakonserwatyści nie mieli charyzmatycznego kandydata. Dysponowali kandydatem wysokiej klasy, bo kard. Péter Erdő z Budapesztu, były przewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy, to znakomity kanonista, jednak nie potrafił zdobyć szerszego poparcia, co było widać już w pierwszym głosowaniu. Był też inny silny kandydat, bardziej umiarkowany mediator, kard. Pietro Parolin.

Potem pojawiła się niespodzianka — na pewno dla kardynałów amerykańskich — w postaci Roberta Francisa Prevosta. Istniała zasada, że nie wybiera się papieża spośród kardynałów pochodzących z supermocarstwa. W minionych wiekach Włochów wybierano właśnie dlatego, że nie byli Hiszpanami, Francuzami ani przedstawicielami Cesarstwa Niemieckiego.

Jakie czynniki osobiste, duchowe lub geopolityczne przekonały kardynałów, by zwrócić się właśnie ku niemu?

Osobowość Prevosta zauważono podczas debat poprzedzających konklawe. W czasie przygotowań do niego pełnił on określone funkcje, a jego uprzejmy, delikatny, a zarazem stanowczy sposób bycia mógł ostatecznie przekonać elektorów.

Wybór kandydata ultrakonserwatywnego oznaczałby zerwanie z reformami wprowadzanymi przez Franciszka i de facto ich osądzenie. Tymczasem to przede wszystkim kardynałowie z globalnego Południa nie chcieli, aby wobec Franciszka toczył się swoisty proces. Kard. Gerhard Ludwig Müller sformułował trzy główne punkty konfliktu, dotyczące relacji z islamem, osób homoseksualnych oraz roli kobiet w Kościele. Globalne Południe sprzeciwiło się jednak zarówno rozliczaniu pontyfikatu Franciszka, jak i powrotowi do stanu sprzed jego reform, zwłaszcza w odniesieniu do internacjonalizacji Kościoła. Po napięciach ostatnich lat pojawiała się wprawdzie tendencja, by sięgnąć po to, co Włosi nazywają l’usato sicuro — sprawdzone rozwiązanie, czyli ponownie wybrać kardynała włoskiego lub europejskiego o globalnej wizji Kościoła. Ostatecznie większość w krótkim czasie zdecydowała się kontynuować drogę międzynarodową.

Po papieżu polskim, niemieckim i południowoamerykańskim przyszedł czas na papieża północnoamerykańskiego, silnie związanego z Ameryką Południową, zwłaszcza z Peru. W pewnym sensie jest to więc papież dwóch światów — umiarkowany i konsekwentnie kontynuujący linię reform zapoczątkowanych przez Bergoglia.

Mateusz Krymski / PAP

Jakie najważniejsze gesty symboliczne wykonał Leon XIV w pierwszych miesiącach pontyfikatu? W jakim stopniu będzie kontynuował pontyfikat Franciszka, a gdzie dostrzega pan brak ciągłości?

Kardynałowie chcieli z jednej strony stopniowo kontynuować politykę reform Franciszka, z drugiej jednak mieli świadomość, że konieczne jest wzmocnienie samej kurii. Dlatego Prevost, zwracając się do Kolegium Kardynalskiego, powiedział: „Papieże przemijają, kuria pozostaje”. To sygnał, że dla papieża Leona ważne jest również wzmocnienie wymiaru instytucjonalnego: sprawienie, by kuria watykańska dobrze funkcjonowała, ale też wsłuchiwanie się w opinie kardynałów z całego świata. Zresztą już na początku stycznia odbędzie się nadzwyczajny konsystorz — specjalne zgromadzenie wszystkich kardynałów świata poświęcone problemom Kościoła dzisiaj. To istotny element pontyfikatu Leona.

Drugą sprawą była chęć przezwyciężenia polaryzacji, czyli zakończenia „wojny domowej” w Kościele. Papież wykonał konkretne gesty, także po to, by uspokoić ultrakonserwatystów. Na przykład kard. Robert Sarah z Gwinei, który z papieżem emerytem Josephem Ratzingerem ostro sprzeciwiał się możliwości wyświęcania żonatych diakonów na kapłanów w Amazonii, został wyznaczony przez Prevosta na papieskiego delegata na uroczystości upamiętniające objawienia maryjne we Francji. Kard. Raymond Leo Burke otrzymał zgodę na celebrację tradycyjnej mszy łacińskiej w sercu Watykanu, czyli w Bazylice św. Piotra — tak jak to czynił co roku ruch tradycjonalistyczny, zanim papież Franciszek odebrał taką możliwość. To drugi gest pojednania. Trzeci był gest podczas wizyty papieża Prevosta w Turcji: nie modlił się on w Błękitnym Meczecie, lecz ograniczył się do wizyty o charakterze kulturowym. To drobne, ale znaczące sygnały.

