Teza o globalnym zwrocie ku etatyzmowi jest poparta m.in. spektakularnymi przykłady przejęć (nacjonalizacji) w krajach wolnorynkowych. Działania te, jeszcze dekadę wcześniej nie do pomyślenia, są usprawiedliwiane koniecznością wynikającą z groźby załamania systemu.
Niemcy, największa gospodarka UE, dokonały historycznej interwencji, przejmując giganta energetycznego Uniper. Firma będąca największym importerem rosyjskiego gazu, stanęła na skraju bankructwa po odcięciu dostaw Gazpromu. Upadek Unipera wywołałby efekt domina w niemieckim przemyśle. Rząd federalny przejął więc 99 proc. akcji firmy, pompując w nią łącznie ponad 50 mld euro w formie kapitału i linii kredytowej.
- Jakie są przyczyny wzrostu roli państwa w gospodarce?
- Które kraje dokonały nacjonalizacji w ostatnich latach?
- Jakie są wyniki Index of Economic Freedom w 2025 roku?
- Co sądzą eksperci o przyszłości gospodarki globalnej?
Francja zawsze miała silniejsze tradycje etatystyczne, ale pełne przejęcie EDF, największego operatora elektrowni jądrowych w Europie, było ruchem strategicznym o ogromnej skali. W 2023 r. państwo francuskie sfinalizowało wykup akcji mniejszościowych, stając się właścicielem 100 proc. kapitału EDF. Koszt operacji to blisko 10 mld euro. Rząd Emmanuela Macrona uznał, że prywatny rynek nie jest w stanie udźwignąć gigantycznych kosztów budowy nowych reaktorów jądrowych, niezbędnych dla suwerenności energetycznej kraju.
Także w Wielkiej Brytanii, ojczyźnie liberalizmu gospodarczego, rząd przejął kontrolę nad bankrutującym dostawcą energii Bulb Energy, obsługującym 1,5 mln klientów. Odbyło się to poprzez procedurę Special Administration Regime, co de facto oznaczało tymczasową nacjonalizację kosztującą podatników miliardy funtów (później aktywa te zostały odsprzedane).
Dużo zamieszania wywołała także niedawna decyzja kolejnego role modela — rządu USA — o wykupieniu 10 proc. akcji Intela. W połączeniu z wcześniej przyznanymi dotacjami całkowite wsparcie ze strony państwa dla znanego producenta mikrochipów wyniosło 11,1 mld dol.
Wyścig technologiczny i subsydia
Przejmowanie firm prywatnych to tylko jeden z przejawów gwałtownie rosnącej roli rządów w gospodarkach. W wielu krajach, w tym w Polsce, widoczny jest skokowy wzrost wydatków publicznych w relacji do PKB. Kryzysy finansowe, pandemia COVID-19, kryzys energetyczny wywołany inwazją Rosji na Ukrainę oraz narastające napięcia geopolityczne skłaniają państwa do ochrony swoich systemów bankowych, zapewnienia stabilności i bezpieczeństwa dostaw energii oraz surowców i produktów krytycznych. W tym celu nie wahają się przed dofinansowywaniem firm prywatnych, aby zapobiec ich bankructwom.
Poza tym dla zwiększenia konkurencyjności i niezależności gospodarczej rządy same coraz częściej inwestują w strategiczne sektory, takie jak zielona energia, nowe technologie, a w ostatnich latach w obronność.
Strategiczną interwencję rządu w gospodarkę jest wprowadzony w USA w czasie rządów Bidena CHIPS and Science Act (52 mld dol. na produkcję półprzewodników) oraz Inflation Reduction Act (369 mld dol. na zieloną energię). Unia Europejska odpowiedziała Green Deal Industrial Plan. A wojna w Ukrainie zmusiła rządy europejskie do ratowania bezpieczeństwa energetycznego bez względu na rynkowe dogmaty.
Wszystkie te działania to podręcznikowe przykłady ręcznej ingerencji rządów w sterowanie gospodarką.
Czy to trwały trend?
W odpowiedzi na to pytanie warto sięgnąć po wyniki najważniejszego światowego rankingu: Index of Economic Freedom, sporządzanego przez Heritage Foundation. Ranking ‘2025 jak co roku mierzy poziom wolności gospodarczej w 184 krajach na podstawie takich czynników, jak praworządność, poziom wydatków publicznych, efektywność regulacyjną i otwartość rynku. Maksymalnie można zdobyć 100 pkt. W tym roku za kraje prawdziwie wolnorynkowe uznano jedynie Szwajcarię, Irlandię, Singapur i Tajwan (80-100 pkt).
