Większość internautów w Polsce przynajmniej raz w życiu widziała wiralowy film nagrany mniej więcej 20 lat temu w ramach ulicznej sondy. Reporterka pyta na nim młodego mężczyznę, jak ten zamierza spędzić sylwestra? W odpowiedzi mężczyzna rzuca, że będzie grał w grę.
Dlaczego górale spędzają sylwestra czuwając?
Jakie są obawy górali związane z fajerwerkami?
Jakie są konsekwencje rozbitych butelek na Podhalu?
Co górale sugerują turystom odnośnie odpalania fajerwerków?
— Jaką grę?
— Tomb Raider — słyszymy w odpowiedzi.
***
— Często przypominam sobie tej filmik, gdy znajomi pytają mnie, jak ja będę spędzał sylwestra — mówi Bartek, mieszkaniec zakopiańskich Krzeptówek. — Bo ja od lat tę noc spędzam w sposób, który również wiele osób szokuje. Od mniej więcej godz. 22 do 3 w nocy stoją przed chałupą i patrzę na jej dach. Żona donosi mi ciepłą herbatę i tak sobie… świętujemy — zdradza.
Jak wyjaśnia rozmówca Onetu, wraz z rodziną mieszka w zabytkowym drewnianym góralskim domu. Ten zbudował jeszcze jego dziadek. W sąsiedztwie takie domy stanowią mniej więcej 50 proc. wszystkich budynków. Są ustawione ciasno. A w sylwestra tuż nad nimi latają eksplodujące sztuczne ognie.
— Wystarczy chwila nieuwagi, jakaś rakieta poleci nie tam, gdzie miała, bo odpali ją ktoś pijany i taki fajerwerk może wpaść wprost na mój dach. Drewniany dach pokryty gontem. Taki nawet zimą, gdy leży na nim śnieg, zajmie się od wybuchającej rakiety w mgnieniu oka. Wówczas tragedia gotowa. Przez czyjąś zabawę ja mogę stracić dobytek życia. Dlatego pilnuję domu w sylwestra, by w razie czego gasić ogień „w zarodku” — mówi Bartłomiej.
Osób mających podobne obawy jest więcej. Podhale to region, gdzie drewnianych domów dalej jest bardzo dużo. Zarówno w samym Zakopanem (choć już bardziej na jego obrzeżach), jak i okolicznych wsiach. Przykładowo Chochołów to „żywy skansen”. W centrum wsi stoją same drewniane zabytkowe domy. Jeden przy drugim. Gdy dochodzi tam do pożaru, nawet małego, zespół dowodzenia Państwowej Straży Pożarnej wysyła tam natychmiast dwa razy większe środki niż w inne miejsca. Istnieje bowiem ogromne ryzyko, że pożar może się szybko rozprzestrzenić, a następnie przenieść na kolejne domy.
Fajerwerki odpalane na Podhalu są więc śmiertelnym zagrożeniem. Tylko w ostatnich latach kilka razy mieliśmy tego dobitne potwierdzenie. W sylwestra 2018/2019 wybuchł pożar drewnianego domu w Murzasichlu. Rodzina straciła dach nad głową, bo budynek został doszczętnie strawiony przez ogień. Pożar wybuchł 45 min po północy. Przyczyna? Zabłąkany fajerwerk, który został odpalony na przywitanie nowego roku i zamiast polecieć w niebo, spadł na dach.

Pożar domu w Murzasichlu, jaki wybuchł w noc sylwestrową 2018/2019 w Murzasichlu na PodhaluKP PSP Zakopane
Z kolei 1 stycznia 2024 r. Kilka minut po godz. 1 w nocy wybuchł pożar domu jednorodzinnego w Białym Dunajcu. Strażakom na szczęście udało się go w miarę szybko ugasić.
W tym samym czasie w nowotarskiej dzielnicy Robów, gdzie znajduje się wiele drewnianych domów, wybuchł pożar stodoły. Również został szybko ugaszony, ale w obu przypadkach jest niemal pewne, że budynki zajęły się od fajerwerków.
— Na sylwestra pod Tatry przyjeżdża cała masa ludzi z innych części kraju. Chcą się bawić, piją alkohol i ja to rozumiem. Ale te osoby mimo wszystko muszą zachowywać się odpowiedzialnie — mówi Zofia, mieszkanka Bukowiny Tatrzańskiej. — Od lat mówi się sporo o tym, by „nie strzelać w sylwestra” bo huku odpalanych fajerwerków boją się zwierzęta. I to jest święta prawda. Ale może teraz trzeba zacząć też akcję informacyjną, że przez czyjąś zabawę może też dojść do dramatu ludzi. Ktoś, komu rakieta poleci w nie to miejsce, gdzie planował i spali komuś dom, zapewne szybko się ulotni, by nie ponieść za swój czyn odpowiedzialności. A taki właściciel zostanie z ogromnym problemem.

Drewniane domy w Chochołowie na PodhaluMichael Owston / PAP
Dlatego górale apelują do odwiedzających ich region turystów, by również nie odpalali w sylwestra sztucznych ogni lub jeśli już muszą to robili to z dala od zabudowań.
— W bezpośrednim pobliżu niemal każdej wioski na Podhalu są otwarte pola. To kwestia 10-15-minutowego spaceru od pensjonatu. Warto tam pójść i jak ktoś lubi fajerwerki, to niech odpala je tam. Ryzyko, że taka rakieta uderzy w czyjś dom, jest wówczas minimalna. Apeluję do turystów o rozsądek — mówi Piotr, sołtys jednej z wiosek w powiecie tatrzańskim.
Kolejny problem? Ogromne ilości stłuczonego szkła
Kolejny apel górali do odpoczywających w ich regionie gości dotyczy butelek. Niestety, pomimo wieloletnich apeli, wielu świętujących nowy rok ludzi po wypiciu szampana „w plenerze” następnie rozbija pustą butelkę o ziemię.
— Następnego dnie rano wiele chodników, pól i przydomowych gródków jest dosłownie pełnych tłuczonego szkła. To bardzo trudno pozbierać ze śniegu. A takie kawałki są niebezpieczne dla ludzi, którzy mogą się na nie przewrócić, zranić czy też dla zwierząt — mówią nasi rozmówcy. Ci apelują do turystów, którzy wychodzą z butelką szampana o godz. 24 (by witać nowy rok pod gołym niebem), by tę butelkę o opróżnieniu wzięli ze sobą i wyrzucili do kosza w pensjonacie.
O tym, jak wielkim problemem jest porozrzucane szkło z rozbitych butelek ,kilka lat temu przekonywali co roku właściciele podhalańskich wyciągów. Jeszcze 15-20 lat temu standardem na wielu stacjach była całonocna jazda na nartach. Ludzie mogli wprost na stoku witać nowy rok. Później jednak ośrodki od tego odeszły i dziś bardzo pilnują, by w noc z 31 grudnia na 1 stycznia nikt na trasę nie wchodził.
— Po takiem nocy dosłownie cały stok był zasiany szkłem. Tego nie dało się ze śniegu odłowić i dochodziło do dramatów. Ktoś dzień czy dwa później zjeżdżał na nartach i przewrócił się. Te osoby miały pocięte twarze lub dłonie, bo upadły na te kawałki szkła. Wiele osób niszczyło sobie w ten sposób kurtki i spodnie. Musieliśmy z tym zwyczajem witania nowego roku na stoku skończyć, bo było to bardzo niebezpieczne — mówi w rozmowie z Onetem jeden z właścicieli ośrodka narciarskiego w Małopolsce.