ALBERTO BERTOLOTTO: Skoro kilka miesięcy temu powrócił pan do gry po sezonie, w którym zmagał się z kontuzjami kostki, pierwsze pytanie dotyczy zdrowia. Jak się pan obecnie czuje?
ADRIAN BENEDYCZAK: Bardzo dobrze pod względem fizycznym i mentalnym. Nabawiłem się urazu dwa lata temu, kiedy jeszcze występowałem w Serie B. Początkowo kontuzja wykluczyła mnie z gry na sześć miesięcy. Po pierwszej operacji wróciłem na boisko i rozegrałem parę spotkań, ale problem znowu się pojawił. Mały element w kostce blokował mój ruch do przodu i to powodowało, że nie czułem się komfortowo zarówno podczas sprintu, jak i przy zmianach kierunku. Dlatego musiałem poddać się zabiegowi po raz drugi. Chciałem zrobić to jak najszybciej, ale lekarz, który wcześniej mnie operował, był wtedy na urlopie. Doktor wykonał zabieg w lutym tego roku. Wróciłem do gry pod koniec sezonu, ale nie byłem w swojej topowej formie.
Minione rozgrywki były dla mnie najtrudniejszym okresem w karierze. Kiedy wróciłem na murawę po pierwszej operacji, myślałem, że problemy zdrowotne mam za sobą, natomiast musiałem poddać się zabiegowi po raz drugi. Psychicznie mnie to zdołowało. Wspierała mnie rodzina: żona, która jest ze mną od początku mojego pobytu we Włoszech, oraz nasza dwójka dzieci. Kiedy wracasz do domu, możesz odciąć się od piłki — widziałem uśmiechnięte dzieci i to dawało mi dużo w tamtym okresie.
Pasję do piłki przekazał panu tata, który rywalizował na polskich boiskach jako bramkarz. Czy robi pan to samo z synem?
Tak, ponieważ on też kocha piłkę. Po wieczornych meczach wracamy do domu późno w nocy i wtedy on chce grać ze mną. W wolne dni wstaję o ósmej rano, a on pyta mnie, czy idziemy grać. Cieszę się, że dzieje się to właśnie z pasji.
Adrian Benedyczak: w Parmie nie chcieli, żebym odszedł
Wiemy, że Parma latem nie zamierzała z pana zrezygnować i liczyła na to, że będzie się pan znowu prezentował na dobrym poziomie. Mimo to brał pan wówczas pod uwagę możliwość opuszczenia drużyny?
Przed sezonem rozmawiałem z dyrektorami zespołu i powiedzieli, że będę ważną częścią drużyny. Nie chcieli, żebym odszedł. Ze swojej strony chciałem wrócić po kontuzji, przejść okres przygotowawczy, przygotować się do rozgrywek i pokazać swoją prawdziwą formę — tę sprzed urazu. Cieszę się, że pozostałem w Parmie. Wiadomo, minut spędzonych na boisku mogłoby być więcej, ale pracuję ciężko nad tym, żeby dostawać coraz więcej szans i wywalczyć zaufanie trenera.
Czym wyróżnia się Carlos Cuesta, czyli najmłodszy trener w historii Serie A [ma 29 lat]?
Cechuje go entuzjazm i pozytywne nastawienie do naszej młodej grupy. On też jest młodym szkoleniowcem, to fajnie działa. My potrzebujemy takiej osoby, która podchodzi do rzeczy z energią. Jeśli chodzi o treningi, nie jest typowo. Prowadzi zajęcia trochę z piłką, trochę bez niej.
Adrian Benedyczak (Foto: DEFODI IMAGES/NEWSPIX.PL / newspix.pl)
Do tej pory wystąpił pan na trzech pozycjach. Zagrał pan za plecami Mateo Pellegrino w systemie 4-3-2-1, odegrał pan rolę skrzydłowego w ustawieniu 4-3-3 oraz napastnika w schemacie 3-5-2. Na której z nich odnajduje się pan najlepiej?
Jeśli miałbym wybrać swoją idealną pozycję, to byłaby dziewiątka albo fałszywy napastnik biegający za linią obrońców. Jestem jednak uniwersalnym zawodnikiem. U Fabio Pecchii przez trzy lata grałem z boku jako fałszywy skrzydłowy i można powiedzieć, że na tej pozycji notowałem najlepsze liczby w karierze. Miałem wówczas swobodę w bieganiu za linię obrony, co dobrze funkcjonowało. Trudno więc tak jednoznacznie określić, która rola jest dla mnie najlepsza. Daję z siebie wszystko, aby pomagać zespołowi i być do dyspozycji szkoleniowca.
