Działania terrorystów z Boko Haram doprowadziły do kryzysu humanitarnego na wielką skalę. Liczba uchodźców sięga już milionów, a liczba osób zagrożonych głodem — dziesiątek milionów. „Atakują i brutalnie mordują przede wszystkim niewinnych chrześcijan, na skalę niewidzianą od wielu lat, a nawet wieków!” — grzmi Trump na Truth Social.

26 grudnia Departament wojny USA opublikował w mediach społecznościowych nagranie ukazujące moment ataku amerykańskich sił w Nigerii.

Trump w swoich wypowiedziach skupia się tylko na jednej kwestii — zabijaniu chrześcijan przez dżihadystów — i twierdzi, że jest gotowy zająć się tym problemem przy użyciu amerykańskich sił zbrojnych. Jednak praktycznie cała współczesna historia interwencji USA — od Wietnamu po Afganistan — pokazuje, że bezpośrednie angażowanie się w działania zbrojne przez Waszyngton jest złym pomysłem.

Wydaje się, że Trump musi zrozumieć wszystkie ryzyka związane z rozpoczęciem kolejnej potencjalnej „wiecznej wojny”. Historia konfliktu w Nigerii pokazuje, że na Amerykanów czyha kilka kluczowych zagrożeń.

Gdyby Stany Zjednoczone miały dokonać inwazji na Nigerię, musiałyby zmierzyć się z terrorystami, którzy łatwo wtapiają się w lokalną populację — a niekiedy cieszą się jej poparciem. Zapoznanie się z lokalną specyfiką będzie kluczowe dla Amerykanów, inaczej operacja Trumpa zakończy się niepowodzeniem.

Wydaje się natomiast, że prezydent USA ma szansę pochwalić się kolejnym zwycięstwem bez konieczności faktycznej interwencji zbrojnej. W odpowiedzi na groźby ze strony Stanów Zjednoczonych dowództwo wojskowe Nigerii obiecało zintensyfikować działania przeciwko Boko Haram, a w niektórych obszarach nigeryjskie siły federalne rozpoczęły nawet stosunkowo udane operacje bojowe przeciwko dżihadystom.

Lokalni myśliwi w stanie Adamawa w Nigerii. Przygotowują się do wsparcia nigeryjskiej armii walczącej z terrorystami Boko Haram, 6 grudnia 2014 r. (zdj. ilustracyjne)

Lokalni myśliwi w stanie Adamawa w Nigerii. Przygotowują się do wsparcia nigeryjskiej armii walczącej z terrorystami Boko Haram, 6 grudnia 2014 r. (zdj. ilustracyjne)Mohammed Elshamy/Anadolu Agency/Getty Images / Getty Images

Aby pochwalić się kolejnym wątpliwym sukcesem, Donald Trump będzie musiał tylko poczekać na oficjalne oświadczenia nigeryjskich przywódców wojskowych i politycznych ogłaszające pokonanie grup terrorystycznych i wyzwolenie obszarów kraju spod ich kontroli — nawet jeśli w istocie problem pozostanie nierozwiązany.

Amerykanie interweniują w Nigerii

Zaledwie kilka dni po nieoficjalnej zmianie nazwy Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych na Departament Wojny Donald Trump wydawał się zdecydowany, którą wojnę resort rozpocznie jako pierwszą.

„Jeśli rząd Nigerii nadal będzie pozwalał na zabijanie chrześcijan, Stany Zjednoczone natychmiast wstrzymają wszelką pomoc i wsparcie dla Nigerii i mogą wkroczyć do tego obecnie skompromitowanego kraju z bronią w ręku, aby całkowicie zniszczyć islamskich terrorystów, którzy dopuszczają się tych potwornych okrucieństw” — „powiedział” Trump w wygenerowanym przez sztuczną inteligencję przemówieniu prezydenckim opublikowanym na platformie Truth Social.

