Lin Yu-ting i Imane Khelif wywalczyły w Paryżu mistrzostwo olimpijskie odpowiednio w kat. do 57 i 66 kg. Pierwsza z nich, reprezentantka Tajwanu, w walce o tytuł pokonała Julię Szeremetę. Zanim jeszcze doszło do tego pojedynku, dużo mówiło się o tym, że Yu-ting w ogóle nie powinna w igrzyskach wystartować. Podobnie zresztą jak Khelif. Wszystko za sprawą kontrowersji dotyczących płci obydwu zawodniczek i poziomu testosteronu. Od igrzysk minął już ponad rok. Ani Yu-ting, ani Khelif od tamtej pory nie pojawiły się w światowych zawodach, na czele z rozgrywanymi jesienią mistrzostwami świata w Liverpoolu. Wtedy nie wytrzymał trener polskiej kadry pięściarek Tomasz Dylak, a sama wicemistrzyni olimpijska odniosła się do sprawy w ostatniej rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet. Oto jej jasne stanowisko.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Wrześniowe mistrzostwa świata w Liverpoolu pod egidą World Boxing sprawiły, że kontrowersje wokół startu niektórych zawodniczek nie zniknęły. Nowa organizacja zarządziła bowiem obowiązkowe testy płci przed rozpoczęciem zmagań. Co zatem z Yu-ting i Khalif? W przypadku pierwszej z nich, przedstawiciele tajwańskiej federacji argumentowali nieobecność mistrzyni olimpijskiej faktem, że nie otrzymali żadnej odpowiedzi po tym, jak wysłali wyniki badań do World Boxing. Natomiast Khalif odwoływała się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie przeciwko decyzji o testach płci.
Julia Szeremeta i Yu Ting Lin (Foto: Andrzej Iwanczuk/NurPhoto via Getty Images / Getty Images)
Wtedy nie wytrzymał trener naszej kadry Tomasz Dylak. — Tłumaczą się tym, że wysłali wyniki badań do World Boxing i nie dostali odpowiedzi. Jakie wysyłanie badań?! Tu nie wysyła się żadnych badań! Trzeba było je przywieźć i w dzień weryfikacji pokazać służbom World Boxing. Tak zrobiły nasze dziewczyny i zostały zatwierdzone do turnieju. Nie rozumiem, z jakiego powodu jedna osoba na całym świecie wysyłała te badania do World Boxing i czekała na odpowiedź — mówił w rozmowie z TVP Sport.
Do kontrowersji wokół całej sprawy odniosła się także Julia Szeremeta w ostatniej rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet. — Nie znam się na poziomach testosteronu, chromosomach, nie śledzę tego, nie interesuję się tym i nie jestem w stanie za bardzo wypowiadać się na ten temat. Ale słyszę jakieś rzeczy od dziennikarzy, trenera i wydaje mi się, że w tej sprawie raczej jest coś nie tak. Wszyscy inni zawodnicy pojawiają się na turniejach, walczą, a Imane Khelif i Lin Yu-ting nie. To jest bardzo podejrzane. Były zawieszone, nie startowały i po igrzyskach dalej nigdzie nie startują. Kombinowali, omijali badania… — mówi Szeremeta.
Imane Khalif (w czerwonym stroju) i Angela Carini (w niebieskim stroju) (Foto: Richard Pelham / Getty Images)
Wciąż nie wiadomo, jak będzie rozwiązana cała sprawa i czy możliwe jest odebranie tym zawodniczkom olimpijskich medali. Gdyby Yu-ting straciła złoto, wówczas po czasie tytuł w kat. do 57 kg otrzymałaby Szeremeta. Polska pięściarka nie ukrywa, że ten temat często powraca w rozmowach.
— Wiem, że bardzo dużo osób mnie z nią kojarzy i że w moim przypadku to wciąż główny temat. Nie ma co ukrywać, kontrowersje dały mi bardzo duży rozgłos — gdyby ich nie było, to nie wiadomo, czy byłabym tak rozpromowanym i kojarzonym sportowcem. Wciąż pojawiają się nowe artykuły, a kiedy kogoś poznaję, to za każdym razem pada: „I jak, jest już to złoto?”. Ostatnio w wojsku też tak mnie przywitali: „Ooo, masz już złoto?”. Nasz szef mówi, że się za tę sprawę wezmą, że będzie walczyć o tamten złoty medal — mówi Szeremeta.
Polka nie ma jednak wątpliwości, że triumf przy zielonym stoliku nie jest tym samym, co emocje przeżywane bezpośrednio podczas olimpijskiej rywalizacji.
— To nie to samo, co usłyszenie Mazurka Dąbrowskiego na igrzyskach. Będąc na miejscu, są inne odczucia, emocje. Poza tym… No, przegrałam tamten pojedynek. Jakbym miała walczyć z Lin Yu-ting jeszcze raz, to też bym walczyła. Wyszłabym do niej i chciała wygrać. W taki sposób mogę zdobyć złoty medal. Usłyszeć, że wygrałam turniej po półtora roku od finału, to co innego. Na pewno aż tak by mnie to nie satysfakcjonowało — kończy Szeremeta.