— Nasz płot przemalowywany jest regularnie od dwóch lat. Zdarzało się, że po południu widziałem nowe malunki pseudokibiców Górnika, następnego dnia rano wszystko zamazane innym kolorem farby. Ale teraz coś im się szczególnie nie spodobało i musieliśmy się pożegnać z ogrodzeniem — mówi Onetowi zmartwiona emerytka.

Zdewastowany płot w ZazdrościŻródło: Zdjęcia własne
W wigilijną noc kilkudziesięciu zamaskowanych kiboli Ruchu Chorzów postanowiło ostatecznie rozwiązać spór o płot. Wyposażeni w kilofy i młotki zaatakowali betonowe ogrodzenie. Nie spodobało im się, że mimo wielokrotnych prób zamalowania wrogich barw, na ogrodzenie wciąż wracały wzory odwiecznego rywala, Górnika Zabrze.
Swój wyczyn pieczołowicie udokumentowali. Efektami pochwalili się w mediach społecznościowych.
Działka, którą otaczał betonowy płot, jest niezamieszkana. W niewielkiej odległości od niej znajduje się dom właścicieli. To starsze małżeństwo, które postanowiło opowiedzieć Onetowi o wieloletnich zmaganiach z pseudokibicami.
— Nie zgłaszaliśmy wcześniejszych dewastacji. Odmawialiśmy, nawet gdy przyjeżdżała do nas policja i pytała, czy mają rozpocząć dochodzenie. Daliśmy spokój. Już lepiej, żeby wyżywali się na płotach, niż malowali znaki i okoliczne domach, co i tak cały czas robią. Niedawno większość znaków drogowych musieli w okolicy wymienić, bo wszystkie zamalowane sprayem — żali się właścicielka zdewastowanego płotu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Dlaczego kibole zaatakowali ogrodzenie?
Ile pieniędzy emeryci będą musieli wydać na naprawę ogrodzenia?
Jakie problemy z kibolami mieli mieszkańcy Zazdrości w przeszłości?
Co robi policja w związku z dewastacją mienia?
— Ale teraz to trochę przesadzili. A niech pan przejedzie się po wsi, wszędzie chałupy popisane — dodaje mąż kobiety, który chwile wcześniej wrócił z Komisariatu Policji w Orzeszu, gdzie złożył doniesienie w sprawie zdewastowanego ogrodzenia.
Policja w Orzeszu potwierdziła, że zajmuje się już sprawą zniszczenia mienia. Jeśli nie uda się złapać sprawców, małżeństwo emerytów będzie musiało wydać ok. 10 tys. zł na ponowne zabezpieczenie działki.
— Tyle pieniędzy za płot, a oni go za miesiąc znów zamalują i połamią — rozkłada ręce właściciel.
Brak konsekwencji rozochocił kiboli
Zazdrość to dzielnica Orzesza, położonego między Żorami a Mikołowem na południu woj. śląskiego. Okoliczny region to od wielu lat obszar rywalizacji między lokalnymi pseudokibicami dwóch górnośląskich klubów piłkarskich: Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów.
Już 10 lat temu lokalne media donosiły o problemach z dewastującymi mienie kibolami. W 2015 roku mieli zamalować ponad 40 obiektów: domów, przydrożnych słupów i znaków drogowych. Wówczas większość szkód została naprawiona przez Wydział Komunalny UM w Orzeszu.
— Stoją po kilkanaście osób i piją alkohol. Nieraz podjeżdżają samochody z innymi pseudokibicami i zaczynają się gonić. Kiedy stoją w grupie, zdarza się, że zaczepiają przechodniów i pytają, skąd się jest — mówi mieszkanka Zazdrości.
— Zasadniczo nie narzekamy na bezpieczeństwo. Nie boimy się wychodzić po zmroku, ale w ostatnim czasie coraz częściej rozrabiają — skarżą się mieszkańcy Zazdrości. .
— To były wielkie, dorosłe chłopiska, wszystko widać na filmie. Dużo rzeczy w życiu widziałem, ale takiej głupoty już dawno nie — komentuje mężczyzna, przechodzący obok zdewastowanego płotu.

Kibole nie oszczędzają nawet znaków drogowychŻródło: Zdjęcia własne
Policja potwierdza obawy mieszkańców
Policja w Orzeszu potwierdza liczne zgłoszenia mieszkańców w sprawie grasujących po okolicy grup pseudokibiców.
— Ludzie dzwonią i informują o biegających kibicach. Kiedy odbieramy takie telefony, staramy się wysłać od razy w to miejsce patrol — słyszymy w Komisariacie Komendy w Orzeszu. .