Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty: Zapowiada się, że czeka nas Turniej Czterech Skoczni zawiedzionych nadziei, czy taki w którym zobaczymy odmienioną reprezentację Polski? 

Apoloniusz Tajner, były prezes Polskiego Związku Narciarskiego: Podchodzę do tej rywalizacji w trochę inny sposób i traktuję ją jako część procesu przygotowania do zbliżających się igrzysk olimpijskich. Naturalnie dobry wynik jest wysoce pożądany, ale jego brak nie będzie oznaczał żadnej katastrofy. Podejrzewam, że nie wszyscy Biało-Czerwoni będą brylować. Wręcz spodziewam się, że u niektórych forma może pojawić się dopiero później, po zakończeniu niemiecko-austriackiego cyklu startów.

Czy możemy celować w wysokie lokaty klasyfikacji generalnej?

Chyba na dziś do tego jest zdolny tylko Kacper Tomasiak. Widać u niego powtarzalność. Zdarzają się słabsze próby, ale rzadziej. Nawet jeśli takowe się pojawiają, i tak są przyzwoite, po prostu czegoś w nich brakuje. Najczęściej chodzi o drugą fazę lotu, bo na etapie odbicia z progu trudno znaleźć u Kacpra coś takiego, do czego można się przyczepić.

ZOBACZ WIDEO: Oto jakie zdanie o trenerze polskich skoczków mają kibice

Jakie miejsce w klasyfikacji generalnej jest w jego zasięgu?

Może zakręcić się w okolicach czołowej szóstki. Ostatnimi czasy ustabilizował formę mniej więcej na tym poziomie. To jednak zawodnik bardzo młody, którego dyspozycja ma prawo falować. Na razie Kacper nie przeplata lepszych prób słabszymi, co jest charakterystyczne dla zawodników, nawet obiecujących, wchodzących w Puchar Świata.

Wobec tego należy być przygotowanym, że trochę gorsza dyspozycja nadejdzie, wraz ze zmęczeniem. Trudno mi jednak określić kiedy. Mam nadzieję, że jak najpóźniej. Kacper jednak sprawia wrażenie bardzo dojrzałego, a jego otoczenie zdaje się trzymać rękę na pulsie i właściwie zarządzać wszystkimi niezbędnymi kwestiami. Dlatego jestem optymistycznie nastawiony.

O optymizm trudno, obserwując postawę pozostałych Polaków. Promyczek nadziei pojawił się ze względu na zwyżkę formy Pawła Wąska. 

Choć zobaczyliśmy światełko w tunelu i Paweł zaprezentował się najlepiej w sezonie, to dopiero połowa sukcesu. Teraz należy ustabilizować formę i dołożyć do niej powtarzalność. Na razie zrobił krok we właściwym kierunku. Zobaczymy, czy w Turnieju Czterech Skoczni wykona kolejne. Żywię głęboką nadzieję, że tak się stanie.

Tymczasem zawodzą Kamil Stoch i Dawid Kubacki.

O Kamila jestem spokojny, co powtarzam od dłuższego czasu. Dlatego, że go znam. Paradoksalnie – wychodził z większych opresji. Jest znakomitym i doświadczonym skoczkiem. Do igrzysk pozostało kilka tygodni. W takim okresie da się odmienić prezentowaną postawę o 180 stopni.

Eksperci zwracają uwagę, że Stoch jest przybity, a słabsze skoki zaczynają go przytłaczać. 

W innej rozmowie opowiadałem panu, że przed rywalizacją w Pekinie też był podłamany i myślał, że pociąg odjechał. Wtedy powiedziałem, że spokojnie Kamil, teraz odpocznij, ale jeśli będziesz w stanie skakać, to z tego wyjdziesz. Zajął 4. i 6. miejsce, co należy uznać w obu przypadkach za dobry występ, bo przecież nawiązał walkę ze ścisłą czołówką.

Gdy z nim jednak rozmawiałem przed imprezą, był zupełnie załamany. Wielkich sportowców poznajemy po tym, że wychodzą z ogromnych opresji. Nawet jeśli mentalnie nie czują się najlepiej i wszyscy dookoła odbierają im szansę na sukces.

Tych szans wielu nie daje Dawidowi Kubackiemu. Jego były trener, Józef Jarząbek, zasugerował, że może lepiej, aby Kubacki potrenował indywidualnie. To mogłoby pomóc?

Trzy lata temu też zdecydowaliśmy się na podobny ruch i zdał egzamin. Z mojego trenerskiego doświadczenia wynika, że przejście na mniejszą skocznię i skupienie się na poprawie mankamentów ma duży sens i w 90 proc. przypadków zdaje egzamin. Historia pamięta wiele takich zabiegów, z czego większość była skuteczna i pozwoliła wrócić do formy pogubionym skoczkom wysokiej klasy. Pytanie, jak się na to zapatruje sam zawodnik. Jarząbek jednak zna dobrze Kubackiego. Jeśli mówi, że to by mogło pomóc – ja mu wierzę.

Były trener Kubackiego dodał jednak, że kwestia chęci zawodnika jest równie istotna przy okazji zastosowania takiego rozwiązania. 

Na pewno tak. Z drugiej strony wiemy, że Dawid raczej woli pozostać w rytmie startów i jest sceptyczny, niechętnie rezygnuje z Pucharu Świata. Tak było także 3 lata temu. Mimo tego myślę, że warto spróbować. Czasami trzeba zrobić krok w tył, żeby wykonać dwa w przód. Jest jeszcze trochę czasu.

Warto rezygnować z Pucharu Świata przed czy po Turnieju Czterech Skoczni?

Wiele zależy od zawodnika. Czynników, które na to wpływają, można wyliczyć multum. Wiem natomiast, że po Turnieju Czterech Skoczni przygotowania do igrzysk ruszą z pełną mocą i wtedy już przyjdzie czas na radykalne kroki. Na razie można jeszcze trochę eksperymentować. Wciąż widzę wiele zagadek. Nie tracę natomiast wiary w Polaków.

Mamy kim rotować, bo całkiem wysoki poziom prezentuje sześciu – siedmiu skoczków. Mamy więc pole, do dokonania pewnych zmian. Należy się skupić na wyeliminowaniu wspomnianych wcześniej błędów i ustabilizowaniu formy. Turniej Czterech Skoczni ma w tym wszystkim marginalne znaczenie. Docelową imprezą są igrzyska olimpijskie, a one rządzą się swoimi prawami.

Rozmawiał Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty