2025 rok był pełen ciekawych wydarzeń w świecie tenisowym. Iga Świątek wygrała Wimbledon, Carlos Alcaraz i Jannik Sinner rozdzielali między sobą finały oraz tytuły, Kamil Majchrzak w wielkim stylu powrócił do czołówki. Można by tak wymieniać i wymieniać.

Pośród tych wszystkich wydarzeń warto zwrócić uwagę na postacie, które objawiły się szerszej publiczności w minionym sezonie. Takich zawodników nie zabrakło zarówno w cyklu WTA, jak i ATP. Zacznijmy od polskiego akcentu.

Biało-Czerwony debiut

Pierwszym objawieniem sezonu 2025 była Linda Klimovicova. Tenisistka, która urodziła się w czeskim Ołomuńcu, a od października 2024 roku reprezentuje nasz kraj, zanotowała naprawdę duży postęp.

ZOBACZ WIDEO: Aż się popłakał. Tak Boruc wzruszył Fabiańskiego

21-latka rozpoczynała styczniowe rozgrywki jako zawodniczka z początku trzeciej setki rankingu. Przez 12 miesięcy wypracowała awans o ponad 50 miejsc. Zakończyła sezon na 146. lokacie, ale w zestawieniu WTA plasowała się już nawet wyżej. Została bowiem sklasyfikowana na 138. pozycji na początku grudnia.

Klimovicova pokazała ogromny potencjał do dalszego rozwoju. W wielu spotkaniach prezentowała bardzo aktywny styl gry. Kolejnym jej celem z pewnością jest praca nad wyważeniem ofensywy z defensywą. Niewymuszone błędy nieraz ją bowiem zatrzymywały przed osiągnięciem jeszcze lepszych rezultatów.

W robieniu dalszego progresu pomóc jej ma Emil Maske. Linda rozpoczęła współpracę z tym szkoleniowcem w październiku w formie trzymiesięcznego okresu próbnego. Czech przez wiele lat był trenerem Karoliny Muchovej.

Na pierwsze efekty pracy tego duetu nie trzeba było długo czekać. W tym samym miesiącu Klimovicova awansowała do finału turnieju ITF W100. Udanie zadebiutowała też w barwach reprezentacji Polski podczas listopadowych rozgrywek Pucharu Billie Jean King.

W całym sezonie nasza tenisistka wywalczyła sześć finałów rangi ITF. Wygrała dwa z nich – w Tunezji (W50 La Marsa) i Hiszpanii (W75 Vitoria-Gasteiz).

Czego zabrakło? Awansu do głównej drabinki turnieju wielkoszlemowego. Linda Klimovicova dwukrotnie była o krok od zrealizowania tego celu. Meldowała się bowiem w trzecich rundach kwalifikacji w Paryżu i Nowym Jorku. Czekamy na debiut już podczas Australian Open 2026!

Talenty, które napisały piękną historię

Myśląc o wschodzących gwiazdach z zagranicy, nie sposób nie wymienić w pierwszej kolejności Victorii Mboko. Reprezentantka Kanady urodzona w Stanach Zjednoczonych zrobiła prawdziwą furorę w sezonie 2025. Pierwszy lepszy dowód na to? Olbrzymi awans w rankingu – z 350. na… 18. miejsce!

Zaledwie 19-letnia tenisistka dokonała niebywałej rzeczy w Montrealu. Przed własną publicznością wygrała prestiżowy turniej rangi WTA 1000. Na drodze po trofeum pokonała m.in. Coco Gauff, Jelenę Rybakinę oraz Naomi Osakę w finale.

Po tych zmaganiach nastąpiła seria przegranych meczów przez Kanadyjkę. Mboko była jednak w stanie przezwyciężyć słabości, a sezon zakończyła drugim wygranym turniejem – tym razem rangi 250 w Hong Kongu. Do tego dołożyła dwa triumfy w Billie Jean King Cup.

Własny wielki moment w sezonie miała również Alexandra Eala. Dotychczas reprezentantka Filipin była uważana raczej za tenisistkę, która nie wykorzystuje wielu szans na udowodnienie talentu. Złośliwi twierdzili, że dyrektorzy turniejów wręczają 21-latce dzikie karty dlatego, że wspiera ją akademia Rafaela Nadala.

