Denzel Hayes Washington Jr. przyszedł na świat 28 grudnia 1954 roku w Mount Vernon, nieopodal Nowego Jorku. Był psotnym dzieckiem. W wywiadzie dla ABC News z 2016 roku Washington wyznał szczerze: „Rozrabiałem. Moi trzej najbliżsi przyjaciele spędzili sporo czasu w więzieniu… całe dziesięciolecia”. Choć chłopcy z jego paczki rzeczywiście wchodzili w konflikty z prawem, matka Washingtona, Lennis, zrobiła wszystko, by swojego syna uchronić przed wpływem złego towarzystwa. Zapisała Denzela do prywatnej szkoły i konsekwentnie wpajała chrześcijańskie wartości.
Filmowe podsumowanie 2025 roku. Które tytuły trzeba obejrzeć?
Według magazynu „Far Out” rodzice Washingtona byli surowi. Szczególnie w kwestii telewizji i kina. Denzel nie był chłopcem, który spędzał dnie z nosem przyklejonym do ekranu. Po latach aktor – obecnie wielki fan „Ojca chrzestnego” – wspominał: „Mój ojciec był pastorem, więc dorastaliśmy w kościele i nie chodziliśmy do kina… 'Król królów’ i 'Dziesięć przykazań’ – to wszystko. Wystąpienie w westernie nie było jakimś dziecięcym marzeniem”. Nic więc dziwnego, że syn pastora nawet nie myślał o aktorstwie. Miał inne plany.
Był gwiazdą produkcji dla dzieci. Smutne, jak teraz wygląda
W panteonie
Denzel Washington jest jednym z zaledwie ośmiorga aktorów nominowanych do Oscara w pięciu kolejnych dekadach, dołączając do grona gwiazd takich jak Katharine Hepburn, Meryl Streep, Laurence Olivier, Paul Newman, Jack Nicholson, Michael Caine i Frances McDormand. Otrzymywał nominacje w 1988, 1990, 1993, 2000, 2002, 2013, 2017, 2022. „The New York Times” uznał go za najwybitniejszego aktora XXI wieku.
Jeszcze podczas studiów na Fordham zaczął występować w teatrze amatorskim. Spodobało mu się. Warsztat doskonalił w Lincoln Center. Karierę zaczynał w telewizji, w drugiej połowie lat 70. Na wielkim ekranie zadebiutował w komedii „Ciemnoskóry duplikat” z 1981 roku.
Rozpoznawalność przyniosła mu rola doktora Phillipa Chandlera w popularnym serialu telewizyjnym „St. Elsewhere” (1982–88). W filmie „Krzyk wolności” (1987) wcielił się w południowoafrykańskiego aktywistę Stephena Biko i otrzymał nominację do Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego.
Przewidział swoją porażkę i zdecydował się wyjść wcześniej, zauważywszy reakcję publiczności na innego nominowanego, Seana Connery’ego. W programie „Off Script” Denzel opowiadał: „[Connery] był nominowany za 'Nietykalnych’. Wychodzi, by wręczyć nagrodę i dostaje trzyminutową owację na stojąco – za samo wręczanie nagrody. Pomyślałem sobie: 'Cóż, idę po płaszcze, bo wiem, że dziś wieczorem nic nie wygram'”. Wygrał dwa lata później, dzięki kreacji byłego niewolnika walczącego w armii Unii w filmie „Chwała” z 1989 roku.
Denzel Washington © materiał prasowy
W latach 90. Denzel Washington był już aktorem pierwszej ligi. Grywał w komediach romantycznych, jak „Mississippi Masala” z 1991 roku czy „Żona pastora” z 1996. Wystąpił w szekspirowskiej komedii „Wiele hałasu o nic” z 1993 roku, stworzył znakomitą kreację w dramacie sądowym „Filadelfia” (również 1993), a dwa lata później w filmie akcji „Karmazynowy przypływ” – ten ostatni zapoczątkował dłuższą współpracę z reżyserem, Tonym Scottem. W latach 90. Denzel często współpracował także ze Spike’em Lee, a ich najważniejszy wspólny film to „Malcolm X” (1992), gdzie Washington zagrał kontrowersyjnego aktywistę i w pełni zasłużył na kolejną nominację do Oscara.
