-
Sztuczna inteligencja w nauce zagra pierwsze skrzypce
-
Terapie genowe nabiorą pędu. Będą leczyć rzadkie choroby
-
Ogromne badanie kliniczne przyniesie wyniki
-
Zrobi się tłoczno na Księżycu. Misja załogowa i poszukiwania wody
-
Będą badać planety ziemiopodobne, księżyce Marsa i Słońce
-
Wielkie wiercenie, przerwa zderzacza hadronów i nowy detektor w Fermilab
-
Kolejny rok prezydentury Trumpa. Naukowcy łapią się za głowy
Sztuczna inteligencja w nauce zagra pierwsze skrzypce
Sztuczna inteligencja od lat jest wykorzystywana przez naukowców z mniejszym lub większym powodzeniem, w 2025 r. osiągnęła sporo kamieni milowych, a według przewidywań ekspertów z „Nature” w 2026 trend zostanie podtrzymany, doprowadzając do nowych przełomów. Wzrośnie rola agentów AI integrujących więcej niż jeden duży model językowy (LLM), aby prowadzić złożone, wieloetapowe procesy. To względnie autonomiczne oprogramowanie będzie wykorzystywane w nauce jeszcze szerzej i z minimalnym nadzorem człowieka.
Kilka miesięcy temu Sam Altman z OpenAI prognozował, że w przyszłym roku agenty AI zaczną odkrywać nową wiedzę i rozwiązywać nietrywialne problemy biznesowe. Wciąż jednak wiążą się z tym obawy. Niedawno pisaliśmy o wadach sztucznej inteligencji. Naukowcy wykazali, że zmyśla ona nieistniejące badania oraz że badania z użyciem wygenerowanych przez AI uczestników nie są miarodajne. Eksperci z „Nature” zwracają zaś uwagę na fakt, że agenty AI czasem kasują dane. Zarówno halucynacje, jak i inne dziwaczne zachowania AI będą wymagały zaadresowania w 2026 roku.
Na przyszły rok prognozuje się także rozwój implementacji wykraczających poza duże modele językowe – najbardziej spektakularne, lecz i najdroższe w trenowaniu oraz działaniu modele tekstowe. Coraz szersze zastosowanie w nauce znajdą mniejsze modele działające na ograniczonych zestawach danych i skoncentrowane na wąskiej problematyce. Chodzi nie tylko o małe modele językowe (SLM). Oprócz nich mają być uruchamiane także systemy AI, które nie generują tekstu, lecz przetwarzają matematyczne reprezentacje danych. Jeden z nich – Tiny Recursive Model (TRM) – pokonał w tym roku zasobożerne LLM-y w teście na logikę.
Terapie genowe nabiorą pędu. Będą leczyć rzadkie choroby
Podczas gdy 2025 rok bez wątpienia należy do przełomowych dla rozwoju terapii genowych, ten kolejny nie zwolni tempa. Są już zaplanowane dwa badania kliniczne, które mają skutkować opracowaniem terapii genowych dla dzieci z rzadkimi chorobami genetycznymi. Jedno z nich skupi się na dalszym leczeniu KJ Muldoona, chłopca z rzadką chorobą metaboliczną, który jako pierwszy człowiek w historii otrzymał spersonalizowaną terapię CRISPR, o czym pisaliśmy na łamach GeekWeeka w maju tego roku.
Zespół odpowiedzialny za leczenie małego pacjenta stara się otrzymać od FDA zgodę na użycie terapii genowej na większej liczbie dzieci z rzadkimi schorzeniami metabolicznymi. Jeszcze inny zespół pragnie w przyszłym roku rozpocząć podobny eksperyment kliniczny – skupiony na terapii genetycznych zaburzeń układu odpornościowego.
Ogromne badanie kliniczne przyniesie wyniki
Eksperci z „Nature” spodziewają się, że ogromne badanie kliniczne na 140 tysiącach pacjentów z Wielkiej Brytanii przyniesie wyniki w 2026 roku. Chodzi o pojedyncze badanie krwi, które wykrywa blisko 50 typów nowotworu, zanim jeszcze wystąpią objawy – o którym pisaliśmy w GeekWeeku już parę lat temu. Jeśli te wyniki okażą się obiecujące, a wiele na to wskazuje, to ów test oparty na badaniu fragmentów DNA, które komórki rakowe wypuszczają do krwi, ma szansę na szersze wdrożenie w szpitalach jako narzędzie diagnostyczne.
