Według naszych informacji żużlowiec żadnej decyzji jeszcze nie podjął i pewnie wstrzyma się z nią do połowy przyszłego roku, ale nawet w Lublinie tracą powoli nadzieję, że uda się go zatrzymać na dłużej. Ani finansowo, ani logistycznie klub nie będzie w stanie przebić oferty Sparty, która swym 37-milionowym budżetem bije na głowę wszystkie kluby PGE Ekstraligi.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Przedłużenie współpracy ze Zmarzlikiem pod względem prestiżowym byłoby ogromnym sukcesem Motoru, ale ekonomicznie może nie mieć większego sensu. Nie dość, że lublinianie mają o ponad 7 mln złotych niższy budżet niż Sparta, to czekają ich teraz chude lata związane nie tylko z modernizacją własnego stadionu.

Motor swą potęgę zbudował na dobrej współpracy z samorządem i wsparciu spółek Skarbu Państwa za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości. W maju 2021 r. przedłużenie współpracy z Lubelskim Węglem Bogdanka, na specjalnej konferencji prasowej, ogłaszał np. wicepremier i minister aktywów państwowych, Jacek Sasin.

Po zmianie władzy wsparcie dla lublinian nagle nie zniknęło, ale nie jest żadną tajemnicą, że prezes Jakub Kępa musi się coraz mocniej nagimnastykować, żeby stworzyć niespełna 30-milionowy budżet. A może być jeszcze trudniej, bo nie dość, że klimat polityczny już nie służy Motorowi, to i koniunktura na żużel w Lublinie, po pięciu latach sukcesów, nieco się ochłodziła. W poprzednich latach kibice bili rekordy i karnety na kolejny sezon byli w stanie wykupić nawet w 30 sekund. Teraz nawet godzinę po rozpoczęciu sprzedaży, wejściówki były jeszcze dostępne.

Rzeszów może przekreślić temat Zmarzlika

Na dodatek po sezonie 2026 lublinian czeka wyprowadzka. Następny rok, w związku z modernizacją stadionu, spędzą, rozgrywając mecze w roli gospodarza, na obcym stadionie. Wśród możliwych lokalizacji wymienia się m.in. Rzeszów i Łódź. Jeśli padnie na stolicę Podkarpacia, to raczej w zatrzymaniu Zmarzlika to nie pomoże. O ile sam będzie mógł wsiąść w samolot z Zielonej Góry do Rzeszowa, to jego team na każde „domowe” zawody będzie czekała 750-kilometrowa podróż!

Pieniądze nigdy dla Zmarzlika nie były priorytetem, ale one też mogą go popchnąć do Wrocławia.

W Sparcie sześciokrotny indywidualny mistrz świata za jeden sezon będzie w stanie, razem z dodatkowymi umowami sponsorskimi, zarobić nawet 7 mln złotych. W Motorze zaś jego obecny kontrakt opiewa na ok. 3,5 mln złotych plus dodatkowe 2 mln złotych z tytułu zapewnionych przez klub umów sponsorskich. Czy teraz lublinianie będą w stanie uzbierać jeszcze dodatkowy milion? Właśnie o to toczy się obecnie gra.

Nawet wyrównanie oferty Sparty może jednak nie wystarczyć, bo logistycznie Lublin też przegrywa z Wrocławiem. Ze swoich Kinic sześciokrotny indywidualny mistrz świata na Stadion Olimpijski ma 330 km, a na obiekt przy Alejach Zygmuntowskich aż 665 km! Dla takiego zawodnika jak Zmarzlik, bardzo ceniącego sobie czas spędzony z rodziną, to może być koronny argument.

Trzecia kwestia, to rozwój. Sportowo w Lublinie też już niewiele zyska, a nowy tor, to zawsze dodatkowy impuls. Poza tym to wrocławski Stadion Olimpijski, a nie ten w Lublinie, jest areną cyklu Grand Prix.

Dream team we Wrocławiu?

Gdyby prezesowi Sparty, Andrzejowi Rusko, udało się zakontraktować Zmarzlika (w miejsce Macieja Janowskiego – przyp. red.), to we Wrocławiu na sezon 2027 może powstać dream team jakiego PGE Ekstraliga jeszcze nie widziała! W klubie są już: Artiom Łaguta (mistrz świata z 2021 r.), Brady Kurtz (aktualny wicemistrz świata), Daniel Bewley (trzeci zawodnik globu). Taki kwartet, wsparty Jakubem Krawczykiem na pozycji U24 (na sezon 2027 ma wrócić do Sparty po wypożyczeniu do Ostrowa Wlkp. – przyp. red.) oraz juniorami: Marcelem Kowolikiem i Mikkelem Andersenem, byłby murowanym kandydatem do drużynowego mistrzostwa Polski.

Kusząc Zmarzlika wrocławscy działacze nie mogą jednak zapomnieć o jednym. Wszystkim ich obecnym gwiazdom po sezonie 2026 też kończą się kontrakty!