
Prawa autorskie: Photo by Farhan Aleli / AFPPhoto by Farhan Alel…
Prawa autorskie: Photo by Farhan Aleli / AFPPhoto by Farhan Alel…
Zaloguj się, aby zapisać na później
30 grudnia 2025
Google NewsUdostępnij na FacebookuUdostępnij na TwitterzeUdostępnij w mailu
Decyzja Izraela wywołała sprzeciw Ligi Arabskiej i Unii Afrykańskiej. Dlaczego ten ruch Izraela łączy się nie tylko z wojną w Jemenie i rywalizacją z Iranem, ale także z przyszłością Palestyńczyków?
Google NewsUdostępnij na FacebookuUdostępnij na TwitterzeUdostępnij w mailu
„Nasza przyjaźń jest ważna i historyczna” – zapewnił premier Izraela Benjamin Netanjahu w rozmowie wideo z prezydentem Somalilandu Abdirahmanem Mohamedem Abdullahim. „Przekażę prezydentowi Trumpowi waszą wolę przystąpienia do Porozumień Abrahamowych [seria porozumień dyplomatycznych z 2020 roku, normalizujących stosunki między Izraelem a kilkoma krajami arabskimi]. Ślę pozdrowienia od narodu izraelskiego do niepodległego narodu Somalilandu” – zakończył, celebrując dyplomatyczny przełom.
Prezydent Somalilandu ma więc powód do radości: oto po ponad 30 latach faktycznej niezależności w końcu nastąpił wyczekiwany przełom – jest pierwsze państwo, które zdecydowało się na oficjalne nawiązanie relacji dyplomatycznych z Republiką Somalilandu, de facto traktując ją jak suwerenne państwo. W zamian Somaliland obiecuje przystąpić do porozumień Abrahamowych, będąc kolejnym, po Emiratach Arabskich i Maroku, państwem muzułmańskim uznającym istnienie Izraela.
Czy Benjamin Netanjahu otworzył drogę do powstania nowego państwa? Odpowiedź zależy od tego, czy za decyzją Izraela pójdą kolejne kraje – przede wszystkim Stany Zjednoczone. Na razie przeciwne są temu zarówno państwa Unii Afrykańskiej, jak i Ligi Arabskiej. Organizacjom tym zależy bowiem na utrzymaniu status quo i niepodsycaniu kolejnych ruchów separatystycznych. Przeciw jest też oczywiście Somalia, która uznaje Somaliland za swoją zbuntowaną prowincję.
Donald Trump, zapytany o sprawę przez reporterów „The New York Post” podczas gry w golfa odpowiedział w swoim stylu:
„Czy ktoś w ogóle wie, czym jest Somaliland?”
– po czym dodał, że „będzie to analizować”, bo – jak stwierdził – „analizuję wiele rzeczy i zawsze podejmuję dobre decyzje, które okazują się trafne”.
Somaliland leży nad Zatoką Adeńską, w strategicznym „Rogu Afryki” – regionie, przez który przebiega jeden z najważniejszych morskich szlaków świata, łączący Morze Śródziemne z Oceanem Indyjskim. Przepływa tędy około jednej trzeciej globalnego handlu morskiego, co czyni wybrzeże Somalilandu obszarem o ogromnym znaczeniu geopolitycznym.
W średniowieczu osiedlali się tu arabscy kupcy, a później także Osmanowie, rywalizujący z chrześcijańskim cesarstwem Etiopii. Jednak współczesna historia Somalilandu – jak w przypadku wielu państw Afryki – zaczęła się dopiero podczas konferencji berlińskiej w 1884 roku, gdy europejskie mocarstwa za pomocą linijki i ołówka podzieliły kontynent afrykański. Obszar dzisiejszego Somalilandu trafił wówczas pod panowanie brytyjskie jako tzw. Somali Brytyjskie, podczas gdy pozostałe części wybrzeża przejęły Francja i Włochy.
