Konrad Mazur, WP SportoweFakty: Rok 2025 dobiega końca. Bardzo intensywny i pracowity dla żużlowców. A jak było z panem? Co działo się u pana w tym sezonie? Jak pan zaznaczał swoją obecność w żużlu?

Hans Nielsen, 4-krotny Indywidualny Mistrz Świata, były żużlowiec Motoru Lublin i Polonii Piła: W tym roku nie byłem zaangażowany w roli trenera, jak w poprzednich latach, czy to w tamtym roku w Pile, czy wcześniej w kadrze Danii, więc ten rok był dla mnie o wiele spokojniejszy. Oczywiście nadal jestem zaangażowany w moim rodzimym klubie w Brovst. Prywatnie mam więcej czasu na spędzanie z rodziną. Jestem podekscytowany nowym doświadczeniem, jakim jest bycie dziadkiem.

Z klubem Nordjysk Elite Speedway organizowaliśmy w tym roku rundę Indywidualnych Mistrzostw Danii, a w przyszłym roku mój macierzysty ośrodek wraca do ligi. Jestem częścią tego projektu. Rundę oglądało ok. 6,5 tysiąca widzów, co jest bardzo dobrym wynikiem. Myślę, że nasza praca przynosi efekty i cieszymy się ze swoich sukcesów. Patrzymy też na oglądalność żużla w transmisjach, co daje nam powody do optymizmu. Chcemy jeszcze bardziej zachęcić ludzi do oglądania tego sportu. Zobaczymy jak to wyjdzie w następnym roku, ale myślę, że mamy ciekawy zespół, w których są zawodnicy stąd. Rozmawialiśmy też z żużlowcami Grand Prix, ale nie jesteśmy jeszcze w stanie spełnić wszystkich wymagań.

ZOBACZ WIDEO: Jeszcze niedawno narzekał na przygotowanie toru. Teraz to go będą mogli krytykować

Można powiedzieć, że jestem dyrektorem sportowym. Nie byłem już zainteresowany rolą pierwszego trenera. Ta funkcja przypadła Mike’owi Johnstonowi, który z powodzeniem prowadził Region Varde. Ma bardzo duże doświadczenie, które będzie dla nas niezbędne. Zebrał zespół, oczywiście konsultujemy razem kwestie finansowe i organizacyjne, żeby to miało ręce i nogi. Mamy Tobiasa Thomsena, człowieka stąd, który ma już doświadczenie z ligi angielskiej. Bardzo dobrze, że w lidze będzie osiem ekip, a liga będzie transmitowana, więc kibice z Polski też będą mogli ją oglądać, za niezbyt wygórowaną cenę.

Mamy Luise Funch-Larsen, która z powodzeniem ścigała się FIM Woman Speedway World Trophy, jej starszy brat robi postępy, być może niedługo będzie w pierwszym składzie naszej ekipy. Mam nadzieję, że będzie dobrą zawodniczką w przyszłości, staram się, aby dobrze się rozwijała. Dbamy o szkolenie, mamy reprezentantów w SGP4 czy innych kategoriach. Chcemy zachęcać rodziców i ich pociechy, żeby uczestniczyli w żużlowych wydarzeniach, a część z nich dołączyła do naszej społeczności.

W tym roku przez pańskie socialmedia przewinęło się wiele informacji, ale najważniejszą była organizacja wystawy poświęconej pańskiej karierze. Zebrane trofea robią ogromne wrażenie. Proszę powiedzieć jak pan wspomina otwarcie ekspozycji?

To był niesamowity dzień dla mnie. Pojawiło się wiele osób, było duże zainteresowanie telewizji, prasy, dziennikarzy czy władz regionu. Dotychczas większość moich pamiątek, żużlowego dobytku trzymałem na strychu. Jeden z moich kolegów Henrik, z którym jeździłem na żużlu kupił hotel, jakieś 20 minut jazdy od mojego domu. Zaproponował, że może powinniśmy zebrać całą kolekcję w jednym miejscu i ją godnie zaprezentować. Wykonał fantastyczną pracę, za co należą mu się gratulacje. Wystawa cały czas jest dostępna i można ją oglądać w hotelu. Każdy może przyjechać i ją zobaczyć. Myślę, że to będzie dodatkowa promocja naszego sportu czy regionu oraz okazja do dyskusji biznesowych. Każdy znajdzie coś interesującego dla siebie. Polscy kibice, którzy pamiętają mnie z czasów Motoru czy Polonii na pewno też.

