Rosja próbuje zniszczyć Ukrainę od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 r. — choć walki na Donbasie toczą się już od 2014 r. Główna uwaga Kremla nadal skupia się właśnie na obwodzie donieckim, który Ukraina kontroluje jeszcze w ok. 25 proc. Ponieważ jest to jednak najsilniejszy front obronny Ukrainy, nie należy spodziewać się dużego postępu Rosjan na tym obszarze.

Obecnie dwa ostatnie duże miasta na Donbasie, które pozostają pod kontrolą Ukrainy — Słowiańsk i Kramatorsk — znajdują się ok. 25 km od frontu.

Możliwe, że Rosja dotrze do granic administracyjnych tych aglomeracji. Ich zdobycie przechyliłoby szalę zwycięstwa na korzyść Moskwy. W planie Putina jest jednak wielka „dziura” — kluczowy jest bowiem jeden czynnik.

Jedynie nieliczni obserwatorzy uważają za prawdopodobne zdobycie tych dwóch metropolii w nadchodzącym roku. Prognozę można wysunąć na podstawie tempa postępów armii Putina w 2025 r.

W 2025 r. wojska rosyjskie zajęły ok. 4400 km kw terytorium Ukrainy, czyli 1 proc. pozostałej części kraju, tracąc przy tym ok. 100 tys. żołnierzy (tylko zabitych). Podczas ofensywy letniej Rosjanie zdobyli ok. 0,3 proc. powierzchni ukraińskiego terytorium. Ich postępy nieco przyspieszyły w kolejnych miesiącach.

Mimo wszystko można stwierdzić, że jeśli tempo postępów armii Putina utrzyma się w 2026 r., Rosjanie nie zdołają zrealizować swojego głównego zamierzenia, jakim jest podporządkowanie sobie całej Ukrainy.

W związku z tym rok 2026 może być kolejnym rokiem wyniszczającej wojny rosyjsko-ukraińskiej, w której każda ze stron będzie wspierana odpowiednio przez Chiny i Zachód. Mało prawdopodobnym scenariuszem jest nagła zmiana nastawienia Moskwy. W rosyjskiej elicie w końcu musiałoby zatriumfować stronnictwo opowiadające się za pokojem, na co na razie się jednak nie zanosi.

Plan Putina na 2026 r.? Dalsza wojna na wyniszczenie

Prawdopodobny scenariusz jest natomiast następujący: Rosja, podobnie jak w 2025 roku, rozproszy swoje działania ofensywne, aby uderzyć na Ukrainę tam, gdzie jej linie obronne oraz siły są najsłabsze.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Stosując tę strategię, armia Putina posuwa się naprzód w południowym obwodzie zaporoskim. Stara się również zrobić wyrwę w ukraińskiej obronie w środkowym obwodzie dniepropietrowskim. W związku z tym jest prawdopodobne, że w 2026 r. małe miasta Huljajpole, Orichiw, Stepnohirśk, a także Pokrowsk, którego Ukraińcy dzielnie bronią od wielu miesięcy, padną ofiarą rosyjskich najeźdźców.

Ukraińscy żołnierze świętują Wigilię Bożego Narodzenia niedaleko Pokrowska, 24 grudnia 2025 r. (zdj. ilustracyjne)

Ukraińscy żołnierze świętują Wigilię Bożego Narodzenia niedaleko Pokrowska, 24 grudnia 2025 r. (zdj. ilustracyjne)Diego Herrera Carcedo/Anadolu via Getty Images / Contributor / Getty Images

Kluczowe miasto Zaporoże, które liczy 700 tys. mieszkańców, znalazłoby się wówczas zaledwie 15 km od linii frontu. Pawłohrad (100 tys. mieszkańców) byłby z kolei w zasięgu dronów i bomb szybujących. Miasto to jest oddalone od linii frontu o zaledwie 50 km.

Rosja ponadto kontynuuje swój projekt przesunięcia granicy w obwodach charkowskim oraz sumskim pod pozorem utworzenia „strefy buforowej„. Jeszcze bardziej zwiększa w ten sposób presję na ukraińską armię, maksymalnie rozciągając linię frontu oraz nadwyrężając zdolności Ukraińców do obrony.

W ostatnich dniach armia Putina przeprowadziła w tych dwóch obwodach kilka transgranicznych najazdów. Całkiem możliwe, że w 2026 r. pojawi się cała seria nowych „buforów” w pobliżu granicy, ale w obrębie Ukrainy.

Ukraina z kolei najprawdopodobniej nadal będzie wykorzystywać ogromny rozmiar Federacji Rosyjskiej, obracając atut Rosji w jej największą słabość. Rosja bowiem nie jest w stanie skutecznie chronić całego swojego terytorium, co ułatwia Ukraińcom ataki na kluczowe instalacje na terenie całego kraju.