W tym roku Eala pokazała, że jest inaczej. Podczas turnieju w Miami dotarła aż do półfinału, w którym uległa dopiero Jessice Peguli. Co bardzo istotne, w ćwierćfinale Alexandra pokonała w dwóch setach idolkę – Igę Świątek. Sprawiła wtedy ogromną sensację. W Guadalajarze z kolei wygrała pierwszy w karierze turniej rangi WTA 125.

Przy wymienianiu objawień tego roku nie można również zapomnieć o Mai Joint. 19-latka z Australii rozpoczynała sezon jako 119. tenisistka świata, a zakończyła go na 32. pozycji. Wygrała pierwsze dwa tytuły w karierze – rangi WTA 250 w Eastbourn i Rabacie. Zaimponowała niezwykle ciekawą i inteligentną grą.

Ogromnym awansem w sezonie 2025 popisała się też Janice Tjen, która wprowadziła flagę Indonezji do czołowej sześćdziesiątki zestawienia WTA. Ona jeszcze w styczniu była klasyfikowana… w szóstej setce – na miejscu 578.

Na kogo jeszcze zwracać uwagę w nadchodzącym roku? Warto obserwować poczynania kolejnego młodego talentu z Czech Terezy Valentovej, sensacyjnej półfinalistki Rolanda Garrosa Lois Boisson czy zdolnej Amerykanki Ivy Jović.

Triumfator NextGen ATP Finals oraz słynny kuzyn z Monako

Przenosząc uwagę na rozgrywki panów, zaczynamy od tego, który odniósł „najświeższy” sukces. Learner Tien został triumfatorem imprezy wieńczącej sezon dla najlepszych młodych zawodników. Wygrał NextGen ATP Finals w bardzo dobrym stylu. W półfinale i finale nie stracił choćby jednego seta.

20-latek z USA miał świetny cały sezon. Nic więc dziwnego, że nie ukrywa dumy z postępu, który poczynił. W rankingu awansował o niemal sto miejsc (z 122. na 28.). Dokonał tego m.in. dzięki premierowemu tytułowi w turnieju rangi ATP 250. Wzniósł puchar w Metz po trzysetowym thrillerze z Cameronem Norriem w finale.

Wielu zdążyło się już przekonać o możliwościach Tiena. Jednym z nich jest Danił Miedwiediew. Rosjanin bardzo wychwalał znacznie młodszego rywala. Stwierdził, że w przyszłości osiągnie on szczyt.

Na to samo ochotę ma z pewnością m.in. Joao Fonseca. O utalentowanym Brazylijczyku świat usłyszał już w poprzednim sezonie, ale to w tym roku 19-letni tenisista poczynił wyraźny progres. Znów można oprzeć tę tezę o ranking ATP. W nim Fonseca awansował ze 145. na 24. lokatę.

W Buenos Aires Joao zdobył pierwszy zawodowy tytuł. Został tym samym najmłodszym triumfatorem imprez ATP pochodzącym z Ameryki Południowej od 1987 roku. W finale pokonał faworyta gospodarzy – Francisco Cerundolo. Przed Fonsecą grającym niezwykle odważnie i ofensywnie świetlana przyszłość.

Czy rok starszego Jakuba Mensika powinno się nazwać objawieniem 2025 roku? Można na ten temat dyskutować, ale jego droga do sukcesu w Miami zdecydowanie zasłużyła na wyróżnienie.

Młody Czech wygrał turniej ATP 1000. W półfinale pokonał Taylora Fritza, a w starciu o tytuł samego Novaka Djokovicia. Jeśli ktoś nie kojarzył jeszcze Mensika, to ten na dobre pozwolił o sobie zapamiętać.

Wspaniałą historię napisał za to znacznie starszy, ale dotychczas dużo mniej znany tenisista. Valentin Vacherot zadziwił wszystkich podczas turnieju ATP 1000 w Szanghaju. 27-letni reprezentant Monako odniósł w nim spektakularny triumf.

Jego droga do trofeum budzi ogromny szacunek. Vacherot najpierw nie bez problemów przeszedł kwalifikacje. Z każdym kolejnym meczem się rozkręcał. W ćwierćfinale wyeliminował Holgera Rune, a półfinale Novaka Djokovicia. O tytuł zagrał z… kuzynem Arthurem Rinderknechem.

Po trzysetowym boju Vacherot pokonał Francuza. Powtórzył to podczas turnieju w Paryżu. Rok zakończył jako 31. zawodnik na świecie. Ciekawe, na co będzie go stać od stycznia 2026 roku.