Luka Modrić to jeden z najlepszych środkowych pomocników w historii piłki nożnej. Przez wiele lat niekwestionowany lider Realu Madryt i reprezentacji Chorwacji. Obecnie w AC Milan, ponieważ „Królewscy” nie zaproponowali mu nowego kontraktu.
W 2018 roku zdobył Złotą Piłkę. Sześć razy wygrywał z Realem Ligę Mistrzów, czterokrotnie był mistrzem Hiszpanii, a to tylko te najważniejsze tytuły. Trzy razy był też mistrzem Chorwacji z Dinamem Zagrzeb.
Postać absolutnie wybitna. Dziś – w wieku 40 lat – dalej gra na bardzo wysokim poziomie (jest niezastąpiony dla Milanu, aktualnego wicelidera Serie A).
Od lat uchodzi też za jednego z najnormalniejszych piłkarzy na świecie. Zdradził też, co by się z nim stało, gdyby nie futbol.
ZOBACZ WIDEO: Boruc szczerze o życiu po karierze. „Problematyczny początek”
– Uwielbiam normalność. Normalną rodzinę, normalne życie, te małe rzeczy. Nie czuję się wyjątkowy. Nigdy w życiu nie pomyślałem, nawet przez sekundę, że jestem lepszy od kogokolwiek. Gdybym nie był piłkarzem, chciałbym zostać kelnerem – powiedział Modrić w rozmowie z „corriere.it”.
– Byłem całkiem dobrym kelnerem. Podobało mi się to. Studiowałem w szkole hotelarskiej w Boriku. W pierwszym roku uczyliśmy się w restauracji Marina w Zadarze, gdzie odbywały się wesela. Byłem dobry w serwowaniu drinków, a na chorwackich weselach ludzie piją dużo. Jedyne, czego nie lubiłem, to zmywanie naczyń – dodał.
I przy okazji potwierdza, że pokora przede wszystkim.
– Rodzice zaszczepili we mnie ważne wartości – szacunek dla wszystkich i pokorę. Mój ojciec był robotnikiem, a mama krawcową. Pokora pomaga, zarówno na boisku, jak i w życiu – powiedział Chorwat.