O brodaczach ze Sławatycz dowiedziałam się przez przypadek, kiedy to w ubiegłym roku jeden z podróżników, których obserwuję w mediach społecznościowych, zamieścił na swoim profilu krótką relację z tego wydarzenia. Wówczas postanowiłam, że muszę się tam wybrać i zobaczyć to wszystko na własne oczy.
Niewielka wieś, która pod koniec roku przyciąga turystów
Realizacja okazała się trudniejsza, niż sądziłam. Dojazd do Sławatycz z Warszawy bez samochodu to nie lada wyzwanie.
W internecie próżno szukać połączeń autobusowych z lokalnych miejscowości. W końcu zdecydowałam się pojechać do Terespola, skąd miałam nadzieję, że jednak uda mi się wsiąść do lokalnego autobusu. – Do Sławatycz to raczej nic stąd nie jedzie – usłyszałam niemal natychmiast od jednego z pracowników ochrony dworca, gdy wysiadłam z pociągu. – Kiedyś to tak, ale teraz to głównie kursy do granicy i do Brześcia na Białorusi – dodał drugi.
We wsi słychać krzyki i piski. Dziewczyny porywają nawet z samochodów
Nie pozostało mi nic innego, jak skorzystać z transportu prywatnego. – No to teraz panią skasują konkretnie – stwierdzili zgodnie, gdy zapytałam o możliwość wzięcia taksówki. Na szczęście okazało się, że jeden z nich miał numer do kierowcy, który jakiś czas temu jeździł tutaj własnym busem. – On panią zawiezie w rozsądnej cenie, a jeszcze po drodze coś pani opowie – orzekli.
Atrakcja inna niż wszystkie
Za 32 km zapłaciłam 100 zł. Do Sławatycz dotarłam ok. południa 29 grudnia. Choć brodaczy można spotkać na ulicach przez trzy ostatnie dni w roku, to główne obchody odbywają się właśnie tego dnia. Miałam sporo szczęścia, bo pojawili się na głównej ulicy chwilę po tym jak dojechałam.
Niemal natychmiast rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo. Dla kogoś, kto nigdy w tym nie uczestniczył, może to być spory szok, gdy nagle kilkunastu przebierańców zaczyna biegać, zaczepiać przechodniów i zatrzymywać przejeżdżające samochody. Podobnie jak reszta obserwujących, chwyciłam za telefon i zaczęłam robić zdjęcia. W tym momencie jednak poczułam, jak ktoś za mną staje, łapie mnie w pasie i zaczyna mną kręcić. Nie zdążyłam nawet krzyknąć, ale podejrzewam, że na niewiele by się to zdało.
To był oczywiście jeden z brodaczy, a oni słyną z tego, że o zgodę na „chocki” (figle, psoty) nie proszą. Gdy po kilku sekundach stanęłam znów niepewnie na chodniku, mogłam śmiało przyznać rację tym, którzy twierdzą, że brodacze to atrakcja inna niż wszystkie.
– Nie bój się ich, to tylko przebierańcy – tak ojciec tłumaczył przestraszonej kilkulatce, która aż podskoczyła ze strachu, gdy jeden z brodaczy przemknął obok niej, głośno krzycząc. Większość dzieci była jednak zachwycona, gdy brodacze „porywali je” i kręcili nimi w powietrzu. Do zdjęć i selfie szybko ustawiła się prawdziwa kolejka.
[1/3] Do zdjęć i selfie ustawił się spora kolejka. Źródło zdjęć: WP |
Tymczasem na jezdni powstał sporej długości korek, bo pozostali brodacze zaczęli zatrzymywać przyjeżdżające samochody. Zagadywali kierowców, wyciągali dziewczyny z aut. Na taryfę ulgową nie mogli liczyć ani kierowcy traktorów, ani funkcjonariusze straży granicznej, ani nawet żołnierze. Nikt jednak nie był z tego powodu niezadowolony.
Warto tutaj dodać, że spotkanie z brodaczem wróży szczęście na nadchodzący rok, pannom rychłe zamążpójście, zaś kierowcom bezkolizyjną jazdę i tanie paliwo.