Ponadto zmienią się przepisy dotyczące badań klinicznych w Wielkiej Brytanii. To największa taka aktualizacja od blisko 20 lat. Badacze będą mogli ubiegać się o zatwierdzenie etyczne i regulacyjne w jednym wniosku. Pojawią się też nowe obowiązki. Badania nad lekami będą musiały być publicznie rejestrowane przed rekrutacją pierwszych uczestników, zaś wyniki badania będą musiały być publikowane maksymalnie w ciągu 12 miesięcy po zakończeniu eksperymentu. Powinno to zniwelować przypadki zatajania szczegółów badań, jeśli nie spełniają one czyichś oczekiwań.
Nie tylko Brytyjczycy, ale również Amerykanie będą mogli skrócić procedury i przyspieszyć wprowadzanie nowych terapii dla osób, które tego potrzebują. FDA zaproponowała pod koniec 2025 r., by do zatwierdzenia nowego leku wymagany był tylko jeden, a nie dwa (jak do tej pory) eksperymenty kliniczne. Prawdopodobnie zostanie to wdrożone w przyszłym roku.
Zrobi się tłoczno na Księżycu. Misja załogowa i poszukiwania wody
2026 zapisze się jako rok, w którym ludzie polecą na Księżyc po raz pierwszy od czasów Apollo 17, czyli od 1972 roku. Misja Artemis II nie będzie jednak lądować na Srebrnym Globie. NASA wyśle czwórkę astronautów, by jedynie krążyli wokół Księżyca w ciągu 10-dniowego lotu. Lądowanie ludzi na Księżycu przewidziane jest dopiero dla misji Artemis III w 2027 roku. Już jednak przyszłoroczny lot pomoże przygotować się ludziom pod tę wyczekiwaną od ponad pół wieku misję.
Na naszym naturalnym satelicie i w jego okolicach zrobi się tłoczno nie tylko za sprawą Amerykanów. Na Księżyc lecą też Chiny, które w sierpniu 2026 r. wysyłają kolejną sondę księżycową, Chang’e-7. Statek kosmiczny z systemem pochłaniania wstrząsów ma dolecieć do bieguna południowego Księżyca, regionu pełnego kraterów i skał, znanego z trudności w lądowaniu. Jeśli się ono powiedzie – tak jak indyjskiemu Chandrayaan-3 w 2023 roku – wówczas chińska misja zacznie szukać lodu wodnego oraz badać moonquake’i, czyli dosłownie „trzęsienia Księżyca”.
Będą badać planety ziemiopodobne, księżyce Marsa i Słońce
Pod koniec 2026 roku Europejska Agencja Kosmiczna planuje wystrzelić satelitę PLATO, aby prowadzić poszukiwania egzoplanet podobnych do Ziemi. Misja zostanie wyposażona w 26 kamer służących do monitorowania ponad 200 tys. jasnych gwiazd i poszukiwania „bliźniaków” Ziemi, planet o temperaturach pozwalających na występowanie wody w stanie ciekłym.
Oczy astronautów zwrócą się też w stronę Marsa. Japońska agencja kosmiczna Japońska Agencja Eksploracji Aerokosmicznej (JAXA) planuje wystartować z misją Martian Moons eXploration (MMX), która odwiedzi dwa księżyce Marsa – Fobos i Deimos. Sonda ma zebrać próbki z powierzchni Fobosa i wrócić na Ziemię w 2031 roku. Nikt wcześniej tego nie dokonał. Co więcej, nikt jeszcze nie sprowadził na Ziemię próbek z Marsa, choć wszystkie czołowe agencje kosmiczne mają plany, jak to zrobić, o czym pisaliśmy we wrześniu. Są z tym jednak liczne problemy i nie wiadomo, czy ktoś porwie się na tę misję w 2026 r.
W nadchodzącym roku będą też prowadzone dalsze badania Słońca. Indyjska Organizacja Badań Kosmicznych (ISRO) uruchomi pierwszą swoją misję słoneczną o nazwie Aditya-L1. Będzie ona obserwować naszą gwiazdę podczas słonecznego maksimum, czyli w okresie szczytowej aktywności w 11-letnim cyklu, charakteryzującym się największym natężeniem plam słonecznych, rozbłysków i burz słonecznych. Dane z tej misji pomogą naukowcom uzyskać lepszy obraz powierzchni Słońca na tym etapie cyklu.
Wielkie wiercenie, przerwa zderzacza hadronów i nowy detektor w Fermilab
W przyszłym roku w swoją pierwszą naukową ekspedycję wyruszyć ma chiński statek wiertniczy Meng Xiang. Będzie on wiercił na głębokości 11 km pod skorupą oceaniczną, aby pobrać próbki płaszcza ziemskiego. Dzięki temu naukowcy dowiedzą się więcej o tym, jak powstaje dno oceanu oraz co napędza jego aktywność tektoniczną.