Pierwsze wywalczone złoto indywidualnych mistrzostw świata jest niepowtarzalne. Nie ma, co to tego wątpliwości, ale czy robiąc porządki w swojej ogromnej kolekcji natrafił pan na coś wyjątkowego, co sprawiło uśmiech na pana twarzy? 

Wyciągając paczki z plastronami i wywieszając je w ogrodzie przed uruchomieniem wystawy wpadło mi wiele wspomnień, przy części z nich często się zastanawiałem, czy rzeczywiście tam jechałem (uśmiech). Zwycięstwo w mistrzostwach świata w 1986 w Chorzowie ma szczególne miejsce w mojej pamięci. Na wystawie także ma swoje szczególne miejsce, pośrodku ekspozycji, gdyż to bardzo istotny element mojego życia. Kosztowało mnie to dużo pracy, wysiłku, szczególnie po tym jak dwukrotnie byłem drugi. Uhonorowałem ten tytuł jako największy sukces i najlepsze wspomnienie mojej kariery.

Jest pan 22-krotnym mistrzem świata w różnych kategoriach czarnego sportu. W prywatnym życiu odnalazł się pan w roli męża, ojca, a teraz przyszła nowa, dziadka. Proszę powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą panu? Jak się pan spełnia w nowym wydaniu?

W drugiej części mojej kariery zostałem ojcem, a to było dla mnie coś wyjątkowego. Gdy zostałem nim po raz pierwszy, to było bardzo podobne uczucie jakbym wygrał mistrzostwo świata. Nie zamieniłbym tego na nic innego. To największa radość w życiu prywatnym, by być ojcem. Bycie dziadkiem to wspaniała okazja, by się cieszyć. Fantastyczne doświadczenie, sprawia mi to wiele przyjemności. Córka i zięć mieszkają niedaleko od nas i widzimy się przynajmniej raz w tygodniu. Niesamowite jest widzieć takiego małego człowieka, jak rośnie i się zmienia. Pewnego dnia pewnie zobaczy moją wystawę w muzeum (uśmiech).

Przejdźmy do tego, co działo się w Polsce. Klub, z którym sięgnął pan po drużynowe mistrzostwo Polski w 1999, uzyskał awans do Metalkas 2. Ekstraligi. Rok temu będąc trenerem Pronergy Polonia Piła walczył pan o to samo. Zespół sprawił miłą niespodziankę, bo więcej szans dawano np. Wybrzeżu Gdańsk czy Startowi Gniezno.

Mam nadzieję, że udało mi się wnieść coś pozytywnego. Dla mnie to była znakomita sprawa, że mogłem wrócić do Piły w innej roli. Na pewno tamten sezon nie potoczył się do końca tak jakbyśmy chcieli, ale od początku byłem przekonany, że jako klub, Polonia Piła idzie w dobrym kierunku. Widać to było po dobrej atmosferze, organizacji czy zarządzaniu. Kwestie finansowe są bardzo istotne, wielokrotnie to powtarzam podczas naszych narad biznesowych w Brovst. Wiem, że w Pile trzeba było wykonać dużo pracy pod tym względem. Bardzo mnie cieszy, że ułożyło się to dobrze i zespół awansował do wyższej ligi. Dobór odpowiednich zawodników, mniej urazów, troszkę szczęścia, które trzeba mieć w sporcie i awans jest tego efektem.

Polonia Piła na pewno pokaże charakter. Ma ciekawych reprezentantów np. Matiasa Nielsena czy Benjamina Basso, a na U-24 William Drejer. Najważniejsze będzie pozostanie w lidze, a może i da się uzyskać coś więcej. Mam nadzieję, że jazda na zapleczu Ekstraligi i transmisje telewizyjne pomogą klubowi zbudować dobre zaplecze sponsorskie i zachęcić jeszcze bardziej ludzi do tego, by byli z tą drużyną. Czekam z niecierpliwością jak to będzie się toczyło.