Podczas II wojny światowej został zdobyty przez Włochy i wraz z Etiopią przyłączony do Włoskiej Afryki Wschodniej, a po wojnie terytorium trafiło pod opiekę ONZ. W czerwcu 1960 roku Somaliland ogłosił niepodległość. Na krótko zjednoczył się z dawnym Somali Włoskim, tworząc Republikę Somalii. Młody kraj borykał się z wieloma problemami i szybko wdał się w niszczącą wojnę z sąsiednią Etiopią, z Dżibuti i z Kenią.
Przełom po obu stronach Zatoki Adeńskiej nastąpił na początku lat 90. XX wieku. Podczas gdy w Jemenie powstało zjednoczone państwo, a Erytrea oderwała się od Etiopii, dominujący w północnej Somalii klan Issaq ogłosił secesję od pogrążonej w wojnie domowej Somalii. Tak narodził się nieuznawany przez nikogo Somaliland.
Ponad trzy dekady później region ten ma wszystkie atrybuty funkcjonującego państwa: stabilne władze, własną walutę, administrację, armię i paszporty. Siły Somalilandu współpracowały w zwalczaniu islamistycznej organizacji Asz-Szabab oraz w walce z somalijskim piractwem morskim. Utrzymuje również bliskie relacje z Etiopią, która od 2024 roku dzierżawi od niego (ku oburzeniu Somalii) dostęp do Morza Arabskiego.
Somaliland jest więc bytem politycznym, który de facto od lat funkcjonuje jak niezależne państwo. W pewnych kwestiach jest w zasadzie przeciwieństwem Autonomii Palestyńskiej, która pomimo deklaratywnego uznania przez większość krajów świata, wskutek izraelskiej okupacji praktycznie nie sprawuje dziś władzy na swoim terytorium.
Pomysł masowego wysiedlenia Palestyńczyków ze Strefy Gazy jest od dwóch lat obecny izraelskiej debacie publicznej. Postulują go przede wszystkim ultraprawicowi koalicjanci premiera Benjamina Netanjahu, argumentując, że po zakończeniu wojny Izrael powinien „rozwiązać problem Gazy” poprzez przymusową relokację jej mieszkańców. Jako proponowane miejsce deportacji wskazywano półwysep Synaj w Egipcie albo Sudan Południowy, choć władze obydwu krajów jednoznacznie zaprzeczały jakimkolwiek rozmowom na ten temat.
W ostatnich tygodniach w tej roli coraz częściej wymieniany jest właśnie Somaliland.
Zarówno Somalia, jak i Autonomia Palestyńska sugerowały, że decyzja Izraela o nawiązaniu relacji z nieuznawanym regionem może mieć związek z planami wysiedlenia Palestyńczyków. Doniesienia te częściowo potwierdził „The Times of Israel”, informując, że prezydent Somalilandu odwiedził Izrael już w październiku i rozmawiał m.in. o potencjalnym przyjęciu palestyńskich uchodźców.
Na dziś – zwłaszcza w obliczu rosnącej międzynarodowej krytyki ludobójstwa Izraela w Strefie Gazy – scenariusz przymusowego przesiedlenia milionów ludzi do Afryki wydaje się mało realny. Niewykluczone jednak, że współpraca Izraela z Somalilandem mogłaby w przyszłości przybrać inne formy, na przykład w zakresie detencji osób oskarżanych o terroryzm poza terytorium Izraela (tak jak robi to USA w Guantanamo na Kubie).
Nie można jednak przyjąć, że Izrael uznał Somaliland tylko w tym celu. Istnieje szereg bardziej realnych powodów, dla których współpraca ze zbuntowanym państwem może być dla Izraela opłacalna.
Rzut oka na mapę pokazuje, że Somaliland i jego główny port w Berberze pozwalają kontrolować kluczowy szlak morski oraz cieśninę Bab al-Mandab, zwaną „Bramą Łez”. Po drugiej stronie Zatoki Adeńskiej znajduje się Jemen, pogrążony w wojnie domowej między siłami szyickich Hutich wspieranych przez Iran a sunnickimi ugrupowaniami wspieranymi przez Arabię Saudyjską i Południową Radę Tymczasową (STC), wspieraną przez Zjednoczone Emiraty Arabskie i – nieoficjalnie – Izrael.
