Filippo Baroncini, kolarz UAE Team Emirates, wraca do zdrowia po dramatycznym wypadku. W sierpniu, podczas trzeciego etapu Tour de Pologne, Włoch wziął udział w kraksie, w której mocno ucierpiał. Zderzył się z murem, co doprowadziło do licznych obrażeń twarzy oraz złamania kręgu szyjnego.
Przez dwa tygodnie 25-latek znajdował się w śpiączce farmakologicznej. Kolarz, który musiał przejść poważną, 11-godzinną operację, odniósł się do tych wydarzeń w rozmowie z portalem sporza.be. – Kiedy obudziłem się po dwóch tygodniach, zdałem sobie sprawę, że to cud, że żyję i że wciąż widzę – stwierdził wprost. Włoch dodał, że groziła mu nawet utrata wzroku.
ZOBACZ WIDEO: Boruc szczerze o życiu po karierze. „Problematyczny początek”
Baroncini wspomniał, że do poważnego w skutkach upadku doszło na zakręcie pełnym żwiru. 25-latek stracił wówczas panowanie nad rowerem. Jedną z pierwszych osób, które udzieliły mu pomocy, był Michał Kwiatkowski, za co Włoch jest ogromnie wdzięczny Polakowi.
Zawodnik UAE Team Emirates pamięta szczegóły tych wydarzeń. Jedna rzecz wyjątkowo utkwiła mu w pamięci. – Wciąż coś mnie dręczy. Czekałem w karetce przez 45 minut. To nie do pojęcia, gdy wiadomo, w jakim byłem stanie. Ostatecznie to ten sam lekarz z zespołu Ineos poprosił ratowników, żeby się pospieszyli i zabrali mnie do szpitala – zdradził.
Po operacji i pobycie w szpitalu Baroncini rozpoczął trudny proces rehabilitacji. W październiku, podczas obozu treningowego w Abu Dhabi, ponownie wsiadł na rower. Mimo że fizycznie czuje się coraz lepiej, trauma wypadku wciąż wpływa na jego psychikę. 25-latek pracuje z psychologiem, aby uporać się z tym doświadczeniem. Powrót do rywalizacji planuje pod koniec marca.