W tym roku minęło 35 lat od pana debiutu w polskiej lidze. Pojawiał się pan w Lublinie kilkukrotnie. Śledzi pan losy Orlen Oil Motoru Lublin, który dość nieoczekiwanie nie wygrał złotego medalu, a wielu wręcz wpychało mu złoty medal do rąk. Motor zaliczył tylko dwie porażki w sezonie, przegrywając raz z PRES Grupa Deweloperska Toruń w rundzie zasadniczej, a później w finale. Jednak ta druga porażka bolała znacznie bardziej.

Z ogromną przyjemnością obejrzałem rewanż finału na stadionie w Lublinie. Oczywiście przed spotkaniem każdy wiedział, że Lublin będzie musiał wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Strata 18 punktów sprawiała, że będą mieli bardzo pod górę. Toruń wyglądał na bardzo solidny zespół i to utrudniało sprawę.

Ja jednak patrzę na to, co się dzieje w klubie, jak Kuba Kępa krok po kroku budował tę drużynę, która doszła do tak ogromnych sukcesów. Jak ściągał zawodników, a oni podnosili swój poziom. Myślę, że Lublin jest z tego znany. To nie jest tylko kwestia podpisania kontraktów z dobrymi żużlowcami, ale profesjonalna pomoc. Poznaliśmy największą wartość tych żużlowców. To klub, który ma wszystko poukładane, a Kuba ze swoimi współpracownikami dba o skład, aby tam niczego nie zabrakło. Widać to wsparcie na każdym kroku. Sumując przygotowania organizacyjne, finansowe, psychologiczne, budowanie atmosfery między drużyną, kibicami i sponsorami widać, że to ośrodek, który zasługuje, by osiągać sukcesy.

Na pewno szkoda, że Motor Lublin przegrał tę rywalizację, ale taki jest sport. Wielkie gratulacje dla PRES Toruń za sukces. Część kibiców w kraju ucieszyła się, że jedna drużyna przestała wszystko wygrywać. W każdym sporcie tak jest, że niektórym nie podoba się, że wszystko zdobywa jeden zespół. W Lublinie na pewno chcieliby cofnąć czas, naprawić to i zdobyć kolejny złoty medal. Tego się nie da, jednak to da im pozytywny bodziec do walki o kolejne sukcesy, chęć odzyskania tytułu będzie ogromna. Motor wciąż ma bardzo solidny skład i będą mieli spore szanse na złoto.

Jak pan oceni spotkania finałowe? 18 punktów straty to dla toruńskich Aniołów była znakomita zaliczka. Lublinianie dokonywali już podobnych comebacków, ale wiadomo, że wyjść z takich kłopotów nie było łatwo. Tym razem się nie udało.

Zdecydowanie nie. Toruń pojechał bardzo dobry mecz, a mając taką zaliczkę i takich zawodników możesz liczyć na jej obronienie. Szczególnie jak masz mocnych liderów, którzy zrobią robotę przy rezerwach taktycznych. Lublinowi niewiele zabrakło, jednak te cztery punkty były decydujące. Było kilka wykluczeń, które miały wpływ na końcowy wynik. Zabrakło trochę szczęścia, sędzia mógł podejmować inne decyzje, ale robi to co uważa za słuszne. Czasem tak bywa w sporcie, ale miejmy nadzieję, że za rok uda im się odzyskać tytuł.

Źródło: hotelhvideklit.dk Źródło: hotelhvideklit.dk

Kiedyś Motor Lublin przyjeżdżał na Motoarenę im. Mariana Rosego Motoarenę i był w stanie odnosić zwycięstwa. Od ubiegłego roku widać, że ten tor nie leży lublinianom. Skąd Motor ma taki duży problem, by poradzić sobie w Toruniu? Wydawałoby się, że tacy żużlowcy jak Fredrik Lindgren, który uwielbia się ścigać na takich obiektach oraz Jack Holder, który spędził tam kilka lat nie będą mieć problemu.