Somaliland – region zaznaczony jaśniejszym kolorem, z czerwoną linią granicy. Zrzut Google Maps
Mapa Somalilandu, Wikimedia Commons
Po wybuchu wojny w Strefie Gazy w październiku 2023 roku Izrael przeprowadził wielokrotną wymianę ognia z finansowanymi przez Iran szyickimi milicjami. Kontrola nad portem w Berberze pozwalałaby nie tylko osaczyć Hutich, ale także wpływać na przyszłe układy sił w Jemenie, w tym na frakcje wspierane przez Arabię Saudyjską. Izraelski analityk i dyplomata Alosa Pinkas potwierdził w wywiadzie dla Al-Jazeery, że państwo to planuje przekształcić somalilandzki port Berberę w bazę operacyjną przeciwko Hutich, czy jakiejkolwiek władzy na półwyspie arabskim, która zagrozi Izraelowi.
Uzyskanie wpływu w Afryce jest też częścią szerszej polityki – Izrael, który w wyniku wojny w Strefie Gazy popadł w coraz większą izolację na arenie międzynarodowej, uznał za priorytet zacieśnienie więzi z Afryką. W sierpniu ponownie otworzył swoją ambasadę w Zambii po ponad 50 latach. Niedawno Izrael zacieśnił też swój militarny sojusz z Grecją i Cyprem. To pragmatyczna polityka wspierania każdego kraju czy mniejszości etnicznej (jak Druzów czy Kurdów), które mogą zaszkodzić izraelskim nieprzyjaciołom: Iranowi wraz z jego szyickimi zausznikami, a także Syrii i Turcji.
Podpisanie Porozumień Abrahamowych pod patronatem Donalda Trumpa stało się zaczątkiem do stworzenia koalicji państw muzułmańskich. To grupa państw od Maroka, przez Sudan i Somaliland, aż po Azerbejdżan, Bahrajn i Emiraty Arabskie – z potencjałem militarnym, który wygasi irańską „oś oporu”.
Uznanie Somalilandu przez Izrael spotkało się z krytyką zarówno państw Ligi Arabskiej, jak i Unii Afrykańskiej, a także Iranu, Turcji i oczywiście Somalii, która oskarża Izrael o ingerencję w jej integralność terytorialną.
Po raz kolejny okazuje się, że siła militarnych sojuszy stoi ponad prawem międzynarodowym: Somalia to państwo właściwie upadłe, które nie jest w stanie odzyskać kontroli nad “swoim” terytorium ani nawet poradzić sobie z przemocą islamistów i piratów. Z pewnością nie otrzymają pomocy ze strony USA, zwłaszcza że Trump niedawno z pogardą odniósł się do Somalijczyków, którzy od lat zamieszkują Stany Zjednoczone (nazwał ich śmieciami i zapowiedział deportacje).
Z zaistniałej sytuacji, oprócz Izraela, może skorzystać też Etiopia. To wschodzące regionalne mocarstwo, które od lat walczy o dominację w Rogu Afryki. Etiopia niedawno ukończyła np. projekt gigantycznej zapory na Nilu.
Somalilandczycy liczą, że Stany Zjednoczone wkrótce jednak uznają ich państwo. Pomimo dotychczasowej reakcji Trumpa może się to ziścić. Wystarczy, by odpowiednie lobby uświadomiło prezydentowi strategiczne znaczenie regionu dla kontroli Rogu Afryki.
Najpierw musi się jednak dowiedzieć, czym w ogóle jest Somaliland.
Kulturoznawca i student iranistyki. Miłośnik autostopu i wszystkiego co na wschód od Polski. Wolontariusz i powsinoga z potrzeby serca.
Kulturoznawca i student iranistyki. Miłośnik autostopu i wszystkiego co na wschód od Polski. Wolontariusz i powsinoga z potrzeby serca.
Copyright © 2016 – 2025. Made with love by OKO.press team. All Rights Reserved.