Papież Leon XIV stoi obok patriarchy Sahaka II podczas wizyty w Ormiańskiej Katedrze Apostolskiej w Stambule (30 listopada 2025 r.)

Papież Leon XIV stoi obok patriarchy Sahaka II podczas wizyty w Ormiańskiej Katedrze Apostolskiej w Stambule (30 listopada 2025 r.)berk ozkan / AFP

Są jednak kwestie fundamentalne.

Ważne jest to, że Prevost odrzucił już zgłoszoną przez konserwatystów prośbę o cofnięcie się w całej sprawie osób homoseksualnych. W swojej pierwszej książce-wywiadzie papież powiedział, że błogosławieństwo par jednopłciowych będzie kontynuowane, choć nie w formie zrytualizowanej — dokładnie tak, jak zapowiadał Franciszek. Natomiast wyraźne wyhamowanie nastąpiło w kwestii diakonatu kobiet. Ale trzeba zaznaczyć, że ten hamulec został włączony jeszcze przez Franciszka, który zdecydował, że na ostatnim synodzie o synodalności temat diakonatu kobiet nie będzie już poruszany. Nie jest to więc kwestia skreślona przez Prevosta, raczej odłożona na później.

Bardzo znaczące jest tu użycie słów i niuansów w pierwszym wywiadzie książkowym z amerykańską dziennikarką Elise Ann Allen: „Nie mam zamiaru na razie zmieniać nauczania Kościoła”. Zwróćmy uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, „nie mam zamiaru” — czyli to kwestia jego woli; po drugie, „na razie” sugeruje, że może nadejść bardziej sprzyjający moment. Trzeba też pamiętać, że skończyły się czasy, gdy papież mógł decydować sam, jak monarcha absolutny. Liczą się układy sił wewnątrz Kościoła, a w sprawie kapłaństwa kobiet Kościół jest głęboko podzielony. Większość sprzeciwia się diakonatowi kobiet. Nie ma jeszcze większości po stronie reformatorów, dlatego temat pozostaje w zawieszeniu.

A co z kwestiami społecznymi?

Cała społeczna linia papieża Franciszka — a także wcześniejszych papieży, począwszy od Jana Pawła II — dotycząca równości, walki z wyzyskiem i obrony praw, jest kontynuowana. Leon XIV wypowiedział się bardzo jasno w obronie godności migrantów, zwłaszcza w odniesieniu do decyzji rządu amerykańskiego. Chce też się zmierzyć z jednym z najważniejszych i najaktualniejszych tematów współczesności: sztuczną inteligencją. Jak Leon XIII podjął problem kapitalizmu, tak on chce poświęcić osobny dokument kwestii sztucznej inteligencji, a więc obronie godności osoby ludzkiej wobec rewolucji AI.

Amerykański papież przywitał się z wiernymi słowami „Pokój wam wszystkim!”. Prevost kontynuuje pokojowe wysiłki Franciszka, ale jego słowa mają inny odcień, zwłaszcza w stosunku do Ukrainy. Jak ułoży swoje relacje z Trumpem, bo to papież, który w pewnym sensie jest „antytrumpowski”, przynajmniej częściowo?

W jednej z rozmów prywatnych powiedział, że jako papież nie będzie nigdy stawał w kontrze do amerykańskiego prezydenta i to stanowisko jest zrozumiałe. Jednak Amerykańska Konferencja Episkopatu, która nie należy do skrzydła progresywnego i ma raczej profil centroprawicowy, opublikowała mocny dokument w obronie sprawiedliwej polityki wobec migrantów i potępiający wszelkie postawy niegodne. To jasny sygnał. Sam Prevost, rozmawiając z dziennikarzami, powiedział wprost: „Jak można być pro-life, a jednocześnie mieć tak bezduszne podejście do migrantów albo popierać karę śmierci?”. Pod tym względem jego stanowisko jest jednoznaczne.

Co już teraz rzuca się w oczy w kwestiach polityki zagranicznej?