Trudno powiedzieć. Oglądałem to spotkanie, ale nie mogłem znaleźć jakiejś konkretnej przyczyny. Być może Toruń odnalazł idealne ustawienia na swój tor. Dopasowali się, tworząc ze swojego toru prawdziwy atut. Zawodnicy przygotowują sprzęt pod siebie, a czasami to może kompletnie nie pasować w konkretnym miejscu. Jedziesz wyjazdowy mecz na jakimś torze i odnajdujesz się znakomicie, potem przychodzi kolejne spotkanie na innym torze, gdzie ci nie idzie, choć robisz wszystko, by ci się udało. Nie mam wątpliwości, że w Lublinie była odpowiednia motywacja i mobilizacja przed tym pojedynkiem. Lublin jest mocny u siebie, nie powiedziałbym, że jego specyfika utrudnia Motorowi jazdę na wyjeździe. Za moich czasów w Lublinie trudniej się wyprzedzało, a tor na łukach był dużo węższy. Teraz jest wystarczająco szeroki, by nie zabrakło dobrych mijanek. Tak jak mówiłeś, Toruń jest wyjątkowym torem w skali kraju, ale reszta torów niczym nie odstaje, są równe dla każdego i dobrze przygotowane.

Kolejny sezon zapowiada się niezwykle ciekawie, bowiem rynek transferowy był bardzo aktywny i doszło do przetasowań w składach. Motor Lublin nadal będzie w gronie faworytów, ale już nie z pozycją dominującą. Jak pan ocenia siłę tej drużyny?

Nastąpiły pewne zmiany. Lublin stracił dwóch dobrych zawodników, ale pozyskał dwóch równie mocnych. Pod tym względem nie uważam, że drużyna będzie słabsza. Pewną różnicę może zrobić odejście Wiktora Przyjemskiego do Abramczyk Polonii Bydgoszcz. To będzie trudne, by go zastąpić, więc będzie to wyzwanie dla klubu. Całościowo Lublin będzie nadal silny, a w tej drużynie przecież wciąż są rezerwy i nie każdy dał jeszcze maksimum możliwości.

Nastąpiła wymiana liderów, Holdera oraz Dominika Kuberę  zastąpili Kacper Woryna i Martina Vaculika. Co pan sądzi o Słowaku?

Myślę, że to będzie dobra decyzja, by na chwilę zejść ze sceny z GP. Uwolnić swój potencjał na nowo, przeorganizować się, zapomnieć o trudnych sezonach zarówno sportowo, jak i finansowo. W Lublinie będzie miał wszystko zagwarantowane, więc będzie mógł w pełni się skupić na sobie. Myślę, że w przyszłym roku zobaczymy jedną z jego najlepszych wersji. Trafił do dobrego miejsca, bo widzimy, że kto tu nie trafi to odbudowuje się i robi dobre wyniki.

Co do stylu? Jednego dnia potrafi być nie do ugryzienia, ale innego też zdarza mu się zawieść. Są pewne wzloty i upadki, ale to nadal znakomity żużlowiec. Ma swoją regularność do poprawy, ale w Lublinie będzie miał do tego odpowiednie warunki. Brak GP daje mu spokój do tego, by wrócić silniejszym. Nabierze większej pewności siebie i wróci do cyklu za jakiś czas.

Drugim transferem Motoru jest Kacper Woryna, który dostał się do cyklu SGP 2025. Niektórzy uważają, że jego czas jeszcze nie nadszedł i drzemią w nim spore możliwości.

Może nie śledziłem zbyt intensywnie jego kariery, ale ostatnie lata pokazują, że idzie w dobrym kierunku. Sporo włożonej pracy, dojście do celu krok po kroku. Medal SEC, awans do GP. Tym sposobem zbliża się do tej ścisłej czołówki. Być może jest jeszcze trochę niedoceniany. Będzie dla mnie bardzo ciekawe czy zrobi kolejny krok w karierze i włączy się do rywalizacji z gwiazdami tego sportu. W GP na pewno dużo się nauczy.

Po przełamaniu dominacji Motoru niektórzy się zastanawiają, czy pozostałe zespoły uwierzą w siebie po triumfie torunian i włączą się do walki o czołowe lokaty oraz będą w stanie napsuć krwi tym najsilniejszym?

Na pewno dobrze dla całej dyscypliny jest, gdy mamy silne i wyrównane ekipy, które są w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. To nakręca wszystkich kibiców. W tym roku bardzo dobrze pojechał Toruń, Wrocław naciska na tytuł od kilku sezonów. Być może ktoś włączy się do tego grona. Zielona Góra ze swoim zapleczem i organizacją może namieszać. Nie ma co przekreślać Grudziądza czy Gorzowa.