Adrian Benedyczak: ostatni miesiąc mógłbym nazwać swoimi nowymi narodzinami
Pecchia to trener, który miał największy wpływ na pana rozwój piłkarski?
Tak. Zmienił moją pozycję na murawie, pozwolił mi nabyć nowe umiejętności — dzięki temu mogłem się rozwijać i stać się uniwersalnym zawodnikiem.
Z powodu kontuzji przebywał pan poza zespołem i dlatego długo czekał pan na premierową bramkę w Serie A, którą zdobył pan w grudniowym spotkaniu z Pisą. Jakie emocje towarzyszyły panu, kiedy piłka trafiła do siatki?
Poczułem ulgę. Był to drugi gol po kontuzji, bo pierwszego strzeliłem w pucharowym spotkaniu z Bologną. Każde trafienie jest ważne, gdyż daje poczucie, że coś idzie dobrze. Kiedy znajdujesz drogę do bramki rywala, czujesz więcej wiary w siebie.
Patrząc na przebieg obecnych rozgrywek, można powiedzieć, że pod względem sportowym narodził się pan na nowo?
Ten ostatni miesiąc mógłbym nazwać swoimi nowymi narodzinami. Nie mam w tym sezonie jeszcze wiele minut, ale mimo to pojawiają się liczby, a to jest najważniejsze. W zeszłym sezonie rozegrałem kilka meczów, ale w większości z nich czułem, że z kostką coś jest nie tak. Wszyscy mówili, żebym był spokojny, że przejdzie, że potrzeba czasu, ale ja czułem, iż coś jest nie tak i dlatego przeszedłem drugi zabieg. To już za mną i skupiam się tylko na tym, co jest tu i teraz.
Zbliżamy się wielkimi krokami do 2026 r. Czego sobie życzy pan najbardziej?
Przede wszystkim zdrowia, gdyż resztę jestem w stanie sobie wywalczyć.
A co z kadrą? Dotychczas nie zaliczył pan debiutu, jednak dwa razy został powołany — raz podczas kadencji Fernando Santosa, a raz u Michała Probierza.
Noszenie koszulki reprezentacji to duma i marzenie dla mnie, jednak obecnie bardziej koncentruję się na Parmie, ponieważ jeśli będę miał ciągłość w grze, a co za tym idzie — liczby, mógłbym myśleć o reprezentacji. Do baraży zostają trzy miesiące i do rozegrania będzie dużo spotkań, w których będę starał się jak najlepiej zaprezentować na boisku.
Od 2021 r. mieszka pan z rodziną we włoskiej stolicy jedzenia — Parmie. Jak się pan odnajduje w mieście?
Dobrze nam się żyje. Parma jest idealnym miasteczkiem. Możemy spokojnie wychodzić na spacer, mamy fajny kontakt z sąsiadami. Mój syn Antek chodzi tutaj do przedszkola i czuje się bardzo dobrze, dużo czasu spędzamy na grze w piłkę z dziećmi z naszego bloku, w którym mieszkamy. Moja żona posługuje się językiem włoskim i ma tutaj przyjaciółki. W Parmie można bardzo dobrze zjeść. Moim ulubionym daniem jest risotto oraz wszelkie rodzaje makaronów.
Na długo widzi siebie pan we Włoszech i we włoskiej piłce?
Myślę, że od kiedy jestem tutaj, dojrzałem. Piłkarsko dużo pomogło mi to, że przez trzy lata grałem na lewej stronie. Dzięki temu czuję, że jestem dużo lepszym zawodnikiem, niż kiedy wyjeżdżałem z Polski. Co do przyszłości, mój kontrakt z Parmą wygaśnie w 2028 r. Obecnie skupiam się na swoim rozwoju oraz na regularnej grze. Zawsze będę patrzył, żeby przede wszystkim jak najwięcej grać — o to walczę. Jestem zadowolony z tego, że ostatni miesiąc był lepszy pod względem liczby minut spędzonych na murawie. Rok po roku analizuję z moimi menedżerami, co jest dla mnie najlepsze. Na razie liczy się to, by grać i pomagać Parmie.