W polityce zagranicznej wyraźnie widać zmianę akcentów, jeśli chodzi o konflikt rosyjsko-ukraiński. Prevost nie tylko powtarza słowa Franciszka o męczeństwie Ukrainy, ale również z dużą jasnością przesunął punkt ciężkości na postulat, który należy do warunków stawianych przez Zełenskiego i tzw. koalicję chętnych: zawieszenie broni przed rozpoczęciem negocjacji pokojowych. To konkretne żądanie, którego nie ma ani w planach Trumpa, ani w propozycjach rosyjskich. Jest ono charakterystyczne właśnie dla inicjatywy Zełenskiego. Prevost wielokrotnie mówił o konieczności zawieszenia broni i podkreślał potrzebę udziału Europy w negocjacjach.

Rodzi to jednak pytania o przyszłą politykę międzynarodową Stolicy Apostolskiej, ponieważ globalne Południe jest bardzo wyczulone na to, co postrzega jako podwójne standardy moralne. Mówi się — i słusznie — o reparacjach, o tym, że Rosja powinna zapłacić za odbudowę Ukrainy, lecz globalne Południe pamięta, że nikt nigdy nie mówił o amerykańskich reparacjach za atak na Irak i zniszczenia dokonane wbrew wszelkim zasadom prawa międzynarodowego. Dlatego Leon XIV będzie musiał precyzyjnie wyważać uwagę także wobec tej części świata, która domaga się równych zasad dla wszystkich.

A jak amerykański papież zachowa się w stosunku do Izraela? Relacje między Franciszkiem a rządem izraelskim były trudne.

W odniesieniu do Bliskiego Wschodu Leon XIV potwierdza tradycyjną linię Stolicy Apostolskiej: dwa narody, dwa państwa. Jednocześnie widoczna jest jego wola, by nie urażać psychologicznie Izraela. Dostrzeżono, że podczas pierwszej pielgrzymki apostolskiej na Bliski Wschód mówił o rozwiązaniu dwupaństwowym wyłącznie w rozmowie z dziennikarzami na pokładzie samolotu. Nie padło to publicznie podczas żadnego oficjalnego wydarzenia. Dyplomaci oraz politycy regionu wyraźnie to zauważyli.

Czego możemy się spodziewać po Leonie XIV?

Wiele osób wciąż pyta, jaki właściwie jest ten papież, co pokazuje, że do szerokiej opinii publicznej przesłania wychwytywane przez dziennikarzy, polityków czy wyspecjalizowanych obserwatorów, którzy czytają dokumenty i teksty, docierają tylko częściowo. Prevost nie jest osobowością charyzmatyczną jak Jan Paweł II czy Franciszek. Nie ma tych krótkich, mocnych sformułowań ani nagłych gestów, które u Franciszka stawały się hasłami trafiającymi natychmiast do masowej świadomości. Jest osobą refleksyjną, delikatną, a zarazem stanowczą — prawdziwym człowiekiem od rządzenia, dla którego ważne jest też wzmocnienie instytucji Kościoła katolickiego. Kontynuuje linię reform i otwarcia na świat oraz dialogu, poprzez Ewangelię, ale nie leżą w jego temperamencie „fajerwerki”, co cechowało innych papieży.

Czy Prevost zarysował już własną agendę polityczną lub kościelną? Na jakich zagadnieniach się skupił: reformie kurii, dyplomacji, kwestiach moralnych?

Musi jeszcze zbudować własną kurię, a więc własny sposób rządzenia. Już teraz widać, że pierwszym jego posunięciem będzie przeprowadzenie tego ważnego spotkania kardynałów z całego świata, które odbędzie się na początku stycznia w Watykanie. Po nim stopniowo zacznie tworzyć swoją kurię, czyli własny rząd. Jednym z problemów pontyfikatu Franciszka było to, że niemal cała kuria była nominowana przez Benedykta XVI, który wciąż żył. Franciszek po objęciu pontyfikatu nie chciał nikogo urazić, odsuwając osoby wybrane przez Ratzingera, poza nielicznymi przeciwnikami, takimi jak kard. Burke, odsunięty dopiero po pięciu latach.