Wspomniał pan, że Przyjemskiego będzie trudno zastąpić, ale czy da się to zrobić? Bartosz Bańbor i Bartosz Jaworski raczej w jego buty nie wejdą, ale mogą napisać swoją historię.

To jest główne pytanie, czy juniorzy będą w stanie go zastąpić? Czasem może się to okazać na granicy zwycięstwa bądź porażki całej drużyny. To będzie bardzo ciekawe, bo czasami seniorzy będą musieli nadrobić, by udało się wygrać mecz na styku. Wszystko przed nimi, ale nie ma co ich skreślać.

Czy uważa pan, że Przyjemski podjął dobrą decyzję? Był najlepszym juniorem w PGE Ekstralidze, a schodzi do niższej ligi. Czy to będzie dobre dla jego dalszego rozwoju?

Najbardziej z tej decyzji będą się cieszyć kibice bydgoscy. Dla lokalnej społeczności lepsze jest, gdy mogą się identyfikować i wspierać zawodnika stąd. Bydgoszcz skorzysta nie tylko na wynikach, ale i wizerunkowo.

Oczywiście, najlepszym wyjściem jest jazda w Ekstralidze, bo sprawdzanie się z czołówką jest idealnym wyjściem do rozwoju, ale trzeba też zrozumieć, że ma tutaj sponsorów, wsparcie rodziny, kibiców. Przychodzi tu z nadzieją na awans, na który klub nie może się doczekać. Będzie olbrzymim wzmocnieniem, a jego osoba może tu bardzo pomóc.

Prezes Jakub Kępa budował zespół przez kilka lat, dokonując kosmetycznych zmian. Ta strategia okazała się skuteczna. Czy jest pan zaskoczony, że zawodnicy jak: Kubera czy Holder wybrali inne miejsca, skoro w Lublinie było im dobrze, a jednak z powodów prywatnych, logistycznych czy ambicjonalnych wybrali inne miejsca?

W pełni rozumiem powody żużlowców. Czasami potrzebujesz zmiany, ale to już sam musisz wiedzieć czego potrzebujesz. Oczywiście dla kibiców najlepiej jest, gdy oglądają ekipę, którą znamy, jest z nami od pewnego czasu, sprawdza się, więc buduje się atmosfera między kibicami, zawodnikami a klubem. Tak się stało, że odeszli, ale Kuba szybko zareagował i zrobił co najlepsze, aby drużyna nadal była silna i liczyła się w walce o najwyższe cele.

26 grudnia to pana dzień. Jako żużlowa społeczność składamy panu najserdeczniejsze życzenia z okazji 66. urodzin. W karierze osiągnął pan właściwie wszystko. Czy po takiej erze, marzy pan jeszcze o jakichś sukcesach? Czy są jakieś plany np. podróże, nowe zadania?

Będąc jeszcze zawodnikiem większość skończonych sezonów w Europie oznaczała jakiś wyjazd, czas na przygotowania do kolejnego, czy to w Australii, USA czy innych miejscach. Napodróżowałem się już dużo. Na ten moment wystarcza mi krótki urlop w Hiszpanii, by pograć w golfa, cieszyć się dobrą pogodą.

Jestem bardzo szczęśliwy w prywatnym życiu. Poza tym wykonuje dużą pracę dla mojej pierwszej drużyny, prowadzę rozmowy ze sponsorami. Chciałbym, abyśmy krokami dochodzili do sukcesów, abyśmy byli stabilnym, dobrze zarządzanym ośrodkiem. Doglądam swoich nieruchomości. Mam dosyć intensywny czas. Wiem, ile trudu kosztuje praca trenera kadry czy klubu żużlowego, raczej nie chciałbym już w tym uczestniczyć. Wsparcie przy Grand Prix? Być może rozważyłbym pomoc, któremuś z zawodników tak, jak pomagałem kiedyś Leonowi Madsenowi.

Od czasu do czasu fajnie będzie obejrzeć na żywo jakieś ważne wydarzenie jak: runda GP, mecz w Pile czy Lublinie. Nie mam poza tym jakichś większych ambicji. Chcę być szczęśliwy i zdrowy, a najważniejsze jest dla mnie zdrowie i szczęście moich bliskich.

To była pierwsza część wywiadu z Hansem Nielsenem, na kolejną zapraszamy niebawem.