Powodem tych gróźb były masowe zabójstwa i porwania dokonywane przez grupy dżihadystów. Lokalni księża i ich wierni apelują do władz kraju o ochronę. Jednak sądząc po wpisie Trumpa, jego zdaniem władze Nigerii są współwinne terrorystom, których amerykański prezydent grozi zniszczeniem.

Nigeryjscy urzędnicy próbowali się usprawiedliwić, twierdząc, że wolność sumienia i wyznania w kraju jest chroniona przez prawo, a przemoc nie ma charakteru ludobójstwa. Ich zdaniem nie tylko chrześcijanie, ale także muzułmanie cierpią z powodu działań terrorystów i wreszcie, a władze robią wszystko, co w ich mocy, aby powstrzymać przemoc. Prezydent Nigerii Bola Tinubu zintensyfikował wszystkie oficjalne i nieoficjalne kanały komunikacji ze Stanami Zjednoczonymi, aby zapobiec naruszeniu suwerenności kraju i amerykańskiej inwazji. Trump mimo wszystko zaatakował terrorystów z Boko Haram.

Na liście krajów, w których chrześcijanie spotykają się z największymi prześladowaniami instytucjonalnymi na świecie, Nigeria zajmuje siódme miejsce, wyprzedzając Iran i Pakistan.

Sześć pierwszych państw na liście — Korea Północna, Somalia, Jemen, Libia, Sudan i Erytrea — ma stosunkowo niewielką populację chrześcijan. Natomiast w Nigerii chrześcijanie stanowią ok. połowy ludności.

Rząd w dużej mierze składa się z chrześcijan i nie angażuje się w prześladowania na tle religijnym. Problem polega na tym, że dwie dekady temu państwo samo ograniczyło swoje możliwości, próbując uniknąć konfliktu wewnętrznego.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Historia konfliktu w Nigerii

W 1999 r. upadł reżim dyktatury wojskowej, który został ustanowiony w Nigerii w połowie lat 60. XX w. W latach dyktatury do władzy doszło kilkunastu różnych generałów w wyniku zamachów stanu i buntów. Tylko dwóch z nich było chrześcijanami, wszyscy pozostali byli muzułmanami z północnych stanów Nigerii.

Muzułmanie rządzili jako dyktatorzy nieprzerwanie od 1983 do 1999 r. W sposób typowy dla dyktatur obsadzali wysokie stanowiska w rządzie i służbach bezpieczeństwa głównie swoimi współwyznawcami i osobami pochodzącymi z ich rodzinnych regionów. Ostatni z tych generałów — Abdulsalami Abubakar — przywrócił demokracjię w kraju, organizując pierwsze od dziesięcioleci uczciwe wybory prezydenckie i bez wahania przekazując władzę zwycięzcy, chrześcijaninowi Olusegunowi Obasanjo.

Abdulsalami Abubakar

Abdulsalami AbubakarAdam Abu-bashal/Anadolu Agency via Getty Images / Contributor / Getty Images

Nawiasem mówiąc, Obasanjo już wcześniej rządził krajem jako jeden z „chrześcijańskich” dyktatorów, ale w wyborach w 1999 r. startował jako kandydat demokratyczny, obiecując pozbycie się nepotyzmu i korupcji. Zapowiedział także koniec łamania praw człowieka.

Nagła i radykalna zmiana systemu rządów wywołała niepokój wśród elit politycznych z przeważnie muzułmańskiej północy kraju. Lokalni urzędnicy i gubernatorzy, z których wielu było uwikłanych w korupcyjne schematy kolejnych junt, obawiali się utraty wpływów, dymisji, a nawet postawienia przed sądem.

Aby chronić siebie i dotychczasowy porządek, zaczęli domagać się od władz centralnych zachowania tożsamości muzułmańskiej i obrony jej przed wpływami zachodnimi, które kojarzyli z wyborami, świeckimi sądami oraz chrześcijańską administracją. Dzięki tym działaniom umiejętnie skonsolidowali religijną część społeczeństwa, która postrzegała muzułmańskich polityków jako swoich obrońców przed sekularyzacją oraz chrześcijaństwem.