W większości wolnorynkowe (70–79,9 pkt) są Luksemburg, Australia, Dania, Estonia, Norwegia, Holandia, Nowa Zelandia, Szwecja, Finlandia, Kanada, Mauritius, Litwa, Korea Południowa, Chile, Cypr, Czechy.
Polska wraz z m.in. USA, Niemcami, Francją, Japonią i Wlk. Brytanią jest w grupie umiarkowanie wolnorynkowych (60–69,9 pkt). Średnia globalna w 2025 r. wyniosła 59,7 pkt, co oznacza, że obecnie światowa gospodarka pozostaje mostly unfree (raczej nie wolna).
Od momentu powstania (1995) Indeks wykazywał długoterminowy globalny trend wzrostu wolności gospodarczej. Jej szczyt został osiągnięty ok. 2000 r., po czym następuje okres ogólnej stagnacji lub spadku, choć w niektórych obszarach zdarzają się pojedyncze przypadki odwrotne (Argentyna).
W sumie jednak ranking Heritage Foundation zdaje się potwierdzać, że wolnorynkowe koncepcje gospodarcze wyraźnie słabną w praktyce politycznej, a ich miejsce zajmuje bardziej pragmatyczne podejście, akcentujące potrzebę interwencji państwa w celu kontrolowania mechanizmów rynkowych i przeciwdziałania ich negatywnym skutkom.
Głosy ekspertów: spór o rolę państwa
Zmiana ta wywołuje ożywioną debatę wśród czołowych ekonomistów świata. Ścierają się tu dwie wizje: państwa jako aktywnego kreatora rynku oraz państwa jako źródła nieefektywności.
Mariana Mazzucato (University College London), autorka koncepcji „przedsiębiorczego państwa” (The Entrepreneurial State), argumentuje, że to z powodu zmian klimatycznych rządy nie powinny tylko „naprawiać usterek rynkowych”, ale muszą wyznaczać misje (Mission-Oriented Economy) i aktywnie kształtować rynki.
Dani Rodrik (Harvard University), jeden z najważniejszych krytyków hiper-globalizacji wskazuje, że powrót do polityki przemysłowej jest konieczny, aby odbudować klasę średnią i naprawić błędy niekontrolowanej globalizacji, która doprowadziła do nierówności społecznych i populizmu.
Z kolei Larry Summers, (były Sekretarz Skarbu USA) argumentuje, że choć ochrona niektórych gałęzi przemysłu może wydawać się atrakcyjna politycznie, w ostatecznym rozrachunku zaszkodzi ogólnemu dobrobytowi ekonomicznemu kraju.
Także Raghuram Rajan (University of Chicago, były szef banku centralnego Indii) jest przeciwny praktykom protekcjonistycznym. Jego zdaniem na przykład bezpieczeństwo łańcuchów dostaw można osiągnąć przez dywersyfikację, a nie krótkoterminowy protekcjonizm.
Dokąd zmierza globalna gospodarka?
Analizując obecne trendy i opinie ekspertów można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w najbliższej dekadzie na świecie ukształtuje się hybrydowy model gospodarczy. Zamiast jednego, zintegrowanego rynku globalnego, podzielimy się na bloki handlowe: zachodni vs. chiński/BRICS, a wśród nich i obok mogą też powstać inne podziały. Częściej niż kiedykolwiek wcześniej państwa będą bronić dostępu do rynku swoich bloków m.in. poprzez sankcje czy kontrolę eksportu technologii. Sektory strategiczne, jak energetyka, nowe technologie, obronność, surowce krytyczne, pozostaną pod ścisłym nadzorem i protektoratem rządów. Natomiast wolny rynek ma szansę utrzymać się co najwyżej w sferze usług i handlu detalicznego.
Jakie będą tego skutki? W dłuższej perspektywie utrzymywanie przy życiu nierentownych firm w imię bezpieczeństwa czy stabilności społecznej, fragmentacja handlu i wzrost kosztów transakcyjnych obniżą innowacyjność gospodarek i zahamują ich produktywność. A wtedy pojawią się mocne argumenty za powrotem do liberalnego porządku gospodarczego.
Autor: Zbigniew Gajewski, redaktor naczelny „THINKTANK Review”