Dokopać się do czegoś nowego pragną również fizycy. W kwietniu 2026 r. naukowcy z Fermi National Accelerator Laboratory (Fermilab) w Batavii w stanie Illinois (USA) spodziewają się zakończyć budowę detektora Mu2e. W planowanym eksperymencie badacze chcą przetestować, czy muon – subatomowa cząstka o niesamowicie krótkim czasie życia – może przekształcić się w elektron bez tworzenia się dodatkowych cząstek. Po zakończeniu budowy i dostrojeniu magnesów, na początku 2027 r. ma ruszyć gromadzenie danych.
Gdy Amerykanie będą odpalać swój akcelerator cząstek, ich koledzy z Europy robią sobie przerwę. W 2026 r. na jakiś czas zaprzestanie pracy największe urządzenie na świecie – Wielki Zderzacz Hadronów w Europejskim Ośrodku Badań Jądrowych CERN w okolicach Genewy (Szwajcaria). W połowie roku LHC zostanie wyłączony z powodu kolejnej modernizacji i przygotowań do kolejnej fazy eksperymentów. W zderzaczu zostanie zainstalowany potężny upgrade HL-LHC (High Luminosity Large Hadron Collider). Jak wynika z harmonogramu udostępnionego przez CERN, przerwa technologiczna (tzw. Long Shutdown 3) potrwa aż do 1. kwartału 2030 roku. Fizycy planują także budowę kilkukrotnie większego następcy LHC. Przyszły Zderzacz Kołowy (FCC) będzie największym akceleratorem cząstek i instrumentem naukowym na świecie. Budowa ruszy jednak nie wcześniej niż w 2028 roku, o czym niedawno pisaliśmy.
Kolejny rok prezydentury Trumpa. Naukowcy łapią się za głowy
Co prezydent Stanów Zjednoczonych ma wspólnego z nauką? Niestety, ma i to zbyt wiele. Jego decyzje w pierwszym roku drugiej prezydentury dały się amerykańskim naukowcom we znaki, a kolejne mają nadejść w 2026 r. Zapowiada się dalsza batalia między Białym Domem a Kongresem nad cięciami w finansowaniu nauki, a także krytykowane przez badaczy zmiany w polityce zdrowia publicznego – wliczając w to promowanie niepotwierdzonych dowodami tez medycznych, wycofanie zaleceń dotyczących szczepień, ograniczenie udziału w globalnych programach zdrowotnych i cięcia funduszy dla międzynarodowej pomocy humanitarnej. Można się też spodziewać dalszego denializmu klimatycznego.
To nie wszystko. Polityka migracyjna w obliczu restrykcji może spowodować ograniczenie międzynarodowego przepływu studentów i naukowców. To może być cios dla amerykańskich uniwersytetów, które wszak uchodzą za najlepsze na świecie. Instytucje naukowe będą też kontynuować walkę w sądzie o cofnięte granty federalne i posady. Klimat trochę jak w Polsce od przynajmniej paru lat. Działalność administracji Donalda Trumpa w sektorach nauki i zdrowia będzie miała daleko idące konsekwencje.
Donald Trump i jego administracja mają jednak pewną strategię. Chcą wygrać „wyścig AI” z Chinami, inwestując grube miliardy w rozwój sztucznej inteligencji (m.in. poprzez Project Stargate mający stworzyć AGI, silną sztuczną inteligencję). Jak pisaliśmy w lipcu, aby Ameryka stała się liderem, mają być zniesione dotychczasowe regulacje dla AI – czyli to, o co zabiegają jej twórcy od samego początku. Kwestie odpowiedzialnej i wolnej od ideologii sztucznej inteligencji przestają się liczyć. Byle tylko wygrać z Chinami. To może być katastrofa.
Drugą gałęzią, na którą Trump patrzy z nadzieją, są technologie kwantowe. W połączeniu ze sztuczną inteligencją mogą one zapewnić prawdziwą przewagę technologiczną. O dalszych eksploracjach tego połączenia dwóch najbardziej obiecujących technologii w 2026 roku pisał niedawno także Microsoft. I choć naukowcy mogą zacierać ręce, to inni łapią się za głowy, bo jednym Trump sypnie grantami, a drugim zabierze.
Źródło: Miryam Naddaf, Science in 2026: the events to watch for in the coming year, Nature (2025). doi: https://doi.org/10.1038/d41586-025-03673-6
Wioska czarownic w Andaluzji. Tradycja sięga mrocznych czasów© 2025 Associated Press
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
Zapisz się na geekweekowy newsletter i łap najświeższe newsy ze świata tech, lifehacki, porady i ciekawostki.
