Filippo Baroncini mówi, że nie jest w stanie patrzeć na swoje zdjęcia z chwil tuż po wypadku. Być może nigdy nie będzie na to gotowy.

— Miałem złamaną szczękę, nos, omal nie straciłem wzroku. Oczy uratowały mi okulary. Kilka milimetrów dalej i byłbym niewidomy — mówi 25-latek w wywiadzie dla belgijskiego portalu „Sporza”. A potem zaczyna dziękować Polakowi. — Pamiętam każdą chwilę — zapewnia.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Był 6 sierpnia 2025 r. i trzeci etap kolarskiego wyścigu Tour de Pologne. Na ostatnich kilometrach doszło do niebezpiecznej kraksy. Poszkodowanych było kilku zawodników, którym pomocy udzielano w miejscu wypadku. Wśród nich był Filippo Baroncini.

Włoch uderzył w mur na poboczu. Polak natychmiast zobaczył, że jest z nim źle

— Pamiętam każdy detal. To był niebezpieczny zjazd i na zakręcie zebrało się sporo żwiru. Straciłem panowanie nad rowerem i upadłem — mówi. Włoch twierdzi, że uderzył w mur, prawdopodobnie przepust.

Koło niego upadł polski kolarz, Michał Kwiatkowski. Od razu zobaczył, że stan Włocha jest znacznie poważniejszy niż innych poszkodowanych. Wezwał lekarza swojej ekipy, by zajął się Baroncinim. — Do dziś jestem im obu niezmiernie wdzięczny — mówi Filippo.

Filippo Baroncini pokazał w mediach społecznościowych jak wyglądała jego twarz po operacjachFilippo Baroncini pokazał w mediach społecznościowych jak wyglądała jego twarz po operacjach (Foto: Filippo Baroncini / Instagram)

— Jedna rzecz wciąż mnie dręczy. Dlaczego w takim stanie, w jakim byłem, leżałem w karetce 45 minut? To nie do pojęcia — uważa. Karetka miała odjechać do szpitala dopiero po stanowczej interwencji wspominanego już lekarza grupy Michała Kwiatkowskiego.

Filippo Baronciniego wprowadzono w stan śpiączki i wezwano jego rodzinę

W Specjalistycznym Szpitalu im. dr Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu Włochowi natychmiast zoperowano złamany obojczyk. Ale to był najmniejszy z problemów. Najgroźniejsze były liczne obrażenia twarzy. Baronciniego wprowadzono w stan śpiączki, wzywając do Polski jego rodzinę.

— Mój tata i brat natychmiast tu przylecieli, ale w Polsce nie porozmawialiśmy choćby przez chwilę. Dopiero potem usłyszałem, jak ciężko im było czuwać przy łóżku bez żadnego znaku ode mnie – mówi Baroncini w wywiadzie dla „Sporzy”.

Filippo BaronciniFilippo Baroncini (Foto: Rhode Van Elsen / Getty Images)

Rodzina i zespół UAE Team Emirates podjęły decyzję o transporcie zawodnika do Włoch. Polskę opuścił po pięciu dniach w szpitalu, a szef ekipy dziękował lekarzom za znakomitą opiekę.

— Szpital w Polsce jest niesamowity. Napiszcie to wyraźnie. Opiekują się Filippo i nami wspaniale. Dziękuję Polsce i szpitalowi za to, co dla nas zrobili — mówił Przeglądowi Sportowemu Onet Mauro Gianetti.

„Przez chwilę poczułem, że mogę zostawić pustkę w rodzinie”

Najważniejsze operacje Baroncini przeszedł jednak już w domu, w szpitalu w Mediolanie. — Kiedy obudziłem się dwa tygodnie po wypadku, zrozumiałem jakim cudem jest to, że żyję i wciąż widzę — mówi.

Po długich tygodniach rehabilitacji, pod koniec października usiadł na rower. Obecnie przygotowuje się do kolejnego sezonu ze swoją drużyną. Do ścigania chciałby wrócić w marcu. Pracuje też z psychologiem, by poradzić sobie z traumą wypadku.

Z okazji świąt opublikował w mediach społecznościowych serię zdjęć i poruszający wpis.

„Największym lękiem nie był ból ani złamane kości. Choć przez chwilę poczułem, że mogę zostawić pustkę w rodzinie. (…) Dziś jest nowy początek. Żyję dalej z ogromną wdzięcznością i siłą, o której być może nawet nie wiedziałam, że ją mam” — napisał włoski kolarz.