Leon XIV już podjął pierwsze decyzje, które zaskoczyły. Na przykład zmienił prefekta Dykasterii ds. Biskupów, wybierając abp. Filippa Iannonego, który objął urząd 15 października 2025 r., zastępując samego papieża, który wcześniej pełnił tę funkcję. To pierwsza tak znacząca nominacja Leona XIV w kurii rzymskiej, dokonana po jego wyborze w maju br. Iannone jest kanonistą. Wielu dziwiło się, dlaczego Prevost nie wybrał kardynała o doświadczeniu podobnym do własnego, z bogatą praktyką duszpasterską w różnych częściach świata. Wybór kanonisty oznacza jednak, że papież chce dobrze uporządkować nominacje biskupie na całym świecie. To pokazuje, że zamierza spokojnie i systematycznie budować nową kurię, odpowiadającą jego pragnieniu wzmocnienia instytucji przy jednoczesnym kontynuowaniu reform.

Tygodnik Przegląd

Śmierć jednego papieża i wybór drugiego w Roku Jubileuszowym to rzadkie wydarzenie w historii. Ten rok w pewnym sensie sprawił, że papież jeszcze nie zdążył w pełni się zaprezentować.

Tak. Leon XIV musiał doprowadzić do końca ten szczególny rok, zainaugurowany przez Franciszka. Trzeba więc poczekać, aż odsłoni kolejne karty, choć już teraz podjął jedną bardzo ważną decyzję strategiczną. Franciszek jeszcze podczas pobytu w szpitalu Gemelli ogłosił projekt trzech lat pracy Kościoła powszechnego nad wdrażaniem ustaleń światowego synodu o synodalności. Wśród tych zadań były trzy kluczowe punkty.

Po pierwsze, wprowadzenie w całym Kościele systemu rad — takich, jakie są znane we Włoszech czy w Ameryce Północnej, czyli diecezjalnych rad duszpasterskich, które w wielu częściach świata, także w krajach globalnego Południa, nie funkcjonują w sposób uporządkowany. Chodzi o realne wzmocnienie udziału świeckich w życiu Kościoła.

Po drugie, powierzenie kobietom realnych stanowisk władzy i odpowiedzialności — nie tylko jako sile pomocniczej, lecz jako sile kierowniczej. To również linia, którą Leon XIV zamierza kontynuować w Watykanie.

Po trzecie, wprowadzenie tego, co Anglosasi nazywają accountability, czyli rozliczalności. Oznacza to, że biskup nie powinien rządzić diecezją jak udzielny książę, lecz musi co cztery-pięć lat spotykać się z kapłanami, diakonami, świeckimi, zakonnicami i kobietami, by wspólnie zapytać, czy idziemy w dobrą stronę, gdzie popełniliśmy błędy, co trzeba poprawić i jakie inicjatywy podjąć.

To trzy fundamentalne elementy dziedzictwa Franciszka. Leon XIV jako nowy papież miał pełne prawo powiedzieć: „To był projekt mojego poprzednika, mnie on nie interesuje”. Tymczasem potwierdził go w całości. Oznacza to, że w ciągu najbliższych trzech lat parafie, diecezje, konferencje episkopatów krajowych i kontynentalnych będą się spotykać, a wszystko to doprowadzi do wielkiego światowego zgromadzenia kościelnego w 2028 r., swoistego małego soboru, który ma pomóc odpowiedzieć na pytanie o drogę Kościoła w XXI w.

Jaki właściwie jest ten papież?

Uderzająca jest wrażliwość Leona XIV, widoczna choćby podczas spotkania z kapłanami diecezji rzymskiej, kiedy powiedział: „Nie da się być doskonałym, ale trzeba być wiarygodnym”. Mówił też o Kościele zranionym, który zwraca się do zranionej ludzkości w zranionym stworzeniu. To doskonale oddaje jego temperament: z jednej strony pragnie kontynuować ewangelizację Kościoła katolickiego, z drugiej jest świadomy kruchości jego członków i faktu, że to Kościół poraniony, który ma jednak działać na rzecz ludzkości dotkniętej konfliktami, nierównościami i coraz bardziej niepokojącą degradacją środowiska naturalnego.

***

*Marco Politi — włoski dziennikarz i pisarz, od 50 lat śledzi historię oraz politykę Watykanu. Biograf trzech papieży. Autor bestsellerów „Jego Świątobliwość. Jan Paweł II i nieznana historia naszych czasów” (napisany razem z Carlem Bernsteinem) i „Joseph Ratzinger. Kryzys papiestwa” oraz licznych książek, w tym trylogii poświęconej papieżowi Franciszkowi. Publikował na łamach „Il Messaggero”, „La Repubblica”, „Il Fatto Quotidiano”. Przez sześć lat, w okresie od Gorbaczowa do Jelcyna, był korespondentem w Moskwie.