[1/3] Funkcjonariusze straży granicznej też nie mieli taryfy ulgowej Źródło zdjęć: WP |
Kim są brodacze?
Brodacze ze Sławatycz to nie tylko nieco egzotyczni kolędnicy. To tradycja pożegnania starego roku, obrzęd, który trwa od stuleci. Ich charakterystyczne maski, długie brody i kolorowe stroje tworzą atmosferę tajemniczości i przypominają mieszkańcom o przemijającym czasie, jednocześnie dając im nadzieję na pomyślność w nowym roku. Ta wyjątkowa tradycja która jest przekazywana z pokolenia na pokolenia sprawia, że Sławatycze na kilka dni w roku stają się miejscem absolutnie wyjątkowym.
Z czego składa się strój brodacza? Okrycie to barani kożuch obrócony baranicą na zewnątrz. Garb i długi kij to oznaki starości oraz wysiłku, jaki trzeba było włożyć w przemijającym roku. Ręce i nogi brodacza są owinięte słomą. No i najważniejsze elementy, czyli kapelusz i maska. Największe wrażenie na pewno wzbudza kapelusz, który zdobi nawet kilkadziesiąt kwiatów wykonanych z bibuły. Może ważyć nawet 8 kg.
Przygotowania strojów brodaczy rozpoczyna się wraz z początkiem adwentu. Tradycyjnie to dziewczęta robiły kwiaty z bibuły, zaś chłopcy wykonywali maski. 31 grudnia w godzinach popołudniowych brodacze znowu wychodzą na ulice i rozpoczynają kolędowanie i składanie życzeń. Na zakończenie spotykają się na sławatyckim rynku i palą na stosie tzw. słomianki, które mieli na nogach.
[1/3] Najpiękniejszy element stroju brodacza to niewątpliwie kapelusz. Źródło zdjęć: WP |
Wybory brodacza roku
Za brodaczy od lat przebierają się młodzi chłopacy i mężczyźni ze Sławatycz lub okolicznych wiosek i miast. Nie inaczej było i w tym roku, gdy w szranki stanęło aż dwunastu uczestników, którzy zaprezentowali się widowni, walcząc o tytuł brodacza roku. Kryteria, które oceniało trzyosobowe jury obejmowały wykonanie kapelusza, maski oraz jak to ujął prowadzący, „dzikość brodacza”, czyli to, jak przekonująco wciela się w swoją rolę.
Co roku bardzo ważne jest, aby elementy stroju, takie jak kwiaty ozdabiające kapelusz, były wykonane ręcznie. Jeśli jury zauważy, że coś zostało zakupione, następuje natychmiastowa dyskwalifikacja. Obrady jury, w skład którego tradycyjnie wchodzi dwóch uczestników konkursu sprzed lat i jedna osoba wyłoniona z publiczności, trwały długo. W tym czasie widownię występami zabawiały lokalne zespoły i artyści. Brodaczem roku 2025 został 19-letni Michał, który obronił tytuł sprzed roku.
Każdy z brodaczy otrzymał numer startowy. © WP
Tradycja wciąż żywa
Choć wyjątkowy obrzęd pożegnania starego roku liczy sobie już wiele lat, wciąż przyciąga przedstawicieli młodego pokolenia. Nie inaczej było i w tym roku. Byłam zaskoczona, gdy dowiedziałam, się, że niektórzy brodacze to uczniowie okolicznych szkół w wieku 15 lat.
Zainteresowanie kultywowaniem lokalnej tradycji cieszy wójta Sławatycz, Aleksandra Misztala, który dba o to, aby brodacze docierali do co raz to szerszej publiczności. W ciągu roku na zaproszenie wybranych instytucji kultury można ich więc spotkać także w innych zakątkach Polski.
Za brodaczy przebierają się nawet nastolatkowie © PAP | Wojtek Jargiło
Decyzją Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 1 grudnia 2021 r. brodacze zostali wpisani na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Aleksander Misztal nie ukrywa jednak, że jego marzeniem, ale też ambicją jest, aby brodacze pewnego dnia znaleźli się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.