Obasanjo nie mógł zwolnić ani uwięzić tych islamskich populistów bez ryzyka wywołania wielkiej muzułmańskiej rebelii, a sami politycy nie mieli innego wyboru, jak tylko dotrzymać swoich obietnic i naciskać na władze centralne, aby maksymalnie zislamizowały północ kraju. Tak właśnie postąpili, zmuszając władze federalne do wyrażenia zgody na wprowadzenie prawa szariatu w niektórych częściach Nigerii.

Szariat w Nigerii

Zakładano, że dwa systemy prawne — liberalny system konstytucyjny i system oparty na szariacie — będą funkcjonować równolegle, a kary takie jak amputacja ręki za kradzież lub ukamienowanie za cudzołóstwo będą miały zastosowanie wyłącznie do muzułmanów.

Jednak chrześcijanie i wyznawcy tradycyjnych wierzeń afrykańskich obawiali się, że islamskie prawa zostaną rozszerzone również na nich. Odpowiedzieli protestami, które spotkały się z wrogością ze strony muzułmańskich sąsiadów. Doszło do starć między wyznawcami różnych religii, a nawet do otwartych walk, w których zginęły tysiące ludzi.

Ograniczenie stosowania szariatu wyłącznie do społeczności muzułmańskich okazało się niemożliwe. Został on wprowadzony w dziewięciu stanach w całości oraz w niektórych okręgach trzech kolejnych stanów, które łącznie stanowią nieco mniej niż połowę całkowitej powierzchni kraju. W regionach tych niemuzułmanom zakazano sprzedaży i kupowania alkoholu, publicznego wykonywania lub słuchania muzyki, otwartego organizowania zgromadzeń religijnych, a często nawet wysyłania dzieci do szkół koedukacyjnych.

System odwoławczy miał zapewnić osobom niezadowolonym z orzeczeń sądów szariackich możliwość zaskarżenia ich do sądów świeckich, ale urzędnicy odpowiedzialni za wykonywanie tej funkcji okazali się skorumpowani i nieskuteczni. W rezultacie nie można mówić o pełnoprawnym współistnieniu dwóch różnych systemów prawnych. W wielu regionach szariat dosłownie zastąpił konstytucję.

Politycy, którzy stali za islamizacją systemu prawnego na północy kraju, obiecali, że szariat znacznie szybciej i skuteczniej niż prawo świeckie rozwiąże główne problemy Nigerii — korupcję, ubóstwo i niesprawiedliwy podział bogactwa. Nigeria jest liderem kontynentu pod względem produkcji i sprzedaży ropy naftowej, a jednocześnie regularnie zajmuje czołowe miejsca w rankingach najgorszych krajów świata do życia.

Jednak szariat nie stał się panaceum. Korupcja nie zniknęła, podobnie jak ubóstwo. Co więcej, politycy często po prostu podporządkowali sobie sądy szariackie, zamieniając je w narzędzia własnego wzbogacania się. Wielu sędziów szariackich, utrzymywanych przez lokalne elity lub pozostających pod ich wpływem, wydawało (i nadal wydaje) wyroki kierując się nie sprawiedliwością, ale interesami swoich patronów.

„Szariat jest fikcją, zasłoną dymną dla skorumpowanych polityków. My w pełni wprowadzimy prawo islamskie” — stwierdził kaznodzieja Muhammad Yusuf, tłumacząc porażkę polityki regionalnej islamizacji.

Boko Haram w Nigerii

Muhammad Yusuf był dość znaną i popularną postacią. Udzielił nawet wywiadu BBC, w którym stwierdził, że Ziemia jest w rzeczywistości płaska, a deszcz nie jest wynikiem naturalnego cyklu wodnego, lecz darem Wszechmogącego. Sprzeciwiał się również szkołom dla dziewcząt i ogólnie był niezadowolony z nigeryjskiego systemu edukacji. Z tego powodu terroryści Yusufa byli nawet nazywani przez osoby postronne „talibami”.