Nowe milenium Denzel Washington zaczął w pięknym stylu. W filmie „Dzień próby” z 2001 roku wcielił się w skorumpowanego i brutalnego detektywa policji, któremu przydzielono młodego funkcjonariusza (Ethana Hawke’a) do przeszkolenia. Kreacja Washingtona przyniosła mu Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową, czyniąc go dopiero drugim w historii afroamerykańskim aktorem (pierwszym był Sidney Poitier), który zdobył tę nagrodę.
Potem było jeszcze wiele filmów, odnoszących mniejsze i większe sukcesy: „John Q.”, „Plan doskonały”, „Amerykański gangster”, „Niepowstrzymany”, „Lot” i szereg innych. Błyszczał też na scenach Broadwayu – na scenie zadebiutował w 1988 roku, w 2010 odebrał nagrodę Tony, a w 2018 powrócił do teatru w „Zimna śmierć nadchodzi”.
Denzel Washington pozostaje jednym z najbardziej cenionych aktorów i jedną z najbardziej lubianych postaci w Hollywood. Nie bez powodu.
Monumentalne widowisko. Miliony wyświetleń w ciągu doby
„Aktorstwo to nie jest moje życie”
Denzel uchodzi za profesjonalistę w każdym calu. Nic dziwnego, że reżyserzy tacy jak wspomniani już Tony Scott, Spike Lee czy Jonathan Demme zapraszali go do współpracy kilkakrotnie. Washington jest człowiekiem niezwykle zdyscyplinowanym, pełnym skromności oraz pokory. Pracę traktuje poważnie, a ludzi z szacunkiem. Rodzinę stawia na pierwszym miejscu.
W 1983 roku aktor poślubił Paulettę Pearson. Para doczekała się czwórki dzieci. Ich najstarszy syn, John David Washington, poszedł w ślady ojca. „Największym dziełem mojego życia są moje dzieci. Moja rodzina” – powiedział Denzel. Dodał: „Aktorstwo to nie jest moje życie – moje dzieci i rodzina, to jest życie. Będę wstawał każdego ranka, jeśli Bóg pozwoli, właśnie dla nich”.
O Denzelu jako człowieku wiele mówi pewna historia z 2016 roku. Otóż podczas tournée promocyjnego filmu „Płoty”, aktor wybrał się w sentymentalną podróż, by odwiedzić swoją ulubioną bibliotekarkę z dzieciństwa, panią Connie. Pojechał do Marietty w Georgii akurat na jej 99 urodziny. Spotkali się po raz pierwszy, gdy miał zaledwie 7 lat i poprosił o „cienką, niewielką książeczkę” do szkolnego sprawozdania.
Kolejny cios w Kevina Costnera. Dzieło życia staje się koszmarem
Osoba z ośrodka, w którym mieszkała pani Connie, powiedziała magazynowi „People”: „Denzel mówił nam: 'Nie wiecie, dokąd zaprowadzi was droga życia i kto wpłynie na wasze losy. Ta pani miała niesamowity wpływ na moje życie, a teraz oto jestem’. Wszystko zaczęło się od czytania tych cienkich książeczek, a teraz on kręci wielkie filmy”.
Denzel stał się sławny, ale sława nie jest dla niego najważniejsza. Ma talent, ale nie uważa, że z tego powodu należą mu się jakiekolwiek przywileje. Liczą się dla niego proste rzeczy: lojalność, uczciwość, autentyczność. Nie idzie z hollywoodzkim prądem. I może właśnie dlatego spośród wszystkich postaci Hollywood, jest jedną z najbardziej szanowanych – nie tylko za talent, ale i za osobowość.
„Byłam trochę krępa”. Przez lata wstydziła się własnego ciała