Kamil Wolnicki: Zacznijmy od czegoś miłego. Patrzyłem na Domena Prevca. Wystrzelił jako nastolatek, a po latach wraca jako dominator w Turnieju Czterech Skoczni. Jak pewien Polak ćwierć wieku temu.

Adam Małysz (prezes PZN): Szczerze mówiąc, to ze mną było chyba inaczej. Domen wygląda na bardzo świadomego tego, co robi. Wydaje się być wyluzowany i robi dokładnie to, co chce. Ja czułem potężny stres, kiedy to się zaczynało. Nie widzę tego u niego.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Adam Małysz o Domenie Prevcu. Tym się od niego różni

Wiem, że za nami dopiero pierwszy konkurs, ale widzisz kogoś, kto może mu zagrozić? Czy sam sobie jest głównym rywalem?

Jeśli sam popełni błąd, to może się pogubić. Były już takie przypadki. Nie życzę mu tego, wręcz przeciwnie. Bardzo go lubię, a poza tym jest w takim gazie, że trudno będzie go powstrzymać. Z drugiej strony to tylko sport, czasem dzieją się nieoczekiwane rzeczy i mamy niespodzianki. Popatrz na ten sezon. Przecież było już kilku chłopaków, którzy mieli wszystko, żeby rządzić, a przynajmniej tak się wydawało. Tymczasem wyskoczył Domen i robi swoją robotę. Teraz skacze tak, że nawet jeśli popełni błąd, to i tak skacze daleko. Wtedy może się zdarzyć, że nie jest pierwszy, a drugi.

Mówisz, że Prevc robi swoje. Za to nasi nie robią. Jakby oceniać Oberstdorf Polaków w skali szkolnej, to wyjdzie naciągane trzy minus.

Nie widziałem dobrze pierwszego skoku Kacpra Tomasiaka, drugi wygląda w miarę w porządku. Wszystko tam generalnie działa, ale to tylko moja opinia. Brakuje mu trochę tego nakręcenia w powietrzu. Leci wysoko i w drugiej fazie traci prędkość.

Przy Kamilu Stochu można postawić plus

Kacper był 14. Trzy oczka niżej skończył Kamil Stoch, ale w jego wypadku to wszystko faktycznie wygląda trochę lepiej niż jeszcze niedawno.

Kamil oddał niezłe skoki. Sam był z tego mocno zadowolony, chociaż myślę, że to nie jest to, na co on sam oczekuje. Na pewno stać go na zdecydowanie więcej, ale to prawda, w porównaniu z ostatnim czasem, to trzeba tu postawić plus, jeśli porównaniem byłyby zawody w Klingenthal czy Engelbergu.

Dalej to już bieda. Piotrek Żyła słaby, odpadł w pierwszej serii po słabym skoku. Maciek Kot podobnie, do tego mówił o powracających błędach. Wygrał z nim Paweł Wąsek, ale nie dlatego, że skoczył świetnie, tylko Maciek był jeszcze słabszy. Zresztą przedostatnie miejsce Wąska w finale to tego najlepszy dowód.

Trochę tak to wyglądało… W przypadku Maćka bałem się, że zabraknie mu stabilności. Podczas kwalifikacji było nieźle, a w zawodach dochodzi trochę nerwów i pojawiają się błędy.

Adam Małysz wskazał największe rozczarowanie

A Piotrek?

Szczerze? Ze wszystkich naszych skoczków w Oberstdorfie, to właśnie on najbardziej rozczarował. Oczywiście nie ma co ukrywać, jemu też brakuje stabilnej formy i powtarzalności, ale gdzieś tam potrafił się odnaleźć w wielu przypadkach w decydującym momencie. Zawsze na treningach wypadał słabiej, ale przychodziły zawody i umiał sobie poradzić. A w Oberstdorfie nie dał rady.

Trudno powiedzieć, że ta kadra idzie w dobrą stronę. W ogóle trudno coś powiedzieć, bo nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać.

Nie można, bo nie ma stabilności. Nie można powiedzieć, że te skoki, nawet jak są złe, to się poprawiają, a więc idą w dobrym kierunku. Mamy jednak tak, że raz wypada lepiej, raz gorzej i trudno o tym mówić pozytywnie. Tylko to się może zmienić z konkursu na konkurs…

Czekamy, czekamy, a Dawid Kubacki i Kamil Stoch są już w rankingu olimpijskim na 23. i 24. miejscach. Blisko do punktu, w którym na igrzyska do Włoch pojedzie dwóch skoczków, a przecież niedawno chcieliśmy walczyć o czterech.

Myślę, że nie stracimy trzech miejsc, bo tam jest dużo zależności. Nadzieja na czterech była faktycznie, ale ona się kruszy.

Kadra jedzie teraz do Garmisch-Partenkirchen. Widzisz jakieś większe szanse na kolejnej skoczni? Też dość specyficznej.

Wbrew pozorom to taka skocznia, na której mogą się dziać ciekawe rzeczy. Moim zdaniem jest dużo lepsza niż ta w Oberstdorfie.