Sami Nigeryjczycy nadali tej grupie inną nazwę — Boko Haram. Nazwa ta jest często tłumaczona jako „zachodnia edukacja jest grzechem”. Boko najprawdopodobniej pochodzi od słowa book w języku pidgin, a „haram” oznacza grzech, czyn zabroniony przez islam, co oznacza, że dokładniejsze tłumaczenie nazwy grupy brzmiałoby „zakaz książek”.

Lokalni myśliwi w stanie Adamawa w Nigerii. Przygotowują się do wsparcia nigeryjskiej armii walczącej z terrorystami Boko Haram, 6 grudnia 2014 r. (zdj. ilustracyjne)

Lokalni myśliwi w stanie Adamawa w Nigerii. Przygotowują się do wsparcia nigeryjskiej armii walczącej z terrorystami Boko Haram, 6 grudnia 2014 r. (zdj. ilustracyjne)Mohammed Elshamy/Anadolu Agency/Getty Images / Contributor / Getty Images

Boko Haram powstało w 2002 r. Od samego początku organizacja postawiła sobie za zadanie wprowadzenie „właściwego” prawa szariatu w Nigerii — nieograniczonego granicami państwowymi lub okręgowymi, a także nieograniczonego równoległym świeckim systemem sądowym, siłami policyjnymi lub konstytucją.

Grupa, wroga zarówno wobec władz federalnych, jak i północnych elit muzułmańskich, od początku działała w podziemiu, przeprowadzając okresowe naloty na posterunki policji lub ataki na urzędników. W 2009 r. terroryści Boko Haram podjęli próbę przejęcia kontroli nad miastem Bauchi — stolicą północnego stanu o tej samej nazwie — wywołując powstanie przeciwko lokalnym władzom. Powstanie zakończyło się jednak niepowodzeniem, Muhammad Yusuf został uwięziony i wkrótce zmarł w areszcie w niewyjaśnionych okolicznościach. Boko Haram zdołało jednak przetrwać utratę swojego założyciela, a nawet znacznie się wzmocnić.

Ułatwiło to zbliżenie grupy z ideologicznie bardzo bliskimi odłamami Al-Kaidy w Mali i Algierii. Nigeryjczycy przeszli szkolenie w obozach Al-Kaidy, gdzie nabyli umiejętności niezbędne do prowadzenia wojny partyzanckiej na dużą skalę. W 2011 r., po upadku reżimu Muammara Kaddafiego w Trypolisie, Afryka została zalana bronią z libijskich zapasów, które nagle pozostały bez nadzoru. Znaczna część tej broni trafiła w ręce terrorystów Boko Haram.

Nowe umiejętności i arsenały, w połączeniu z sympatią części lokalnej ludności, pomogły grupie przejąć kontrolę nad znacznymi terytoriami w północno-wschodniej Nigerii. Złe drogi i brak komunikacji w tych obszarach również działały na korzyść terrorystów, utrudniając rządowi w Abudży rozmieszczenie wojsk federalnych. Ponadto wojsko często nie rozumiało, z kim walczy: pomiędzy najazdami dżihadyści ukrywali broń w skrytkach i wtapiali się w ludność cywilną.

Boko Haram nauczyło się działać potajemnie, ale skutecznie. Mimo kilku desperackich operacji wojskowych władze Nigerii nigdy nie były w stanie przywrócić kontroli nad terytoriami północno-wschodnimi. Zostały zmuszone do przyznania, że nie są w stanie pokonać tej grupy siłą i podjęły próby rozpoczęcia negocjacji, które jednak nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Co więcej, sympatycy Boko Haram byli prawdopodobnie obecni nawet w rządzie kraju.

Walka z radykałami była dodatkowo utrudniona przez fakt, że „pierwotna” Boko Haram nie była jedyną grupą dżihadystów działającą w Nigerii. Zasadniczo Boko Haram to cała terrorystyczna „marka parasolowa”, używana do opisania dziesiątek dużych i małych grup o podobnej ideologii, ale kierowanych przez różnych przywódców. Grupy te mogą zawierać między sobą sojusze sytuacyjne, ale częściej konkurują ze sobą o kontrolę nad różnymi obszarami północnej Nigerii. W rezultacie osłabienie jednej z nich poprzez operacje wojskowe zazwyczaj prowadzi jedynie do wzmocnienia rywala.

