Każdy pamięta, jakie problemy wyszły na jaw pod koniec roku 2024, kiedy z klubu odeszli trener Stanisław Chomski, Szymon Woźniak oraz prezes Waldemar Sadowski, z czego ten ostatni pozostawił po sobie „pamiątkę” w postaci gigantycznych długów. Wtedy liczyło się tylko to, by ocalić żużel w mieście. To na szczęście się udało, ale w takiej atmosferze skład na sezon 2025 przestał być priorytetem. Sprowadzono jedynie Andrzeja Lebiediewa i Huberta Jabłońskiego z Unii Leszno, a odeszli wspomniany wyżej Woźniak i Jakub Miśkowiak, wobec czego Stal nie miała zawodnika na pozycję U24. Sztab szkoleniowy postanowił więc, że w miejsce tego numeru w programie dodatkowe wyścigi będą dostawać juniorzy. W konsekwencji ekipa, która walczyła o medale, miała przede wszystkim się utrzymać.
ZOBACZ WIDEO: KLŻ bez transmisji? Przewodniczący GKSŻ mówi wprost
Stalowcy rozpoczęli sezon w Rybniku, gdzie ulegli beniaminkowi 41:49, choć jeszcze po 7. biegu prowadzili. Na Stadionie im. Edwarda Jancarza to była kompletnie inna drużyna niż w delegacji. Przykład? Tydzień po remisie u siebie z PRES-em Toruń zaliczyli kompletnie nieudaną wycieczkę do Częstochowy, przegrywając wysoko z Krono-Plast Włókniarzem.
Szczególnym momentem dla kibiców żółto-niebieskich są oczywiście derby ze Stelmet Falubazem Zielona Góra. Te udało się wygrać 47:43, choć wynik ważył się do ostatniego biegu. Do końca rundy zasadniczej wszystkie mecze w domu za wyjątkiem potyczek z Motorem i Spartą wygrali, a te na wyjeździe przegrali. Tylko w ostatniej kolejce, przeciwko ROW-owi udało się wywalczyć punkt bonusowy.
Po 14. rundzie Stal plasowała się na szóstym miejscu, przez co musiała jechać w fazie play-down. Decyzją Falubazu ich rywalem był Włókniarz Częstochowa. Porażka 42:48 pod Jasną Górą po fenomenalnym występie Andersa Thomsena, zdobywcy 17 punktów została odebrana w stolicy Lubuskiego jako dobry wynik. W rewanżu Duńczyk pojechał już dużo gorzej, zdobywając 9 punktów, a i tak był najlepszym z gorzowian. To dużo mówi o ich formie tamtego dnia, przez co rywale z kompletnym Jasonem Doylem zagwarantowali sobie utrzymanie, wygrywając mecz oraz dwumecz.
Rozbita Stal musiała stawić czoła w decydującej o utrzymaniu rywalizacji z Innpro ROW-em Rybnik i zrobiła to w iście mistrzowskim stylu, pokonując „Rekiny” 51:39 na ich obiekcie. Po dopełnieniu formalności w rewanżu pozostał już tylko baraż z Abramczyk Polonią Bydgoszcz. Ponownie na wyjeździe osiągnięto dobry wynik, bo za taki można uznać porażkę tylko czterema punktami, a na domowym owalu pewne zwycięstwo 53:37 rozwiało wszystkie wątpliwości i dało gorzowskiej ekipie utrzymanie.
Indywidualnie każdy z zawodników obniżył loty względem poprzedniego sezonu, punktując na niższym poziomie i notując niższą średnią. Próg 2,00 zdołał przekroczyć jedynie Martin Vaculik.
Z tegorocznego składu Stali ostało się czterech zawodników: Thomsen, Paluch, Jabłoński i rezerwowy Bednar. Z wypożyczenia wrócił zawodnik U24, Mathias Pollestad, dodatkowo ściągnięci zostali Jack Holder, Paweł Przedpełski oraz Marcel Szymko. Ponadto dzięki zmianie przepisów jako zagraniczny junior jeździć w podstawowej siódemce będzie mógł Adam Bednar. Poza zawodnikami zmiany nastąpiły także w strukturach klubu, nowym prezesem został Zbigniew Głuchy, a trenerem Piotr Paluch. Czy tyle roszad da inny efekt niż w 2025? Czas pokaże.