Poniedziałek: wiceszef MSZ Marcin Bosacki ujawnia w TVP kulisy — w ostatniej chwili Amerykanie zadzwonili do polskiego prezydenta, a nie do premiera, który przed weekendem uczestniczył w naradach przywódców na temat Ukrainy. MSZ czeka też na notatkę z rozmów, bo — jak przyznaje Bosacki — trudno wyobrazić sobie, by po tak ważnym formacie nie było żadnego obiegu informacji.
— To rząd prowadzi politykę zagraniczną. Prezydent powinien poprosić o brief przed spotkaniem. Tak się nie stało. I oczywiście, że tym razem wszystko było organizowane na wariata, w ostatniej chwili, więc można to zrozumieć. Praktyka ostatnich miesięcy świadczy jednak o tym, że dzieje się coś złego — mówi Onetowi ważny urzędnik.
O tym więcej za chwilę.
„Gdzie notatki?”
Po rozmowach amerykańsko-ukraińskich szef polskiego rządu napisał na platformie X, że Zachód i Ukraina przegrają, jeśli Rosja zdoła podzielić sojuszników, podkreślając wagę deklaracji USA w sprawie gwarancji bezpieczeństwa.
W odpowiedzi Marcin Przydacz — szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej — zarzucił premierowi brak „bieżącej wymiany informacji”, pytając wprost, czy Kancelaria Prezydenta w końcu zacznie otrzymywać notatki ze spotkań międzynarodowych szefa rządu. Urzędnik sugerował też, że rzekomo samo MSZ narzeka na sposób informowania resortu przez premiera.
Od miesięcy obydwa obozy żyją w logice równoległej dyplomacji — a czasem wręcz dyplomacji uprawianej na złość. Pałac Prezydencki mówi o braku współpracy i braku informacji z rządu. Rząd odpowiada, że w kluczowych momentach to otoczenie Karola Nawrockiego świadomie unika kontaktu.
Przydaczowi odpowiedział rzecznik MSZ Maciej Wewiór:
„Odnosząc się do deklarowanej troski o współpracę, przypominam, że dziś mija: — 75 dni bez odpowiedzi na list Radosława Sikorskiego w sprawie powołania ambasadorów, 145 dni bez żadnego podpisu dla kandydatów na ambasadorów — również tych, którzy narażają swoje życie, pełniąc służbę w strefach wojennych, kolejny tydzień bez zaproszenia dla Radosława Sikorskiego na spotkanie z Prezydentem” — napisał na „X”.
Wewiór przekonywał też, że przepływ informacji na linii premier-MSZ odbywa się bez przeszkód.
Notatki z Kancelarii Prezydenta mają trafić do rządu dopiero dziś. Dokumenty z KPRM i MSZ relacjonujące rozmowy szefa rządu z ostatniego weekendu powinny popłynąć w drugą stronę również dziś.
To jednak tylko jeden fragment wojny, której namacalnym symbolem stał się wspomniany spór o placówki dyplomatyczne.
— Andrzej Duda wiele miesięcy nie podpisywał żadnych nominacji ambasadorskich, ale ostatecznie zatwierdził ich ponad 20 w ostatnich miesiącach urzędowania. Relacje z nim były trudne, ale w wielu przypadkach udało się dojść do porozumienia. Teraz nie ma żadnej współpracy — słyszymy od jednego z dyplomatów.
Niedawno premier Donald Tusk stwierdził wprost, że — według niego — prezydent Karol Nawrocki właściwie odmawia współpracy w polityce zagranicznej. Przypomnijmy, zgodnie z konstytucją za ten obszar odpowiada rząd, a głowa państwa powinna w tym zakresie z Radą Ministrów współdziałać.
Ambicje prezydenckiego ministra
Wróćmy więc do praktyki. Z naszych rozmów w rządzie i MSZ wynika, że jeszcze na początku kadencji Karola Nawrockiego przepływ informacji w zakresie polityki zagranicznej był całkiem niezły. To zmieniło się tuż po nalocie rosyjskich dronów na Polskę w nocy z 9 na 10 września.
Przez kilkadziesiąt godzin po ataku obydwa ośrodki władzy wykonawczej realnie ze sobą — i to ściśle — współpracowały. Nagle nastąpiło radykalne cięcie.
Urzędnik z otoczenia premiera: — 12 września miała miejsce ostatnia wymiana wiadomości SMS premiera z prezydentem.
Według naszych źródeł w rządzie i resorcie dyplomacji od tego czasu kanały Pałacu Prezydenckiego właściwie przestały dostarczać notatki ze spotkań Karola Nawrockiego, choć jego wizyty przygotowują podległe MSZ polskie placówki dyplomatyczne.
W rządzie coraz większą popularność zyskuje jedna teoria: — Głównym zagończykiem stał się Marcin Przydacz, który chce być w przyszłości ministrem spraw zagranicznych, więc postawił na bezpardonową walkę z obecnym kierownictwem resortu. Strasznie to krótkowzroczne, ale wszystko wskazuje na to, że niestety tak jest — słyszymy od jednego z ministrów.