Jednak największą i zawsze gotową do walki grupą była ta założona przez Yusufa. To właśnie ta grupa przeniosła konflikt w północnej Nigerii na nowy poziom, dołączając do ISIS w 2015 r.

Od momentu powstania jako grupa lokalna, choć współpracująca z dżihadystami z sąsiednich państw, Boko Haram stała się częścią globalnego kalifatu dżihadystów.

Nowy status przyniósł ze sobą nowe możliwości. Do Boko Haram zaczęli dołączać terroryści z innych krajów. Grupa, która zmieniła nazwę na „Wilajet Zachodniej Afryki”, rozszerzyła zakres swoich działań na południowe stany, a nawet na sąsiednie kraje, zyskując dostęp do wiedzy taktycznej i strategicznej innych „oddziałów” ISIS.

Jednak nie wszystko szło gładko dla Boko Haram. Niektórzy dowódcy odmówili podporządkowania się decyzjom kalifa z Bliskiego Wschodu, którego nigdy nie widzieli osobiście. Odłączyli się od głównej organizacji i przez pewien czas nawet walczyli przeciwko swoim byłym towarzyszom.

Ogólnie rzecz biorąc, nigeryjska grupa wykazała się odpornością, której nie mogły dorównać inne regionalne oddziały ISIS. W ten sposób, po klęsce samozwańczego kalifatu w Syrii i Iraku, Boko Haram stało się głównym i najbardziej żywotnym „oddziałem” ISIS. Międzynarodowa koalicja przeciwko ISIS, która działa do dziś, jest zajęta likwidacją pozostałości jednostek dżihadystów w Syrii i Iraku i nie zapuszcza się w głąb Afryki.

Pod „parasolem marki” Boko Haram w Nigerii i krajach sąsiednich działa obecnie co najmniej 10 tys. aktywnych terrorystów. Kilka tysięcy kolejnych należy do innych grup dżihadystów, które nie mają historycznych ani ideologicznych powiązań z Boko Haram. Ich działalność jest finansowana z różnych źródeł — podatków pobieranych przez dżihadystów na terytoriach pod ich kontrolą, ceł nakładanych na handlarzy przywożących towary z innych regionów Nigerii oraz darowizn.

Pieniądze są wydawane nie tylko na broń i wynagrodzenia terrorystów, ale także na wsparcie ubogich społeczności, co zapewnia lokalne poparcie dla dżihadystów. Głównym zajęciem ISIS i powiązanych z nim grup nie jest jednak oczywiście działalność charytatywna, ale wojna. Ich przeciwnikami w tej wojnie są wojsko, policja, urzędnicy oraz chrześcijanie.

Ci ostatni zostali uznani za agentów wrogich wpływów zachodnich, wrogów wiary, którzy utrudniają ustanowienie „prawdziwego szariatu” i dlatego muszą zostać wygnani lub zniszczeni.

Szacuje się, że Boko Haram i jego różne odgałęzienia zabiły łącznie od 30 tys. do 60 tys. osób — co najmniej połowa z nich to cywile, a większość z nich to chrześcijanie. Miliony ludzi stały się uchodźcami.

Terroryści z Boko Haram wywołali jeden z najpoważniejszych i najdłuższych kryzysów humanitarnych w historii świata: uchodźcy zostali pozbawieni środków do życia, więzi gospodarcze zostały zerwane przez partyzancką wojnę, zakłady produkcyjne zostały zniszczone w wyniku walk, a pola uprawne pozostawiono odłogiem z obawy przed ostrzałem. Według danych ONZ ok. 27 mln Nigeryjczyków jest już niedożywionych. Według prognoz w przyszłym roku liczba ta może wzrosnąć do 36 mln.